środa, 7 stycznia 2015

Starożytna mądrość: Planeta Organica, Ayurveda Hair Mask


Ajurweda to system tradycyjnej starożytnej medycyny indyjskiej opierający się na koncepcji pięciu żywiołów: eter (akaśa), powietrze (waju), ogień (agni), woda (dźala) i ziemia (prythwi). Istoty żyjące posiadają jeszcze jeden element: jest to prana. Ostatnimi czasy na zachodzie można zauważyć daleko idące zainteresowanie, inspiracje a nawet uważanie tradycyjnej wschodniej sztuki leczenia za lepszą od konwencjonalnej medycyny. Czy ja tak uważam? NIE czy nazwa Ajurweda skłoniła mnie do tej maski? NIE. Skłoniły mnie do niej opinie w internecie.


Od pewnego czasu bardziej świadomie dbam o swoje włosy, co prawda włosomaniaczką nie jestem jednak dzięki blogom takich dziewczyn odkryłam między innymi tą maskę.

Co pisze o niej producent: "Złota ajurwedyjska maska dla włosów stworzona na bazie indyjskich ziół, stosowanych w dawnej nauce ajurweda do przywracania piękna i zdrowia włosów.
Składniki aktywne: 
- organiczny olej z drzewa nim – bogaty w witaminę E i niezbędne dla włosów aminokwasy, ma działanie intensywnie nawilżające, odżywcze i regenerujące,
- organiczny olej z drzewa sandałowego - wzmacnia i stymuluje wzrost włosów, 
- wąkrotka azjatycka - zawiera kwas asjatowy, będący silnym antyoksydantem, udoskonala mikrocyrkulację krwi, wzmacnia cebulki włosowe, 
- jagody acai - zawierają wszystkie znane witaminy i minerały. Takiej ilości pożytecznych substancji jak w acai nie ma w żadnym innym naturalnym produkcie. Jagody acai nasycają skórę głowy witaminami, odnawiają strukturę osłabionych i kruchych włosów."

Maskę dostajemy w typowym dla tego typu rzeczy opakowaniu, czyli tradycyjnym słoiczku z dość mocnego plastiku. Jej wygląd w opakowaniu  to już inna bajka.



Maska wygląda bajecznie, pełno w niej połyskujących złotych drobinek, co prawda nie zostają one na włosach po spłukaniu ale w opakowaniu wyglądają bajecznie ot typowy orientalny przepych.
Maskę nakładam na umyte włosy oraz skórę głowy i zostawiam ją na nich ok 15-20 minut. Po czym spłukuje, robię tak regularnie raz w tygodniu.
Konsystencja jest gęsta wręcz masłowata przez co wyraźnie widać moje palce ;) maska nie przelewa się w opakowaniu ani nie ma obawy, że się wyleje jest na to za gęsta.
Jej zapach jest bardzo mocny i kojarzy mi się z drzewem sandałowym, osobiście lubię takie klimaty ale pewnie komuś może przeszkadzać.
Co do rezultatów moje włosy są dość słabe i ciągle przerzedzone staram się jednak jak mogę aby były w dobrej kondycji. Przez lata zaniedbywania a raczej nie zbyt świadomego dbania moje włosy są też przesuszone. Przy tej masce nie zauważyłam tak niesamowitego nawilżenia jak w przypadku balsamu Fratti z szungitem <KLIK>, włosy są jakby lepiej dociążone nie obciążone, nie puszą się a nawet usłyszałam komentarz, że wyglądają jakby było ich więcej. Nie są też tak miałkie jak zwykle co sprawia, że lepiej wyglądają i się układają. Zapach na włosach pozostaje do następnego mycia czyli dość dobrze się utrzymuje co mi osobiście odpowiada bo lubię zapach drzewa sandałowego.
Co do stymulowania wzrostu włosów zdecydowanie lepiej wypadła Babuszka Agafia Drożdżowa maska <KLIK> może to być też spowodowane tym, że maski drożdżowej używam 2-3 razy w tygodniu zaś złotej jedynie raz.
Maska jest również bardzo wydajna dlatego kiedy ją zużyje z chęcią wypróbuje jakąś inną z tej firmy. A tymczasem rozkoszuje się jej ekskluzywnym zapachem i wyglądem oraz działaniem na włosach ;)

2 komentarze:

  1. Wygląda znakomicie - aż mi się wszystko cieszy:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda znakomicie i pachnie przepięknie, bizantyjski przepych ;)

      Usuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję ;)