czwartek, 21 września 2017

Seria jesienna. Po co sięgnę tej jesieni - perfumy

TAG: Kocham jesień robiłam w 2015 r. dlatego nie będę go powtarzać ponieważ część odpowiedzi jest nadal aktualna jak np.  "Gdybyś poszła na imprezę halloweenową za co byś się przebrała?" nadal przebrałabym się za psychopatycznego mordercę, a jak bym to zrobiła oraz odpowiedzi na kilka innych pytań znajdziecie w tamtym poście. 

Aby nie odgrzewać starego kotleta, bo może się to źle skończyć dla wątroby dziś będzie o produktach, po które najczęściej sięgam jesienią. A konkretnie o perfumach, których zapach uwodzi mnie jesienią. 

Najpierw marki selektywne = drogie


Gurlain Samasara
 Są to orientalno- drzewne perfumy. Ich zapach jest w moim odczuciu ciepły, otulający. Taki typowo jesienny. Nuty głowy to: brzoskwinia, ylang-ylang, bergamotka; nuty serca: irys, fiołek, korzeń irysa, jaśmin, róża, narcyz; nuty bazy: irys, drzewo sandałowe, fasolka tonka, ambra, piżmo, wanilla. Jednym słowem wszystko co lubię w perfumach. Zapach jest bardzo trwały. Jego minusem dla mnie jest cena coś ok. 300 zł., ale można czasami ustrzelić tu i ówdzie promocję. 

Thierry Mugler Angel
Pisałam o nim na blogu KLIK. Zapach, który jednym się podoba innym nie. Dla jednych pachnie "piwnicą, kryptą, piękną wampirzycą, cmentarzem". Nie mam pojęcia jak pachnie wampirzyca i cmentarz, zapach krypt lubię niemniej jednak nigdy nie zdarzyło mi się poczuć tych woni w tych perfumach. Dla mnie pachnie słonym karmelem, wanilią, oraz cytrusami. Do której grupy Ty się zaliczasz? Jak widać ja te perfumy uwielbiam, ba kocham. Perfumy te są mega trwałe i mocne. Wystarczy odrobina a będziemy pachniały cały dzień. Słowo. To najmocniejsze i najbardziej trwałe perfumy z tego zestawienia. Cena 300 zł. 

Lancome  tresor la nuit
Kolejne perfumy z serii tych orientalnych, tym razem jednak orientalno- waniliowe. Nutami głowy jest: bergamotka, gruszka, tangeryna; nutami serca: kwiat wanilii, czarna róża, marakuja, truskawka,; nuty bazy: paczula, papirus, kadzidło, liczi, pralina, wanilia, karmel, kawa, kumaryna, lukrecja. 
Zapach jest ciepły, otulający jednak delikatniejszy niż dwa poprzednie. Cena ok 300 zł. 

Perfumy, które oscylują w okół wartości 300 zł., a co zrobić by było bardziej ekonomicznie? Jakiś czas temu naszło mnie na jakieś nowe perfumy, a tu w portfelu hula wiatr. Idąc ulicą zobaczyłam szyld o perfumach marki Mistral. Poszłam kupiłam jedne, inspirowane perfumami, które bardzo dobrze znam. I ja nie byłam w stanie wywąchać różnicy. Pewnie znajdą się ludzie co są w stanie , jednak mój nos widać jest dość chamski. Jeśli zaś chodzi o jesień z tej marki najbardziej podpasowały mi perfumy nr:

