sobota, 6 czerwca 2015

Wyjazdowy niezbędnik lato 2015

Sezon wakacyjny się powoli rozkręca a pogoda na razie dopisuje. Sama swój urlop mam już za sobą mogę więc śmiało powiedzieć co wzięłam ze sobą i czy się przydało ;) Niestety część rzeczy po prostu wyrzuciłam, bo były za ciężkie w pierwszą stronę mój bagaż ważył 21 kg w drugą już niestety 21 kg + 15 kg (podręcznego). 
Oczywistością jest to, że na wyjazd najlepiej brać kosmetyki sprawdzone nie zaszkodzi jednak przypomnieć. W zeszłym roku również pokazałam swoje wyjazdowe kosmetyki TUTAJ
Pielęgnacja:
Żel pod prysznic każdy am swój sprawdzony więc nie ma sensu o nim pisać. Co do balsamu do ciała ważne jest aby był on nawilżający i szybko się wchłaniał bez pozostawiania tłustej powłoki. Na tym polu wspaniale spisał się Garnier L-Bifidus nawilżające mleczko do ciało z olejkiem z mango. Szybko się wchłaniał, ładnie pachniał i przede wszystkim nawilżał moją skórę. 
<źródło>
Jeśli zaś chodzi o usuwanie zbędnego owłosienia, branie ze sobą maszynki do golenia oraz żeli zabiera nam drogocenne miejsce w naszej walizce dlatego też dobrym rozwiązaniem jest maszynka zawierająca pasek żelu do golenia. U mnie wspaniale spisała się Gillette Venus Proskin Moisturerich (wizaż KLIK).


Jeśli wakacje nie możemy się obyć bez kremu z filtrem ja wzięłam ze sobą dwa kremy. Ziaja, Ziajka, Słoneczna emulsja dla dzieci SPF 30 jest to niestety bardzo gęsty krem zostawiający biały film ale kremy z filtrem już tak mają.
<źródło>
Drugim kremem, który wzięłam ze sobą był Sun Balance SPF 50 od Farmony. Spray okazał się być lepszym rozwiązaniem niż Ziajka, nie tak tłusty, nie zostawiał aż tak lepkiego i tłustego filmu na skórze. Co do działania powiem, że po wizycie w parku wodnym nie byłam spieczona na raka co oznacza, że jakoś działać musi. A byłam z niego tak zadowolona, że to moje 2 opakowanie gdyż pierwsze musiałam wyrzucić aby zaoszczędzić trochę miejsca :P 


Jeśli chodzi o pielęgnacje twarzy ważnym elementem jest oczyszczanie faktem jest że nawet w domu nie oczyszczamy naszej twarzy odpowiednio a na wyjeździe już całkiem mamy tendencję do odpuszczenia sobie. Ja używałam czegoś kupionego na miejscu czego recenzja już wkrótce ;)
Obecnie używam hydrolatu z jagodliny ylang-ylang, który i na wyjeździe spełnił swoje zadanie. 


W sezonie letnim najważniejsze dla mnie jest nawilżanie, powietrze suche, gorące czy też wilgotne gorące, słońce, wiatr, klimatyzacja nasz skóra nie ma łatwo. Dlatego też wybieram kosmetyki, które po 1. nie zrobią mi krzywdy czyli: nie uczulą, nie zapchają oraz szybko się wchłoną po 2. nawilżą. Razem ze mną podróżowała Ziaja Kuracja dermatologiczna AZS krem kojący, nawilżający. 

Miałam obawy, że krem będzie tłusty przez AZS w nazwie jednak krem jest gęsty i jednocześnie lekki na twarzy, szybko się wchłania, łagodzi podrażnienia. Makijaż utrzymuje się na nim bez zarzutów. Jednak już po powrocie do domu zdeklasował go krem prezent od Wake up - make up! również od Ziaji Kuracja ultranawilżająca mocznik 3%. Ten krem nawilża jeszcze lepiej niż w/w Ziaja i stał się moim obecnym ulubieńcem. Oba kremy nie zapychają a makijaż utrzymuje się na nich bez zarzutu.

