piątek, 2 czerwca 2017

Ulubieńcy Kwietnia i Maja

Za punkt honoru wzięłam sobie pokazywanie Wam co miesiąc moich ulubieńców jednak w miesiącu kwietniu nie miałam zbyt wielu ulubieńców dlatego połączyłam ich razem z ulubieńcami maja, a i tak nie jest to zbyt wiele ;) 


Pielęgnacja 

Avon Clearskin Pore Penetrating Black Mineral Cleanser - wiele razy wspominałam, że marka Avon nie jest moją ulubioną marką jednak ten żel do mycia twarzy sprawił, że przyjrzałam się ofercie marki uważniej. Po prostu wspaniale oczyszcza pory jak nic co miałam do tej pory. Już mam drugie opakowanie w zapasie. 

Przepraszam, że ten krem napiszę "fonetycznie" Czystaja Linia Umnyj Krem pokazywałam go w poście o zakupach we Lwowie 


Jest to wspaniały lekki, nawilżający krem bardzo się polubiliśmy. Ponadto jest bardzo wydajny, ale właśnie go skończyłam :) 

Lotion do twarzy Hada Labo 

jest dostępny w Polsce, można go dostać w Rossmannie, ale ma inną szatę graficzną. 

Neuro, Glicol + Vit. C, Eksfoliujące neuromimetyczne serum odmładzające na noc dla mnie hit. Nie wiem jak jego przeciwzmarszczkowe właściwości, ale skóra jest sprężysta, jędrna. 

Hada Labo Smoothing Anti-Fatigue Eye Cream Day & Night (Krem pod oczy przeciw oznakom zmęczenia na dzień i na noc). Lekki używam go na dzień, ma żelową konsystencję i bardzo dobrze nawilża.

Makijaż

Jadwiga Puder do skóry tłustej i problematycznej transparenty, wspaniale utrwala, matuje. Nie zapycha ma naturalne wykończenie, duża pojemność, dobra cena. 

Essence little eyebrow monsters w kolorze 03, utrwala włoski i nadaje im kolor. Mam gęste brwi nie potrzebuję niczego innego a z tym żelem osiągnę efekt bujnych brwi. 

Golden Rose Matowe Pomadki w odcieniu 04 i 17 najczęściej gościły na moich ustach.

Perfumy

Jak mówiłam wcześniej Avon otworzył dla mnie nowe strony. Są perfumy Avonu, których nienawidzę te natomiast mnie urzekły mowa o Avon Luck 
Kolejne perfumy po które lubię sięgać w ciepłą i słoneczną pogodę jest Beyonce Heat Rush.

To by było tyle nic więcej nie przypadło mi do gustu w Kwietniu i Maju. 

Pozdrawiam ciepło i udanego weekendu :) 

czwartek, 1 czerwca 2017

Seria Podkładowa. Catrice hd liquid coverage odcień 010 vs. 020

Podkład ten cieszył się taką sławą i że tak powiem "braniem", że bardzo długo był wykupiony we wszystkich Naturach i sklepach internetowych. Ostatnio zauważyłam, że jest nieco lepiej z jego dostępnością, albo tylko w mojej Naturze. W Waszych też już szał na ten kosmetyk jakby minął?

Dziś chciałam porównać Wam dwa najpopularniejsze odcienie czyli 010 Light Beige i 020 Rose Beige.

Recenzję podkładu można już znaleźć na blogu 

Seria podkładowa. Catrice HD Liquid Coverage Fundation


znaleźć można również porównanie Catrice HD Liquid Coverage do Estee Lauder Double Wear 

Seria podkładowa. Catrice HD Liquid Coverage Fundation vs. Estee Lauder Double Wear


Jeśli chodzi o kolory to 010 jest najjaśniejszym dostępnym kolorem. Zaraz po nałożeniu oba kolory prezentują się ładnie.


Jak widać 010 jest zdecydowanie jaśniejszy i bardziej żółty, zaś 020 wpada w róż (?). 


I taki ładny kolor 010 zapewne byłyby hitem i dla mnie, ale pojawia się w miejscu ALE. Ten kolor oksyduje i to o jakieś dwa tony przez co staje się ciemniejszy i zaczyna wpadać w pomarańczę.


Co prawda na zdjęciu na ręce zdecydowanie gorzej wypadł 020, ale twarz mam zdecydowanie jaśniejszą od ręki przez co podkład znacząco odcina się od szyi. Podkład nie jest drogi, ma dobre krycie, ładnie wygładza fakturę skóry jednak wiele dziewczyn zgłasza, że je zapycha ja nie wiem nie używałam go na tyle długo obecnie stoi w toaletce, a u mnie ciemnieje i to bardzo. 

Nie wiem czy skusicie się na ten podkład, a jeśli już go macie też u Was tak ciemnieje? 

poniedziałek, 22 maja 2017

Rozświetlający, nie wysuszający puder pod oczy - DIY tuning pudru

Jakiś czas temu pokazywałam Wam na blogu najszybsze i najłatwiejsze DIY pudru na świecie 


Dziś zaś powiem Wam, że jeśli marzy się wam całkiem dobrze kryjący a rozświetlajacy puder pod oczy lub na całą twarz nic prostszego. 
Od dawna wspominam na blogu o sklepie kolorówka.com z którym nie mam żadnych powiązań, ani nie jestem przez nich sponsorowana  wspominam o nim często a to tylko i wyłącznie z powodu asortymentu. 