88 Czyli jak widać po moim mazaku na butelce jest to inspiracja Black Opium od YSL. Zapach jest orientalno- waniliowy. Miękki otulający. Trwałość gorsza niż tych trzech wspomnianych wyżej, cena też jest niższa. Razem z buteleczką kosztowały mnie ok. 25 zł. Nie będę w ich przypadku pisała o nutach głowy, serca i bazy, ale na prawdę są bardzo udatną "inspiracją" oryginalnych perfum. 
Kolejnym nr jest 40 czyli inspiracja Armani Si są to słodkie szyprowo- owocowe perfumy. Trwałość jest niezbyt powalająca, ale jak w przypadku nr 88 kosztowały one mniej niż 30 zł. Zapach mniej jesienny, niż te powyższe. Jedna z koleżanek z pracy pytała się czy to nie La vie la belle od Lancome. Czyli jednak perfumy są podobne nie tylko do Si ;) 
Ostatni nr z tego zestawienia to 142 czyli inspiracja Organzą od Givenchy kocham te perfumy, jednak 419 zł za 50 ml., lub 300 zł za 30 ml., obecnie jest poza moim zasięgiem. Rzadko bywają na promocji :( jednak ten zapach mimo, że mniej trwały pachnie bardzo podobnie. Wszystkie te zapachy pachną niemalże identycznie jak te, którymi są inspirowane. Rozróżnić je można jedynie po trwałości, te perfumy za 25 zł nie są zbyt trwałe. Organza to orientalno- kwiatowe perfumy miękkie, otulające, ciepłe. 

A Wy jakie perfumy lubicie? Jesienią sięgacie po cięższe słodkie perfumy, orientalne, drzewne czy wręcz na odwrót? Lub w ogóle dobór perfum nie jest dla Was powodowany porą roku? 

wtorek, 19 września 2017

Seria Podkładowa. Podkłady dla bladzioszków: Wet'n' Wild Photofocus, Revlon Colorstay, Catrice Liquid Coverage, Oriflame, Ingrid

Na rynek polski całkiem nie dawno weszła marka Wet'n'Wild a całkiem niedawno wszedł jej podkład Photofocus, który na zagranicznym YT miał tyle zachwytów, ochów i achów. Podkładu użyłam dopiero jeden raz dlatego nie mogę się o nim wypowiedzieć, ale mogę pokazać jego kolor i porównać do innych podkładów z mojej kolekcji. 
Muszę przyznać, że moja skóra strasznie zjaśniała, nie od tego że się nie opalam lub używam filtra UV 50000 PA+++++++++++, ani nie wiodę wampirzego życia. Zaobserwowałam, że odkąd zmagam się z Hashimoto moja cera zbladła i to bardzo.Dlatego teraz poszukuję odcieni dla baldzioszków i muszę powiedzieć, że w końcu na polskim rynku drogeryjnym mamy jakiś wybór. 
Podkłady od lewej:

Wet'n'Wild Photofocus Soft Ivory,
Revlon Colorstay Combination /oil150 Buff,
Revlon Colorstay Combination /oil 110 Ivory,
Oriflame Giordani Gold Age Defying Foundation Porcelain,
Catrice HD Liquid Coverage Foundation 010 Light Beige :
Catrice hd liquid coverage odcień 010 vs. 020
Catrice HD Liquid Coverage Fundation vs. Estee Lauder Double Wear 
 Catrice HD Liquid Coverage Fundation



Jak widać W'n'W jest jaśniejszy niż Colorstay 150 i mniej różowy niż 110 Ivory.

Ponieważ w drogerii Natura dostaniemy również w rozsądnej cenie podkłady polskiej marki Ingrid, gdzie można znaleźć kolory dla bladzioszków. Zobaczmy jak na ich tle prezentuje się W'n'W.
Od lewej:
 Wet'n'Wild Photofocus Soft Ivory,
Ingrid dr Makeup 100 Porcelain,
Ingrid idealMatt 300 Kość słoniowa,
Ingrid ideaLumi 200 kość słoniowa



Z nich wszystkich najbardziej różowy się zdaje się Ingrid dr makeup 100, a najbardziej żółty idealMatt 300.

Znacie te podkłady, lubicie?

niedziela, 17 września 2017

Holograficzne lakiery do paznokci

Uwielbiacie przedmioty, które załamując światło mienią się kolorami? Ja uwielbiam i moje serce bije szybciej kiedy widzę taki efekt, który niczym łzy jednorożca zabiera mnie w krainę radości. Dziś mogę już śmiało powiedzieć, że jestem "holosexualna". Pierwszy raz z takim określeniem spotkałam się na YT na kanale Simply Nailogical i jeśli kochacie holograficzny efekt i jeszcze nie znacie tego kanału to polecam go Wam z całego serca. 
Przechodząc do mojej holo kolekcji składa się ona z kilku lakierów


dokładnie z 10. Połowa z nich to Colour Alike:


  1. 532 Niebieściak KLIK
  2. 502 figa z makiem
  3. 503 o w bombkę!
  4. 530 Jak mus to mus
  5. Black Saint

Zrobienie dobrego zdjęcia lakierów holo jest nie lada wyzwaniem mam nadzieję, że chociaż minimalnie udało mi się załapać ten efekt. 