Kiedy coś nam w czasie wyjazdu wyskoczy na twarzy a wiadomo złośliwość losu zawsze objawia się kiedy Nam zależy. Warto mieć pod ręką coś punktowego. W domu zapewne posiadamy cały arsenał do zwalczenia nieprzyjaciół jednak na wyjeździe musimy oszczędzać miejsce. Ja w tej roli wzięłam ze sobą Purritin Żel punktowy od Iwostinu. Wspomógł on proces wysuszania się i gojenia wszelkich krostek. 


Krem pod oczy zwykle ląduje ten który aktualnie mam nie są one w jakiś wielkich i ciężkich opakowaniach dlatego nie ma problemu z ich transportem. 
Krem na noc natomiast chciałam aby wspomógł walkę z niechcianymi krostami, w tym celu wzięłam Baikal Herbals krem do twarzy nocny DETOX – do cery tłustej i mieszanej. Krem ten rónież sprostał powierzonemu mu zadaniu. Nie wysuszał skóry, przyspieszał proces gojenia się syfków.


Jeśli chodzi zaś o pielęgnację włosów wzięłam ze sobą przelany do mniejszego opakowania mój codzienny szampon oraz odżywkę o której pisałam TUTAJ. Już na miejscu kupiłam sobie dwa mini produkty od Shishedo o których napiszę kiedy indziej.

Ponieważ wysoka temperatura, słońce, wilgotność powietrza oraz oceaniczna bryza sprawiają, że moje włosy są straszne wzięłam ze sobą Hask Keratin Protein Shine Hair Oil. powiem, że jestem zadowolona z jego działania chodź dużo bardziej polubiłam się z jego bratem lub siostrą Monoi. 


Makijaż
Zwykle w czasie wyjazdów się nie malowałam jednak patrząc na swoje zdjęcia postanowiłam, że to koniec. Jakieś minimum musi być. Moje minimum ograniczyło się do jednej kosmetyczki z Zoevy.


A w niej

Podkład Clarins,Ever Matte Foundation podkład ten jest dość drogi jednak przyjemnie się rozprowadza, ma dość dobre krycie, naturalny efekt, pięknie pachnie i wydawało mi się że nawilża. Podkład ten spisywał mi się na naszej polskiej ziemi dlatego dałam mu szansę na wyjeździe i nie zawiodłam się. Pewnie gdyby nie jego cena gościł by częściej w mojej kosmetyczce. 
W dni kiedy nie miałam ochoty na podkład używałam kremu BB o którym pisałam TUTAJ jest to najlepszy krem BB do tej pory jaki miałam. 
Bez korektora nie ma życia dlatego też mojej wyjazdowej kosmetyczce znalazły się dwa. Oba z nich to moje już któreś opakowanie więc oba są sprawdzone. A mowa o : Oriflame, Tea Tree, Purifying Corrective Stick czyli korektor dwustronny o właściwościach antybakteryjnych. Bardzo go lubię stosuję jego zieloną część pod podkład aby ukryć zaczerwienione krostki, oprócz tego korektor je wysusza. Ponieważ pod oczy nie można stosować tego typu korektorów niezbędny staje się korektor na moje sińce pod oczami czyli NYX HD pisałam o nim TUTAJ. Jest to jeden z moich ulubionych korektorów i jak na razie żaden z tych, które wypróbowałam jako jego zamienniki się nie sprawdził. 
Aby twarz się nie błyszczała zbyt bardzo używałam Maybelline Affinitone jest to dobry puder, który jednak nie matuje zbyt bardzo, przedłuża jednak trwałość podkładu. 
Na oku zaś albo gościł sam tusz, tutaj oczywiście nieodzowny tusz od Clinique High Impact Curling Mascara o którym pisałam TUTAJ a który również jest jednym z moich życiowych odkryć. Lub wersja de lux czyli baza pod cienie bardzo trwała UD w odcieniu Sin, i ta próbka skusiła mnie na pełnowymiarowe opakowanie oraz cienie z paletki L'oreal E2, lub cień od Everyday Minerals Late Checkout. Jak widać nie wzięłam żadnego różu ale stworzyło to okazję do zakupu :P 

Powiem, że moja wyjazdowa kosmetyczka ograniczyła się do naprawdę minimum w moim wykonaniu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję ;)