Jeśli już pokruszyłyśmy i wymieszałyśmy Nasze kończące się pudry wystarczy dodać do nich jedynie mikę aby uzyskać taki efekt jaki Nas zadowala, jeśli puder jest za ciemny wystarczy dodać innego produktu dostępnego w sklepie (nie chcę pisać jakiego bo już i tak zaraz wyjdzie, że sponsorowany). 
Powiem wam, że jak już się przełamiecie i zaczniecie mieszać ze sobą kosmetyki, mikę itd odkryjecie, że w zasadzie jesteście w stanie stworzyć najlepszy cień do powiek bo zrobicie to same a trudność przedsięwzięcia jest prosta jak drut po prostu wymieszaj ze sobą ;)
Mam nadzieję, że ten skromny wpis otworzy Wam oczy na to co najlepsze w kosmetykach na zabawę i radość jaką daje przygotowanie czegoś własnego i zaręczam, że jest to dokładnie takie proste jak wygląda.

poniedziałek, 1 maja 2017

Seria podkładowa. Catrice HD Liquid Coverage Fundation vs. Estee Lauder Double Wear

Jeśli ktoś ma problemy z cerą (jak ja) zdanie "naturalne piękno" czy "wyjść bez makijażu" wydają mu się kpiną. W zasadzie nie jest tak, że mam niską samoocenę jednak nie chcę aby ludzie oceniali mnie przez pryzmat pryszczy lub ich braku. 
Należę jednocześnie do ludzi którzy zdają sobie sprawę co mają, czyli jeśli moja twarz wygląda jak strefa wojenna nie twierdzę, że lepiej jest nałożyć lekki podkład i pół kilo kryjącego korektora. Lepiej jest nałożyć kryjący podkład. Ale jaki? Tu opinii jest wiele. Najlepiej aby był kryjący, wydajny, miał wiele odcieni, zastygał, był wodoodporny, nie utleniał się itd. 

Kiedy moja skóra wyglądała jak na zdjęciu poniżej zastanawiałam się nad kupnem podkładu MAP polecanego dla panien młodych za długotrwałoś lub  Estee Lauder Double Wear za krycie i trwałość.
Los chciał, że dostałam próbkę tego drugiego i mogłam go skonfrontować z podkładem szczycącym się wysokim kryciem z drogerii czyli Catrice HD Liquid Coverage Fundation

Jeśli chodzi o moją cerę gwoli wyjaśnienia jest już lepiej, ale zdaje sobie sprawę, że zapewne taki wygląd wcześniej czy później powróci takie są prawa dżungli. 

Oto jak wyglądała moja cera kiedy sięgnęłam przetestować wspomniane podkłady 
Bez niczego 

Jak jest teraz kto mnie obserwuje na istagramie ten wie, ale jeśli jeszcze mnie nie obserwujecie to zapraszam, ale jeśli nie macie instagrama to teraz moja cera wygląda tak

Jeśli jesteście ciekawe mojej obecnej pielęgnacji to odsyłam do posta 

Wspomniałam już wcześniej na blogu o Estee Lauder Double Wear 


jednak zwrócę uwagę jeszcze raz. Tak kolor nie jest mój, jest za ciemny, jednak nie o kolor tu chodzi a o wrażenie, zakrycie niedoskonałości, długotrwałość i jak wygląda na fakturze skóry.

Estee Lauder

Mimo swojej ceny i popularności podkład w moim odczuciu podkreśla fakturę skóry i wcale nie poradził sobie z zakryciem moich niedoskonałości. Mimo nawilżających kosmetyków jakich używam co dzień podkład podkreślił suche skórki, a właściwie sam przesuszył mi twarz. Nie jest komfortowy w noszeniu. Ma mniejsze krycie niż Revlon Colorstay a kosztuje znacznie więcej. Podkład nie dla mnie. 

Drugi bohater tego posta to Catrice HD Liquid Coverage Fundation również gościł już na blogu 

Ten pokład ma lepiej dobrany kolor jednak nie o to tu chodzi lecz o jego krycie i wrażenie na skórze.
Catrice

Catrice zdecydowanie lepiej zakrył moje niedoskonałości, zaczerwienienia i optycznie wygładził fakturę skóry. Przy jednej warstwie ma mocne krycie przy dwóch dał by ekstramocne krycie. Mi podoba się ta jego umiejętność wygładzenia faktury skóry co przy niedoskonałościach jest bardzo istotne. Co mi się nie podoba ostatnio mimo, że moja cera wygląda lepiej on strasznie ciemnieje i to nie o jeden ton a o 2 jak nie o 3. Prawdopodobnie chodzi tu o pH skóry, jednak mimo wszystko to lekka przesada.
Poniżej zdjęcie na którym widać ile mam ciemniejszą twarz od szyi.


Mimo tego ciemnienia Catrice okazał się na mojej cerze zdecydowanie lepszym podkładem niż droga Estee Lauder. 
Jeśli oglądacie mnie na Insta wiecie, że ostatnio wzięłam się za moją kolekcję podkładów, która jest całkiem obfita. Postaram się w jak najbliższym czasie przybliżyć Wam większość z nich. 

Na razie życzę udanej majówki wszystkim :) 

wtorek, 25 kwietnia 2017

Moja wieczorna pielęgnacja

Na temat pielęgnacji każdy ma swoje własne zdanie i każdy powinien robić dokładnie to co mu służy. Ostatnio modne jest wzorem koreanek stosować system 10 kroków, ale szczerze mi się nie chce. Dlatego mój system pielęgnacji składa się z kilku kroków, ale do tego koreańskiego to mu daleko. 


Postanowiłam zacząć od wieczornej pielęgnacji ponieważ zdecydowanie jest ona w moim przypadku dużo bardziej wieloetapowa niż ta poranna.

Demakijaż
Nie ma chyba ważniejszego kroku. Dokładnie oczyszczona skóra będzie mogła lepiej przyjąć nakładane na nią kosmetyki, ale i zregenerować się w czasie nocy. Dla mnie przejechanie twarzy płynem micelarnym nie jest dokładnym demakijażem.  Jak wiec ja dokonuję demakijażu? Za pomocą przeznaczonych do tego olejów lub balsamów. W chwili obecnej wykorzystuje dwóch Holika Holika Soda Pore Cleaning lub mojego ulubieńca ostatnimi czasy czegoś co podbiło moje serce mowa o The Face Shop Cleansing Cream Rice Water Bright. 