Kolejne trzy lakiery to A England, lakiery tej marki gościły już u mnie na blogu 


6. Crown of Thistles KLIK
7. Sleeping Palce KLIK
8. Fated Prince KLIK


Kolejne dwa lakiery to nowości u mnie


9. Golden Rose Holographic 02
10. Kiko Holographic 006

Jak widać po próbniku lakiery mają różny efekt holo. Co do trwałości lakierów się nie wypowiem, bo ciężko oczekiwać od normalnego lakieru trwałości hybrydy. Znacie jakieś inne holograficzne lakiery, czy może taki efekt nie jest dla Was? 

sobota, 9 września 2017

Co się stało z kanałami urodowymi?

Dziś nadeszła pora na typowo przegadany post. Dlaczego jestem dla blogu tak rzadko? I gdzie jest mój zapał do bywania w urodowej blogosferze? Na te pytanie postaram się odpowiedzieć poniżej. 
Uzbrójcie się w cierpliwości i ze względu na pogodę może w herbatkę z cytryną. Zapraszam.

 Promowanie "na siłę"

Zacznę od urodowej części internetu i dlaczego mnie tak mało. 
Ostatnio po prostu odkryłam, że mam dość promowania kosmetyków przez wielkie i małe koncerny  "na siłę". Co znaczy "na siłę"?

Zdarza się, że odpalacie internet a tam w jednym czasie wszędzie, ale to wszędzie jest o jednym produkcie. Na blogach, na kanałach urodowych z różnicą kilku dni lub nawet tygodnia wałowany jest temat konkretnego kosmetyku i jego cudownych właściwości. 

Pamiętacie jak wszyscy nagle podkreślali brwi jednym produktem? I jeśli dobrze sięgam pamięcią nie znalazłam opinii negatywnych na temat tego produktu. To cud. Przeglądając wizaż można znaleźć rożne opinie zachwyty, opinie obojętne lub w ogóle negatywy. Jednak wszyscy go używający przed kamerami byli zadowoleni. Czy dlatego, że go dostali? Czy na prawdę był taki epicki tego nie wiem.
Ten moment z tym produktem to był ten moment kiedy pomyślałam sobie "ej coś jest nie tak". Do tej pory miałam nadzieję, że polski "jutub" jest wolny od tego typu zagrywek, bo przecież nigdy by nie zachwalały czegoś co jest nie dobre ze względu na swoje dobre imię. Jednocześnie przecież wszyscy wiemy, że coś co sprawdziło się u mnie może nie sprawdzić się u ciebie więc nie przesadzaj itd. (parafrazując wypowiedzi niektórych). Zaczęłam się zastanawiać, a co ja bym zrobiła dostałam coś od koncernu i to zjadę to może już nigdy żaden koncern nic mi nie wyśle o rany. A to źródło utrzymania jest, ja żyje z kanału czy z bloga to z pracą tak się nie fika jak w przypadku hobby dlatego trzeba przynajmniej być lakonicznym.

Kolejne takie rzuty promocji były najbardziej zauważalne w przypadkach książek. Kiedy w jednym czasie pojawiały się na wszystkich blogach i większości kanałów YT. Jak to działa możecie zobaczyć w TYM poście o tym jak wyglądała promocja książki "Skin Coach" oraz jakie wartości sobą ta książka reprezentuje. 

Dzięki takim akcjom poczułam takie zniechęcenie, zasmucenie i rezygnacje. "Jutub" stał się czymś czym nie powinien być: maszynką do zarabiania pieniędzy. Dziewczyny, które zaczynały od drogeryjnych podkładów teraz od "wielkiego dzwonu" ich użyją i zrobią jakiś makijaż takimi produktami. A mi się znudziło patrzeć jak ktoś nakłada kosmetyki za równowartość czyjejś pensji. 