Demakijaż jest to taka czynność przy której nie należy się spieszyć. Oba te kosmetyki nie tylko są przyjemne w użyciu, ale również doskonale rozpuszczają makijaż w tym ten wodoodporny  i długotrwały. Warto poświęcić chwilkę, aby dokładnie "pomasować" w tych miejscach w których mamy tendencję do zapchanych porów. Następnie zwilżam dłonie i takimi zwilżonymi dłońmi masuję twarz chwilkę po czym wszystko usuwam zwilżoną ściereczką a'la glove ;) 

Kiedy to mam za sobą pora na 
Oczyszczanie
Ja w swoim codziennym rytuale piękna stosuje trochę takie "podwójne oczyszczanie". Co mam na myśli. Myję twarz dwukrotnie, najczęściej za pomocą dwóch różnych produktów, ale zdarza mi się używać teko samego. Obecnie wykorzystuję do pierwszego oczyszczanie kosmetyk Skin79 Yum Yum Cleanser Adlay powiem, że jest to jeden z najmniej praktycznie opakowanych kosmetyków jakie znam. Ale jeśli chodzi o jego działanie bardzo mocno oczyszcza. Przez mocno nie mam na myśli jakiegoś uszkodzenia skóry, ale czuć że skóra jest bardzo dobrze oczyszczona. Tym specyfikiem również wykonuje masaż zwracając uwagę na newralgiczne miejsca. 

Kiedy już spłuczę Skin79 stosuję żel do mycia twarzy. Obecnie jest to Himalaya Herbals Purifying Neem Face Wash. Czasami zaś po prostu tym żelem myję dokładnie dwukrotnie twarz. Żel jest przyjemny w użyciu, ma przyjemną konsystencję nie wysusza skóry, ani nie podrażnia. 


Jeśli chodzi o oczyszczanie to dwa/trzy razy w tygodniu stosuje peeling. W chwili obecnej jest to peeling Sylveco peeling oczyszczający. Dokładnie niezbyt agresywnie oczyszcza moją skórę. 


Jakiś czas temu dostałam próbkę Sisley Crème Gommante pour le Visage i powiem, że mnie uwiódł, Sylveco nawet w połowie nie jest tak dobry. Niestety cena tego Sisley  (240 zł za 40 ml) jest dla mnie nie do przeskoczenia ,więc ciągle szukam czegoś podobnego w przyjemniejszej cenie. 

Kiedy już dokładnie usunęłyśmy makijaż, oczyściłyśmy twarz i zrobiłyśmy (lub nie) peeling nadszedł czas na 
Tonizowanie
Zwykle w tym celu używam sprawdzonych hydrolatów roślinnych, Niestety ostatnio mi się skończyły a nie miałam możliwości ich zamówić dlatego też z wielką obawą sięgnęłam po coś co akurat było w moim domu. Ziaja Liście zielonej oliwki, krzywdy mi nie robi ale szału też nie ma. 

Warto pamiętać o tym aby stonizować Naszą skórę po jej dokładnym oczyszczeniu.

Kolejny krok tak jak i peeling jest opcjonalny i występuje u mnie 2/3 razy w tygodniu (czasami i częściej) mowa o maseczkach


Przyznam się szczerze, że uzależniłam się od tego kroku. Zauważam jednak, że systematyczne stosowanie maseczek przynosi rezultaty. Skóra jest "lepszej jakości" bardziej jędrna, nawilżona rzadziej wyskakują mi niespodzianki. Jeśli chodzi o maseczki jakich używam zależy od tego jak ocenię czego potrzebuje. Czasem są to maseczki w płachcie czasem zaś zwykłe do zmywania. 

Czy stosuje maseczki czy nie  kolejny krok występuje u mnie zawsze: Serum

Obecnie mieszam ze sobą dwa Ava aktywator młodości z witaminą C oraz Bielenda Algi morskie. Polubiłam się z tym krokiem, preparaty szybko się wchłaniają zostawiają skórę lekko lepką ale tylko przez chwilę. Niwelują ewentualne uczucie ściągnięcia jeśli się mi zdarzy. Bardzo je lubię. 

Krem pod oczy
Krem pod oczy to temat rzeka. Makijaż a szczególnie korektory mocno kryjące bardzo obciążają skórę w okolicach oczu. Skóra w okół oczu jest bardzo cienka i wrażliwa, a zwykle nie mamy dla niej litości, makijaż, pocieranie, mrużenie itd. Mam 32 lata i zdaje sobie sprawę, że na powstałe zmarszczki już nic nie pomoże. Staram się aby powstawało ich jak najmniej. Zawsze stosuje krem na noc i na dzień. Ostatnio na noc staram się sięgać po coś mocniejszego. Tym razem stosuje Rata&Co Chia Seed Eye Cream. Stosuje go od niedawna i nie wiem czy jestem w stanie Wam go polecić. Ale polecić mogę jedno zawsze stosujcie krem pod oczy


Skoro pielęgnacja koreańska zdobywa taką popularność w Naszym kraju zwróćcie uwagę, że ich kosmetyki nie mają znaczków 20+, 30+, 70+. Dlaczego? Bo skierowane są na konkretny problem. Jak już będziecie miały 70 lat i skórę pomarszczoną jak awokado żaden krem nawet 1000+ Wam nie pomoże.  Przy wyborze kosmetyków również tych polskich marek kierujcie się problemem jaki mają rozwiązać a nie znaczkiem wiekowym. 

Ostatnim etapem dla mnie jest Krem na noc


Lubię jak krem na noc ma lekką konsystencję, nie zapycha ale za to nawilża. Ten taki jest. Lekki, szybko się wchłania, pięknie pachnie, nawilżą, nie zapycha. Skóra rano jest miękka. Jest to niby krem 35+ ale nie jestem w stanie uwierzyć, że "wyprostował" by głębsze marszczki. 

Jeśli chodzi o moją wieczorną pielęgnację to tyle i aż tyle. Stosujecie wieloetapową pielęgnaję czy raczej rach ciach i już? 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Koreańska maseczka w płachcie Nature Republic

Maski w płachcie zyskały zasłużoną im sławę dzięki pewnej książce. Dlaczego zasłużoną? Bo są wygodne, nie trzeba ich zmywać, dobrze trzymają sie twarzy czyli nie brudzą wszystkiego wokól i nie trzeba z nimi leżeć :)

Dziś przyjrzymy masce w płachcie koreańskiej firmy Nature Republic, która reklamuje się, że wykorzystuje do produkcji swoich kosmetyków "naturalne składniki". Przedstawiałam na blogu już krem BB tej marki 

Nature Republic Botanical Pore BB


Dziś zaś kosmetyk do pielęgnacji. Dostałam go w czasie zakupów w Myeongdong w Seulu, jako bezpłatną próbkę. Całą swoją podróż pokazywałam na blogu Korea w 8 dni a konkretnie o zakupach kosmetycznych czyli o raju jakim jest Myeongdong pisałam TUTAJ
 

Jest to celulozowa maska w płachcie, która wspaniale nawilża, ujędrnia, koi skórę, odżywia i rozjaśnia zostawiając efekt takiego zdrowego glow. Jest bardzo dobrze nawilżona, przylega do skóry twarzy, nie opada, nie spływa, nie schnie zbyt szybko. Spokojnie można ją nosić 20 minut. Zawiera kolagen z alg morskich Z tym, że trzeba uważać aby nie zaczęła wysychać, bo wtedy ta celulozowa płachta nie zależnie od marki waszej maseczki wchłonie z waszej skóry z powrotem wszystko, więc noszenie maski wtedy jest bezcelowe.
Żałuje, że maska oraz ta firma jest ciężko dostępna. Na Instagramie pokazywałam Wam, że kupiłam kilka masek tej marki w TK MAXX. Po użyciu kolejnej powiem Wam, że jest to marka której maski wydają się być warte uwagi.

piątek, 7 kwietnia 2017

Nie marnuj pudru- najszybszy puder sypki DIY


Też macie tak, że jak zostało w opakowaniu pudru jedynie po brzegach sięgacie po nowy a stary wyrzucacie? Ja tak, tego pudru i tak jest mało, jest trudno dostępny kto by się w to bawił. Do czasu aż zobaczyłam, że takich pudrów mam kilka wtedy pomyślałam no nie. Wyrzycam całkiem sporo tego produktu i postanowiłam zrobić najszybszy i najprostszy puder sypki w moim zyciu.

We wszystkich tych pudrach na powyższym zdjęciu zostało produktu po rantach, dlatego je zmiażdżyłam i wymieszałam ze sobą, przesypałam do opakowania z siteczkiem po jakimś starym pudrze z kolorówki.com.

Kolor po wymieszaniu w opakowaniu wygląda dość ciemno, ale na skórze ma kolor idealny w końcu to moje pudry.

Co do właściwości puder ma krycie co dziwnym nie jest po zmieszaniu Rimmel Lasting i L'oreal truematch. Puder utrzymuje ładnie podkład, nie wchodzi w zmarszczki bardzo lubię używać go pod oczami ponieważ nie tylko ładnie utrwala, ale daje mi również dodatkowe krycie.  Ogólnie jestem tak zadowolona z tego pomysłu, że tak właśnie będę robić ze swoimi kończącymi się pudrami.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Najlepszy pędzel do podkładu za 12 zł


Jakiś słuszny czas temu pokazywałam Wam na instagramie moje zakupy u tzw. "chińczyka" oprócz podróbek Kylie znalazł się również pędzel podróbka Real Techniques. po kształcie wnioskuję, że jest to Fundation Brush. Pędzel kosztował ok 12 zł. 
Jaka jest moja opinia o nim? 

Rączka pędzla jest dobrze wyważona i wygodnie trzyma się ją w dłoni. Włosie jest synetyczne, niezbyt zbite, dłuższe niż w moim innym pędzlu do podkładu Hakuro H51s. 


Po zdjęciach widać ten sztuczny połysk syntetycznego włosia.
Koszt 12 zł więc zaryzykowałam spodziewając się raczej totalnej katastrofy. I się zaskoczyłam.
po pędzel sięgam często i z przyjemnością. używam go częściej niż wspomnianego Hakuro H50. Pierwsze mycie oraz kolejne przebiegły bez problemu, nic się nie rozkleiło, nic nie wypadło, pędzel nie zgubił kształtu.
 Pędzel bardzo łanie rozprowadza podkład po twarzy, wspaniale rozciera go, nie zostawia smug, nie jest zbyt twardy ani zbyt miękki. Jestem nim zachwycona.


niedziela, 2 kwietnia 2017

Ulubieńcy marca 2017


Ostatecznie marzec 2017 roku dobiegł końca, czas więc aby przedstawić Wam moich ulubieńców. W zasadzie oprócz jednego kosmetyku wszystko to pielęgnacja. 


jednym z najważniejszych kroków w pielęgnacji jest oczyszczanie. Aby dobrze przygotować Naszą skórę na resztę kosmetyków musimy najpierw zmyć makijaż. Ja bardzo lubię w tym celu używać balsamów do demakijażu Dokładny demakijaż- Jak to robią w Korei? Banila co. Clean it zero