Również straszliwie działają na mnie akcje to mój ulubiony kosmetyk, używam go i używam. Po czym następują np. 3 makijaże z nim a potem przepadł jak kamień w wodę i nie ma. Jest hit wszyscy pokazują a potem pustka, kto kupił bazując na zachwytach ten ma, ale już musi kupić kolejny najlepszy. I znowu kółko się powtarza. 

"Nie podoba się, to nie oglądaj"

Stosując się do tej rady nie oglądam. Mam dość wciskania mi na siłę produktów. Poszukuje teraz osób które to co robią, robią z czystej przyjemności a nie biznesu. 
Rozumiem paczki PR jak inaczej moglibyśmy zobaczyć tyle recenzji kosmetyków, gdyby nie one. Ale informacje o tym powinny być umieszczone. A jeśli produkty z paczki są przedstawione tak, że płyną nad nimi zachwyty a przez kolejne pół roku nie pojawią się ani razu, czy to w makijażu czy jakiś ulubieńcach (o denkach nie wspomnę) znaczy, że leżą odłogiem i takie cudowne to one nie były. Chciałabym szczerości i przynajmniej minimalnego poziomu jakiejś spójności.

Blogowy zapał

Wszystkie wyżej wymienione sytuacje wpłynęły na mój blogowy zapał. Mój blog to moje hobby. To moje miejsce do dzielenia się z Wami moimi makijażami, produktami, przemyśleniami itd. Mam nadzieję, że będziemy się tu spotykały i przy herbatce czy kawce wymieniały poglądami informacjami. 

Ciekawi mnie jak Wy odbieracie to jak w obecnej chwili wygląda blogosfera i YT? Może znacie jakiś kanał, który możecie polecić, a który jeszcze jest taki prawdziwy?

Pozdrawiam i udanego weekendu życzę

niedziela, 20 sierpnia 2017

Limonkowy makijaż

Lato prawie dobiega już końca. Nie wiem jak u Was ale u mnie pojawiła się już ochota na jesienne kolory, ale zanim przejdziemy do jesiennych zagadnień pora wykorzystać jeszcze ten kawałek lata, który Nam został.

Dlatego dziś makijaż połączenie limonki z
 Jeśli chodzi o makijaż użyłam:


  •  Bielenda Pearl Base - rozśietlającą
  • Maybelline Fit me ! nr 115
  • Bell Hypoallergenic transparentny puder fixujący
  • Kuleczki a'la Gurlain ( można o oryginale przeczytać w TYM poście) chyba Vollare przesypałam je do innego opakowania
  • Korektor Maybelline Fit me ! 020
  • Catrice Liquid Camouflage 005
  • Oriflame trio korektorów
  • Róż Bell Secretale 04 Satin Pink
  • Brązer Bell Hypoallergenic Multi Bronze Powder
  • Rozświetlacz Bell Hypoallergenic Face& Body Illuminating Powder
  • Brązer Bell Magic Jungle
  • Essence Eyebrow Monster 03


  • Tusz Armani Eyes to kill KLIK
  • Too Faced Sweet Peach KLIK, cienie : puree, summer yam
  • Urban Decay Naked KLIK, cienie: naked, buck
  • Pierre Rene 147 pastel nude
  • mySecret Shake Colors
  • My secret glam&shine 10
  • Devinah Nefretiti kolor obłęd, nałożyłam go tylko na dolną powiekę od wewnętrznego kącika, ale zasłużył sobie na to by zagrać rolę główną w makijażu. Jeśli śledzicie mojego instagrama to już widziałyście go kiedy pokazywałam jego pigmentację, jest obłędna. 
  • Kobo 118
 Aparat niestety rozjaśnił lekko kolory przez co zewnętrzny kącik jest bardziej miekki niż w rzeczywistości.

Zobaczcie jak ten rozświetlacz przepięknie wygląda na skórze.

sobota, 12 sierpnia 2017

HYPOAllergenic matowe pomadki w płynie by Marcelina


Szminki matowe z Bell po prostu spadły mi z nieba, dzięki Wake up- make up! jej opinię o nich możecie zobaczyć TUTAJ.
Przyznam się, że byłam dość sceptycznie nastawiona do tych pomadek, miałam już kilka w płynie z Golden Rose oraz te w klasycznej formie również z Golden Rose. Zapewne nie tylko ja posiadam kolekcję tych płynnych pomadek. Bell przepuściło swoją szansę, zaspało kiedy inni zbijali kasę na pomadkach. Ale zaraz może jednak warto się tym pomadkom przyjrzeć?