Olejowe oczyszczanie? Etude House Real Art

W tym zaś miesiącu moje serce podbił olejek Holika Holika Soda Pore Cleansing Light Oil  jest to delikatny olejek do demakijażu. Zawiera wodę bogatą w minerały i mikroelementy, olejek arganowy. Olejek usuwa makijaż szybko, skutecznie i przyjemnie. Nie ma uczucia ściągnięcia, nie ma uczucia tłustości, nie zapycha. Po prostu oszczędza mój czas. Codziennie po pracy zmywam Nim makijaż i jestem z niego bardzo zadowolona. 
Kolejnym kosmetykiem w mojej pielęgnacji jest Sylveco Lekki Krem Brzozowy, lekki, szybko się wchłaniający krem idealny pod makijaż. Nie zapycha, nie zostawia lepiej warstwy. Polubiliśmy się. 
Wieczorem pod krem zaczęłam stosować nawilżające serum mój wybór z polecenia padł na Bielenda Algi Morskie 2-fazowe hydro-lipidowe serum 2w1, jest to w moim odczuciu całkiem przyzwoicie działające serum. Jest lekko tłustawe dlatego stosuje je na noc. Nie przepadam za tłustymi formułami, ponieważ lubią mnie zapychać w tym przypadku nie ma nic takiego. Skóra rano jest miękka, jędrna i nawilżona. Serum ma też dziwny zapach, ale jakoś sobie radzę. 

Kolejny produkt do oczyszczania to Skin79 Natural 98 yum yum cleanser adlay produkt jest bardzo diwny, ma konsystencję mokrej panki. Pachnie orzeźwiająco, jest bardzo wydajny, wspaniale oczyszcza i ma straszne opakowanie. Słoik jak do dżemu jest bardzo mało poręczny w łazience. Jestm w stanie wybaczyć mu to opakowanie ponieważ wspaniale oczyszcza skórę. 
Czasami nie chce mi się wstać wcześniej i umyć głowę, lenistwo. Czasami nie da się nie umyć głowy ani wstać wcześniej :) wtedy ratuje mnie suchy szampon Batiste light&blonde robi to co suchy szampon robi i nie zostawia białego nalotu na włosach. 
Kolejny kosmetyk to jedyny produkt do makijażu a mowa o Skin79 Hot Pink Super + BB, był to mój pierwszy krem BB, od jego czasu przetestowałam wiele innych, ale kiedy pojawił się w Rossmannie to wiedziona sentymentem po niego sięgnęłam i okazało się, że nadal się lubimy. 

Ostatni ulubieniec nie jest w oryginalnym opakowaniu, ostatni ulubieniec to sławna wcierka Kaminomoto , której zadaniem jest przyspieszyć porost włosów i pobudzić uśpione cebulki do wzrostu nowych włosów. Wcierka jest ciężko dostępna i droga, ale działa. 

Jesteście ciekawe, któregoś z tych kosmetyków? 

niedziela, 26 marca 2017

Too Faced, Inglot, Kobo

Dawno mnie nie było na blogu, przyznam się szczerze, że pochłonął mnie Instagram gdzie systematycznie pokazuje Wam coś nowego i urywki mojego prywatnego życia. Zapraszam. Jednak dłuższa forma jaką jest post na blogu pozwala w lepszym stopniu podzielić się z Wami moją opinią na jakiś temat. 
Dziś mowa będzie o duopchromach z paletki Sweet Peach od Too Faced, którą pokazywałam ją Wam na blogu jakiś czas temu oraz zestawiłam ją z pozostałymi paletami od Too Faced, które posiadam

Chocolate Bar, Semi-Sweet Chocolate Bar, Sweet Peach- Palety Too Faced

Cienie, które można uznać za duochrome w palecie Sweet Peach są dwa. Jest to Just Peach i Bellini. Gdzieś w jakimś makijażu u polskiej "jutuberki" natchnęłam się na określenie, że popularny niegdyś cień z Kobo jest jednego z nich odpowiednikiem? Czy na pewno? Oceńcie same
Od lewej Inglot 407, Kobo 205 Golden Rose, Bellini, Just Peachy.

Szczerze to ani bardziej brzoskwiniowo-złoty Inglot, ani różówo-złoty kobo nie są nawet zbliżone do żadnego z tych dwóch cieni z Too Faced.

Od lewej Inglot 407, Kobo 205, Bellini, Just Peachy
Jeśli chodzi o konsystencję tych cieni Inglot jest suchy, Kobo ten kto ma to wie, że to taka dziwna mokra konsystencja zaś cienie z Too Faced są pośrodku. Są bardziej kremowe niż suchy Inglot i mniej mokre niż Kobo.
Niestety w swojej przepastnej toaletce nie znalazłam odpowiedników tych cieni. Jednak niezależnie czy mamy paletkę Too Faced czy cień z Inglota czy trochę zapomniany cień z Kobo są to przepiękne wiosenne odcienie, więc jeśli nie chcecie wydawać kasy na paletkę z Too Faced polecam wybrać się do sklepu Inglota lub do Drogerii Natura.

piątek, 3 marca 2017

Ulubieńcy Lutego

Na koniec zeszłego roku postanowiłam co miesiąc prezentować Wam ulubieńców poprzedniego miesiąca. Jak pewnie mogłyście zauważyć w na blogu brak jest ulubieńców stycznia. przyczyna jest dość prozaiczna styczeń tego roku był dla mnie tak koszmarnym miesiącem w życiu prywatnym, że najchętniej wymazałabym go z kalendarza. Jednak mamy już marzec dlatego mogę spokojnie pokazać wam moich lutowych ulubieńców. W Lutym trochę tego było:


Pielęgnacja: 


Ziaja welwetowe serum nabłyszczające - bardzo polubiłam się z tym serum. Zabezpiecza moje włosy, pięknie się błyszczą, są sypkie, ponadto łądnie pachnie i dobrze się po nim układają.

L'oreal Elseve Magiczna moc olejków szampon odżywczy - ostatnio popełniłam włosowy blond, obcięłam je i ufarbowałam na blond. Włosowy Armagedon. Moje naturalne włosy bardziej lubiły się z mniej silikonowymi szamponami ale to siano które mam a które chce zapuścić lepiej wygląda po takim "sztucznym szamponie". 

Clochee wygładzający olejek do demakijażu - ładnie usuwa nawet najmocniejszy i najtrwalszy makijaż , nie podrażnia, nie wysusza. Kupiłam go na promocji, w oryginalnej cenie się na niego nie skuszę, ale w lutym towarzyszył mi codziennie. 

Himalaya Neem Foaming Face Wash - super pianka do mycia twarzy, łagodnie oczyszcza, ładnie ziołowo pachnie. Nie zapycha pomaga zaleczyć wszelkie stany zapalne, jej jedyny minus to słaba wydajność.

Himalaya neem mask - gęsta papkowata maseczka do twarzy, która wspaniale oczyszcza skórę, pomaga zaleczyć wszelkie zmiany. Pachnie specyficznie ziołami, nie ma gładkiej konsystencji a trochę taką grudkowatą. Pomogła mi zaleczyć moje wypryski. Trzeba jednak uważać, potrafi wysuszać twarz, trzeba pamiętać o jej odpowiednim nawilżeniu. 

Himalaya Neem Scrub - to moje drugie opakowanie. peeling genialny nie za mocny, nie za delikatny. Używam go trzy razy w tygodniu, pomógł mi na moje wypryski i jest zdecydowanie lepiej. Ma specyficzny ziołowy zapach, tak jak maska tej firmy. 

kosmetyk o którym zapomniałam na zdjęciu

Mizon AC Blemish out Pink - bardzo ciekawy produkt, pachnący ziołowo i gojący wypryski i inne krostki przez noc. Jestem nim oczarowana to zdecydowany hit.

Kolorówka
Tu na zdjęciu zaplątał się krem pod oczy Ava - Mustela Tłusty krem pod oczy był on moim ulubieńcem grudnia Ulubieńcy grudnia i pewnie aż do sezonu upałów 40C pozostanie. Nawilża, odżywia wrażliwą skórę pod oczami. Kosmetyki, korektory bardzo ciężko obciążają i przesuszają tą sferę a dobry odżywczy kosmetyk w tak niskiej cenie zasługuje na uznanie.

Banila Co. Dream cream Pure white Moisturizing - krem, który rozświetla Naszą twarz jakby była wypolerowana, taki naturalny wewnętrzny blask. Dla mnie jednak nie do noszenia samodzielnie, ale jako baza pod makijaż w połączeniu z cięższym podkładem np Revlon Colorstay sprawdza się idealnie. Nawilża, nie zapycha, rozświetla. 

AA zielona baza korygująca zaczerwienienia - jest to moja pierwsza nie silikonowa baza pod makijaż jaką mam. Może nie koryguje tych zaczerwienień, ale przedłuża trwałość podkładu, który o wiele lepiej się na nią nanosi.

NYX HD korektor - jeden z moich ulubionych korektorów, wspaniale kryje, nie przesusza skóry pod oczami.

Revlon Colorstay - ja posiadam w najpopularniejszym odcieniu 150 Buff, miałam też Ivory ale wpada w zbyt różowe tony. W takie zimno jakie było w lutym chciałam bardziej treściwych, gęstych, kryjących i trwałych podkładów a ten spełnia wszelkie te kategorie. Jest to bardzo dobrze kryjący podkład długotrwały.

Kolejny kosmetyk jest raczej z działu pielęgnacja, ale jest to Lanolina ze zrób sobie krem - pękały mi ręce, pękały mi usta i lanolina pomogła. Jestem nią zachwycona! To obowiązkowy preparat w każdej toaletce, serrio działa cuda i kosztuje grosze.

Artdeco Crystal Garden - róż z linii kosmetyków robionych wraz ze Swarovski Crystals. Opakowanie zdobione jest kryształkami zaś sam róż ma piękną aksamitną konsystencję, satynowe wykończenie i piękny uniwersalny kolor. Jestem nim oczarowana. 

sobota, 18 lutego 2017

Jak się kiedyś malowałam? - Moja makijażowa historia

Wszystko się zmienia, Nasz styl również. Obecnie jak patrze na swój makijaż z przed lat to czasami oczom nie dowierzam i zdaje sobie sprawę, że podobnie może być i za kilka lat w przypadku tego co jest obecnie.

Zacznę od tego kiedy zaczęłam się malować? Na studiach, miałam więc już 20 lat na karku. W Liceum to czasem użyłam jakiegoś różowego lub fioletowego cienia i umalowałam rzęsy i to tyle. A i to robiłam kiedy miałam już 18 lat ;) do gimnazjum nigdy nie chodziłam :P 

Jak więc malowałam się na studiach? Pomijając fakt, że na niektórych zdjęciach wyglądam jak bym kogoś zjadła lub zamierzała zjeść. Mój makijaż ograniczał się do mocno podkreślonego oka. Nigdy nie miałam problemu z podkładem "efekt maski" ponieważ moja mama zawsze mi powtarzała, że podkład trzeba przeciągnąć w dół i nie może być za ciemny (Dziękuje Ci mamo, że ustrzegłaś mnie przed takimi błędami <3). Nie używałam różu, bronzera ani rozświetlacza. 


Jak widać na załączonym obrazku tak mocno podkreślone oko, skutecznie pomniejsza moje i tak już małe oczy. No ale jeśli jest się fanką bollywood jak ja, nie można obejść się bez mocno obrysowanego oka czarną krechą. Moją miłość do tego typu makijażu widać również tu na blogu: 

Twoje czarne oczy kąsają jak kobra- Czyli porównanie czarnych cieni


Pamiętam jak jadłam jakiś obiad z rodziną z okazji jakiegoś święta. Na oko miałam nawalone (to dobre słowo) czarną kreskę, a gdyby ona okazała się za mało czarna nałożony był na nią czarny cień z Inglota. Na swą obronę powiem, że cień z Inglota miał małe błyszczące drobinki. W każdym razie tak wymazana na czarno jadłam ja sobie obiad z rodziną, kiedy moja ciocia zapytała nieśmiało "Agatko czy Wy wszystkie się tak malujecie?". No nie, Tylko ja, bo ja jestem taka wyjątkowa. Szczerze nie nie jestem, a z moim małym okiem nie mogę sobie pozwolić na zostanie gwiazdą bollywood choćby w tym makijażowym zakresie. Makijaż tego typu nadal leży w moim sercu głęboko, ale używam go na tematyczne imprezy lub jak w przypadku tego makijażu: Belly-Bolly makijaż kiedy to brałam udział w pokazach tańca brzucha.