01 Sydney 



Sydney to korektorowy, trupi kolor, który nakłada się dość tępo. Robi smugi i zacieki. Nie wiem czemu Sydney? Wyobraziłam go sobie z koszmaru lat 90' ciemna karnacja i trupie usta. Trwa powrót do tych hitów więc jeśli ktoś ma taki gust to czemu nie. 

06 Florence



Ładny dzienny, neutralny kolor, taki ciemniejszy kolor ust idący w brązową stronę. Nakładanie, pigmentacja bez problemu. 

05 Berlin



Często był to kolor porównywalny do 010 z Golden Rose, również hit lat 90'. Gęsta kremowa konsystencja, bardziej fioletowo-różowa w porównaniu z 010.
na górze 010 z GR, na dole 05 Berlin 
103 Paris



Klasyczna czerwień. Zarówno ta z Bell jak i ta z Golden Rose 09 o której pisałam TUTAJ mają ten sam problem. Są bardzo płynne, wodniste wręcz, przez co rozpływają się po ustach. Ciężko nimi zarysować kształt, kontur. Mimo to ta z Bell jest odrobinę mniej płynna. Więc jeśli chcecie czerwień to ta z Bell będzie lepsza. 

104 Seville 


Kolor "w punkt", nałożyć wytuszować rzęsy i już jesteśmy wystrzałowe. Kolor mnie tak urzekł, że oniemiałam. Owszem nakłada się fatalnie, marze się, ale jest genialny. Jest to taki pomarańczowy, żywy odcień czerwieni, cudo. W takim kolorze szminki nie maiłam. 

03 Las Vegas



Kolejny kolor, który powalił mnie na kolana. Taki piękny kolor, często uważany za jesienny ale dla mnie taki piękny kolor i wytuszowane rzęsy robią cały makijaż. Piękny odcień różowo-winny, obłęd. 

102 London



Kolejny kolor w kolekcji, który podbił moje serce. Bardziej fioletowy niż poprzednik.

04 San Francisco



Typowo jesienny ciemny, chłodny winny odcień. Dość rzadki przez co te problemy z wyrysowaniem ust.

101 Sopot



I tu proszę Państwa wystaję i bije brawo. Obłędny dzienny kolor w odcieniu różu. Nakłada się marzenie, nosi się marzenie i wygląda jak marzenie. Pomadka płynna z Bourjois, którą kiedyś kupiłam myśląc że ma taki odcień mogłaby wiązać temu odcieniowi buty, podobnie jak wszystkie te z GR które posiadam. Najbardziej uniwersalny, dzienny odcień jaki widziałam. 

02 Warsaw



Kolejny dzienny odzień szminki jednak idzie w bardziej brązową stronę, ładny ale moje serce w tej kategorii zdobył Sopot. 

Tak kolory zaś prezentują się na ręku w takiej kolejności jak powyżej.


Moja opinia

Szkoda wielka, że Bell tak zaspało, szminki są rewelacyjne. Jednak mam już pokaźną kolekcję płynnych pomadek. Jednak jeśli wy macie miejsce w swojej toaletce lub po prostu chcecie więcej płynnych matowych pomadek nie wahajcie się ani chwili. 

Pomadki nie wysuszają ust. 
Mają super trwałość. 
Są w przyjaznej cenie. 

Jestem pozytywnie zaskoczona odcieniami oraz formułą tych szminek. Tak trzymać Bell!!


czwartek, 10 sierpnia 2017

Makijażowy, kosmetyczny detoks

Ostatnio coraz mniej na blogu zaś na instagramie raczej się pojawiam. Związane jest to z formą kontaktu z Wami, instagram to raczej taka historia w obrazkach podczas gdy blog to jednak słowo pisane. A jak wiadomo nad słowem pisanym należy się dużo bardziej skupić, a tym samym wymaga to czasu. Ja nie pracuję w żadnej branży związanej z kosmetykami, urodom czy na prawdę szeroko pojętą gałęzią beauty. A jak każdy po powrocie z pracy jestem zmęczona i pragnę odpocząć, od początku blog był moim hobby które miało przynosić mi radość i to się nie zmieniło. Blog to doskonała forma kontaktu z Wami. 

Oglądając popularne blogi i kanały na YT, zaczęły mnie nurtować pewne dylematy. 
Chciałabym spróbować, posiadać niektóre z tych kosmetyków. Pani na YT pokazuje kolejną paletę neutralnych cieni, które rozcierają się jak masełko za jedyne 270 +++ zł a ja chciałbym ją mieć: bo uczyni mój makijaż lepszym, łatwiejszym i takim bardziej profesjonalnym. Nie ważne, że posiadam już kolekcje palet neutralnych, codziennych oraz pojedyncze cienie, której przeciętnej zjadacze chleba starczą do końca życia i kolejnego wcielenia. Przecież to jest takie cudowne.
W tedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zstąpiły z nieba upały. W moim biurze nie ma klimy a oprócz tego często jadę w teren na kilka godzin. Najpierw skromnie tak wstydliwie podkład mineralny nałożyłam, no jak tak bez niczego, aby w ostatecznym preludium upałów siedzieć w pracy jedynie z pudrem na twarzy, a to tylko wyłącznie dlatego żeby krem się nie świecił. 

I tak od połowy lipca, dzień po dniu mój makijaż leży w toaletce i ma wakacje, a ja detoks od makijażu. Oczywiście na początku usłyszałam "dziś nie masz makijażu" i tego typu "komplementy", ale nie od mężczyzn ich mój makijaż lub jego brak, albo nie obszedł albo zostawili komentarze dla siebie. Tego typu zdania słyszałam od kobiet, jednak jest to materiał na kolejny wpis, który być może poczynię.

Ten przedłużający się bezmakijażowy stan spowodował, ze zaczęłam się zastanawiać:
  1. Czy ja potrzebuje aż tyle cieni do powiek?
  2. Czy ja potrzebuje 15 podkładów do twarzy?
  3. Czy ja muszę spróbować tych wszystkich kosmetyków, które polecają blogerki i jutuberki?
  4. Czy moje życie zmieni jakość na in plus?
  5. I czy na prawdę kobiety w realnym świecie mają 30 palet do oczy?
Te głębokie przemyślenia doprowadziły mnie do punktu w którym jestem.  Moją pracą nie jest kupowanie tych wszystkich drogich palet, za ich pośrednictwem nie zarobie na chleb. Moje życie nie zależy od tego czy mam lub nie mam cieni za 300 zł. Już tego co mam wystarczyłoby na kilka żyć.
To że mój makijaż nie wygląda jak u profesjonalistek też nie jest wynikiem kosmetyków, a tego że malowanie nie daje mi na życie. Nie zarabiam malując siebie i innych. Wiele kobiet mijanych na ulicach nie jest umalowanych profesjonalnie i jakoś żyje. Ale gdzie są te wszystkie kobiety w internecie? Czemu po podejściu do komputera większość osób potrafi zrobić "cut crease" i Bóg wie co jeszcze oraz umalować paznokcie bez zalania skórek? Gdzie te wszystkie osoby są w moim codziennym życiu?
Jednym słowem na oglądałam się zbyt dużej ilości blogów, jutubów itd i wydaje mi się, że jeśli będę posiadać to wszystko, to zarówno mój blog jak i moje makijażowe życie stanie się jakieś lepsze. Nie nie stanie się, ale od tego moje realne życie nie zależy.

Nadszedł czas, abym znowu odkryła radość z makijażu a nie z faktu posiadania i pokazywania coraz to nowszych droższych, lepszych rzeczy. Radość z faktu, że  mogę chodzić bez makijażu już odkryłam i ogólnie można mi kicnąć. Bo jestem sobą i jestem szczęśliwa.

Jeśli chodzi o jutuba i blogi to jestem w fazie poszukiwań jakiś osób, które nie oderwały się od rzeczywistości,  które używają drogeryjnych produktów i nie są sponsorowane przez żadne firmy. Jeśli znacie takie blogi i kanały, to proszę polećcie mi.