Jak widać na załączonym obrazku nie boje się również zestawień kolorów, ale te nie roztarte cienie psują lekko efekt :) 


W zasadzie symultanicznie poszła druga odnoga mojego makijażu czyli ma być błysk, błysk i błysk. I to jeszcze mi nie przeszło czy przejdzie zobaczę. 

A jakie były Wasze makijażowe ścieżki? 

piątek, 17 lutego 2017

Chocolate Bar, Semi-Sweet Chocolate Bar, Sweet Peach- Palety Too Faced

Swoje paletki Too Faced pokazywałam Wam już na blogu wcześniej.

Moje paletki #1: Too Faced Choloate Bar vs. Sleek Oh so special

Too Faced Semi Sweet Chocolate Bar słodycz, która nie pójdzie w biodra

TAG: Paleta Perfekcyjna


 Dziś nadszedł czas aby zestawić wszystkie trzy paletki tej firmy, które posiadam. Bez zbędnych wstępów zaczynajmy. Od razu uprzedzę Was, że post będzie bogaty w zdjęcia, ale te paletki są tak pięknym obiektem do fotografowania, że nie mogłam się oprzeć. 
Wykonanie paletek Too Faced to klasa sama w sobie. Każde opakowanie jest metalowe, zamykane na magnes. W środku znajduje się również lusterko z którego i tak nigdy nie korzystam. Opakowanie jest inspirowane motywem przewodnim czyli w tym wypadku czekoladą oraz brzoskwinią. Palety czekoladowe zawierają proszek kakaowy i pachną czekoladą zaś paletką brzoskwiniowa zawiera esencję brzoskwiniową oraz pachnie jak brzoskwinia. Dekadencja i rozpusta :) 
Dobór kolorów w każdej paletce jest również  przemyślany, każdą z nich bez uzupełniania innym cieniem wykonamy każdy makijaż dzienny i wieczorowy. 
W przypadku czekoladek posiadamy dwa większe odcienie są to matowe oraz perłowe cienie rozświetlające w brzoskwince zaś nie mamy żadnego większego cienia, wszystkie mają taką samą gramaturę. Cena każdej to 189 zł (567 zł za trzy paletki) w Sephorze. 

Przejdźmy przez kolory ze wszystkich paletek. Zdjęcia będą zarówno w świetle dziennym (na tyle na ile lutowy dzień pozwala na światło dzienne) i w świetle lampy. 

W paletkach czekoladowych mamy 5 cieni w pierwszym i ostatnim rzędzie, zaś w brzoskwiniowej jest ich 6. 
Pierwszy rząd  prezentuje się tak.
światło dzienne

Pierwsza od lewej jest klasyczna Chocolate Bar: Gilded Ganache, White Chcolate, Milk Chocolate, Black Forrest Truffle, Triple Fudge. 
Rząd po środku to Semi-Sweet Chcolate Bar: Licorice, Coconut creme, Nougat, Truffled, Hot Fudge.
Najbardziej po prawej jest Sweet Peach: White Peach, Luscious, Just Peachy, Bless her heart, Tempting, Charmed, I'm sure. 
Satynowy cielisty cień z brzoskwiniowej Paletki (White Peach) jest zdecydowanie bardziej napigmentowany niż z czekoladek ( z tym, że te odcienie z czekoladek są matowe). 
We wszystkich paletkach pierwszy rząd jest mieszaniną wykończeń, maty, satyny, metaliki. Wszystkie są bardzo dobrze napigmentowane, pięknie się blendują. 

światło sztuczne

Środkowy rząd:
światło dzienne

Pierwsza od lewej jest Chocolate Bar: Salted Carmel, Marzipan, Semi Sweet, Strawberry Bon Bon, Candied Violet, Amaretto.
Środkowa to Semi-Sweet Chocolate Bar: Cocoa Chili, Ping Sugar, Puddin', Blueberry Swirl, Peanut Butter, Frosting. 
Ostatnia zaś jest Sweet Peach: Nectar (zdaje się podobny do Butter Pecan z Semi Sweet ale jest zdecydowanie bardziej żółty), Cobbler, Candied Peach, Bellini, Peach Pit, Delectable. 
W paletce Sweet Peach wszystkie odcienie z drugiego rzędu są tak samo napigmentowane zaś w Semi-Sweet mamy cień Ping Sugar, który w zasadzie powinniśmy położyć na inny cień aby nadać mu blask. Sam w sobie ma bardzo mało koloru, bo to sprasowany lekko różowawy shimmer. Zaś w klasycznej Chocolate Bar mamy odcień również różowego Strawberry Bon Bon i jest to matowy róż, jednak jego pigmentacja jest po prostu okropna. 