Trzymajcie się ciepło w te już upalne dni.

niedziela, 30 lipca 2017

Tańszy zamiennik Beauty Blender



Na fali uwielbienia dla gąbeczek Blend It! (cena regularna  29,90 zł) oraz zdetronizowaniu uwielbianego wcześniej na polskim YT Beauty Blendera (aby skrócić tekst będę pisała BB) postanowiłam spróbować czegoś innego. Ponieważ w moim Rossmannie pojawiła się gąbka Real Techiniques w cenie ok 31 zł ( co daje połowę tego ile kosztuje BB - 69 zł), a wiedziałam, że gąbka jest zachwalana pomyślałam spróbuje. 

Co widać po zdjęciu używałam gąbki RT bardzo intensywnie, a jeśli Wam powiem, że obie gąbki są w podobnym "wieku", może nawet BB jest starsza o kilka miesięcy (dwa lub trzy). Co jeśli powiem, że używałam je na tych samych podkładach, w ten sam sposób prałam, przechowywałam. Ślady na gąbce RT nie są również od paznokci, bo te akurat mam tak kruche i wrażliwe, że raczej to ta gąbka mogłaby mi je połamać. 
Jęli chodzi o materiał BB bije na głowę tańszą gąbkę z RT. Koszt połowę mniejszy i żywotność tym samym. Kiepski biznes dla kogoś kto się maluje. 
Jeśli chodzi o samą gąbeczkę BB pisąłam o niej już wcześniej na blogu:

O różnicach między Beauty Blenderami pisałam TUTAJ
O metodach aplikacji podkładu, które odmieniły moje makijażowe życie pisałam TUTAJ

 Jeśli zaś chodzi o gąbeczkę RT.
  • ma bardzo fajny kształt, z jednej strony jest płaska to bardzo ułatwia nałożenie podkładu, z drugiej strony jest szpiczasta co umożliwia roztarcie korektora pod okiem;


  • jest bardzo przyjemna w użyciu nie jest zbyt twarda, ani za bardzo miękka. Jednak jest twardsza od BB;
  • po kilku miesiącach intensywnego użytkowania zrobiła się krucha, zmieniła zupełnie fakturę. Ostatecznie popękała. 



Podsumowanie mojej opinii
Gdyby gąbka RT miała lepszą trwałość może i by była lepsza od BB. Nie jest tak, że faworyzuję BB, bo jest droższy wszak nie dostaje go za darmo muszę sama go kupić, a nie lubię wyrzucać 69 zł za gąbkę. RT wydaje się przemyślanym tworem tylko materiał z którego jest wykonana jest mniej trwała. 
Słyszałam, że gąbeczki Blend it! są jeszcze mnie trwałe może dlatego ta cena, ale jeśli policzymy, że taka gąbka rozsypie nam się po 4 miesiącach i musimy znowu wydać 29,90 zł na kolejną to ja nie wiem gdzie ta taniość. Słyszałam ludowe powiedzenie, że tylko bogatego stać an tanie rzeczy. Dlaczego? Tania rzecz czasami też jest słabszej jakości (oczywiście nie zawsze) i się szybko rozleci potrzebujemy wtedy kolejnej i wychodzi Nas w cenie droższej rzeczy lub o ironio jeszcze drożej. Czyli jak się mawia w moich stronach "za marfne pieniądze, psi mięso jadły".

Lepiej kupić gąbkę, która spokojnie posłuży Nam przez ponad pół roku. Wiem, że producent każe wymieniać ją częściej ze względów higienicznych, ale niech każdy robi jak uważa. 


wtorek, 25 lipca 2017

Too Faced Sweet Peach - Podsumowanie


Drugi tydzień Projektu makijażu z użyciem jednej palety przez tydzień dobiegł końca. Poszczególnie dni możecie zobaczyć na blogu:

Dzień 5

Był to drugi tydzień mojego projektu/ wyzwania dzień w dzień używałam tej właśnie paletki. Przed nią dzień w dzień używam Sleek Au Naturel jak wypada słynna i dość droga paletka od Too Faced, która gościła już na moim blogu KLIK . Postaram się ocenić dokładnie te same cechy co w przypadku Sleek'a. 


Moja opinia
  • Kolorów w palecie mamy 18 jednak jest to ta sama gama kolorystyczna , paleta jest dość ciepła. Twórcy postanowili by w palecie były wszystkie odcienie jakie może mieć brzoskwinia, mamy tutaj dwie zieleni i trzy fiolety.
  • Paleta posiada odcień nude i odcień transferowy. Dzięki czemu poradzimy sobie z każdym makijażem. Posiada też akcent kolorystyczny w postaci zieleni i fioletu. 
  • Paleta posiada dwa duochromowe cienie ich zestawienie z cieniem z Kobo i od Inglota pokazywałam TUTAJ
  • Cienie rozprowadza ją się równo, blenduje się jak marzenie. Cienie mają miłą konsystencję. 
  • Cienie lekko się sypią, ale nie jakoś strasznie jednak trzeba uważać, bo można skończyć jak panda. Cienie są naprawdę dobrej jakości, nie zanikają w czasie rozcierania. 
  • Piękne opakowanie i ten zapach. Uwielbiam go. 
  • Nie jest to uniwersalna paleta ponieważ znajdują się w niej jedynie ciepłe odcienie. 
  • Paleta podkreśli szare, niebieskie i zielone oczy. 

Jeśli chodzi o porównanie ze Sleekiem Au Naturel to nie ma porównania. Cienie nakładają się ładnie i jednolicie, blendują się bez problemu. Posiadając tą paletę możemy spokojnie umalować się na co dzień i na wieczór, jednak nie jest to uniwersalna paleta. 18 cieni to niby duży wybór ale ostatecznie używamy tylko kilku za każdym razem, a poza tym wszystkie kolory są ciepłe wiec cokolwiek nią zmalujemy bardzo przyjemna w użytkowaniu i bardzo ją lubię w okresie wiosenno - letnim, ale nie jest to paletka bez której nie wyobrażam sobie mojego makijażowego życia. 
Ciesze się, że ją mam ponieważ idealnie podkreśla moje szare oczy nadając im odcień niebieskiego bądź zielonego (magia szarych tęczówek). 
Ładne opakowanie, piękny zapach, dobra jakość i znana marka za to wszystko musimy zapłacić 189 zł. Jeśli szukacie palety uniwersalnej, której użyjecie na każdą okazję to nie ta. Sweet Peach stanowi raczej dodatek do makijażowej kolekcji niż uniwersalny zestaw cieni. Jednak jeśli lubicie ciepłe makijaże to jest strzał w 10. 

Lubicie ciepłe makijaże czy nie czujecie się w nich najlepiej? 

sobota, 22 lipca 2017

Tydzień 2 - Too Faced Sweet Peach Dzień 5


Makijażowe wyzwanie, które powzięłam na blogu lekko mnie zmęczyło. Potrzebowałam kilku dni odpoczynku ponieważ używanie "od góry" określonej paletki bez możliwości wyboru innej lub zrezygnowania z makijażu po prostu zmęczył mnie mentalnie. Nie posiadanie wyboru to straszna rzecz nawet w tak błahej sprawie jak makijaż. Jednak przygotował dla Was post z ostatnim niem paletką Too Faced Sweet Peach, kolejne posty również będą ale widzę, że mogą zdarzyć się z przerwami lub przeplatane jakąś recenzją.

Jednak przejdźmy do dnia 5. Kosmetyki, których użyłam:


  1. MaxFactor Facefinity 3 in 1 Fundation
  2. Rimmel Wake me up 
  3. Benefit Stay don't stray
  4. Bell HypoAllergenic biały puder (pod oczy)
  5. Puder Jadwiga
  6. ArtDeco Bronzing Glow Brusher
  7. Lancome Hypnôse Volume-à-porter
  8. Golden Rose 10




Zieleń jednak podkreśliła moje ogólne zmęczenie, trudny kolor :)

Oczywiście możecie spodziewać się podsumowania tygodnia z paletką Too Faced Sweet Peach. Tydzień z kolejną paletką czyli Avon Cocoa Dream również będzie tak więc się nie martwcie ;)