światło sztuczne
Ostatni rząd: 
światło dzienne
Pierwsza od lewej Chocolate Bar: Hazelnut, Creme Brulee, Haute Chocolate, Cherry Cordial, Champagne Truffle. 
Środkowy rząd to Semi-Sweet Chocolate Bar: Rum Raisin, Mousse, Carmel, Bon Bon, Butter Pecan. 
Ostatni rząd to Sweet Peach: Peaches'n cream, Georgia, Caramelized, Puree, Summer Yum, Talk Derby To Me.
Prawie wszystkie docienie w tym rzędzie we wszystkich paletkach są ciepłe. 
światło sztuczne

We wszystkich paletkach znajdziemy to co moje szaro-niebieskie oczy lubią najbardziej piękne miedzie i brązy, które podkreślają tęczówkę oka. Paletka Sweet Peach wydaje mi się bardziej wiosenno-letnia niż całoroczna. Najbardziej uniwersalna wydaje mi się zaś klasyczna czekolada, mleczna posiada już cieplejsze odcienie które nie każdemu się spodobają, zaś Sweet Peach jest typowo brzoskwiniowo-różowa. Brzoskwiniowa wydaje mi się również najmniej uniwersalna, wszystko niby tu jest ale nie wiem czy dałoby radę wyczarować klasyczne smokey.

Gdybym miała zrezygnować z dwóch i wybrać tylko jedną paletkę była by to Chocolate Bar, ale na szczęście nie muszę i mogę cieszyć się wszystkimi trzema. 
Porównując te paletki z Urban Decay Naked (jeśli jesteście ciekawe takie porównania to piszcie postaram się je zrobić) muszę powiedzieć że czekoladki wygrywają. 
Nie pozbyłabym się ich za żadne skarby nie żałuje też ich zakupu. A Wy znacie i lubicie czekoladki? 

środa, 15 lutego 2017

Jakie romanse lubię

Zdaje sobie sprawę, że walentynki były wczoraj, ale ponieważ jesteśmy w "oktawie" tego święta pozwolę sobie na nieco prywatne wynurzenia. Mianowicie jakie romanse lubię.

Zacznę od klasyki. Od romansu, który na stałe wpisał się w kanon gatunku. od romansu, który oglądałam jedząc zupę po powrocie z lekcji w szkole podstawowej. Od romansu, który miałam nagrany na kasetę VHS i katowałam go dzielnie codziennie. Serrio. A mowa o 
Przeminęło z wiatrem
Film katowałam tak długo i namiętnie, że znam teksty bohaterów i tak używam ich nawet w życiu codziennym ("Prawdziwa dama powinna jeść jak ptaszek, a Ty u Wilkesów chcesz się napchać jak prosię"). Później przeczytałam książkę, przez później rozumiem ósmą klasę podstawówki :)
Mamy tu kanon romansu. Czyli ich dwóch ona jedna, brunet i blondyn. Rozlazły spokojny, blondyn i ognisty brunet. I tak już zostało prawie wszędzie. Wszyscy piękni itd. Kanon romansu kocha jednego on jej nie chce chodź ją kocha, kocha ją inny bogaty i zadziorny i ją chce ona chce jego kasy a na koniec okazuje się, że go kocha. Wszystko okraszone wyidealizowaną wizją niewolniczego południa. 
Kolejny romans to też klasyka 
Duma i uprzedzenie serial BBC

I tylko i wyłącznie ten serial ze względu na przystojnego Colina Firtha. Tu mamy bogatego, który jak się zakochuje to zrobi dla ukochanej wszystko. Okraszone to XIX wiecznymi strojami i sztywną etykietą. 

Powiem Wam teraz zaskakującą rzecz i to tyle. Czytałam, oglądałam inne romanse, ale wszystko już było: Bridget Jones lubię ale to to samo. Zawadiaka vs stateczny adwokat; Saga Zmierzch - stateczny wampir vs żywiołowy wilkołak; Gray - bogaty co zrobi wszystko. Jednym słowem: było, było i tak było. Nie da się chyba nic odkrywczego wymyślić w dziedzinie romansu.  Dlatego lubię filmy bollywood nie udają nic innego jak to czym są. Głownie to romanse oparte na tych samych schematach co wspomniane wyżej. 
A jak jest z Wami lubicie romanse? Jeśli tak to które? 


niedziela, 12 lutego 2017

Sweet peach od Too Faced warta tych pieniędzy??

Na to postawione pytanie postaramy sobie odpowiedzieć w dzisiejszym poście. 
Jeśli przez ostatni okres nie mieszkałyście pod kamieniem ani nie spędziłyście paru miesięcy w głuszy na pewno już widziałyście tą paletkę oraz słyszałyście różne opinie na jej temat. Jeśli jednak to zdanie dotyczy właśnie Was to zacznę swoją historię od początku.
Jakiś czas temu ukazała się limitowana paletka Too Faced ale cieszyła się taką popularnością że doczekałyśmy się całej kolekcji "Sweet Peach". 

Paletka już tradycyjnie dla firmy Too Faced zamknięta jest w przepięknym metalowym opakowaniu z magnetycznym zamknięciem. Sama paletka tłoczona jest w małe brzoskwinki co na tym prześlicznym efekcie ombre wygląda przesłodko. 

Tak jak w przypadku czekoladowych paletek producent obiecuje Nam, że paletka pachnie brzoskwinią w tym przypadku oczywiście nie czekoladą :P I faktycznie cienie pachną przepięknie taką cukrową brzoskwinią a'la mamba. 
Wielkością i grubością paleta jest taka sama jak Chocolate Bar. 


Wewnątrz znajdziemy 18 cieni, które mają nawiązywać kolorystycznie do brzoskwini.



Przejdźmy do odcieni:
1. White Peach - satynowy odcień kości słoniowej;
2. Luscious- połyskliwy odcień miedzi;
3. Just Peachy- metaliczny, przepiękny duochrom, różowo-brzoskwiniowo-złoty;
4. Bless Her Heart - ciemno seledywnowy metaliczny odcień;
5. Tempting - ciemno zielony, że prawie czarnynie jest zupełnie matowy taka trochę satyna;
6. Charmed, I'm sure - nie jest to cień metaliczny raczej satynowy, ciepły brąz;
7. Nectar -  zółto złoty perłowy odcień;
8. Cobbler - ciepło-rudy brąz;
9. Candied Peach - różowy doceń z drobinkami, na zdjęciu wyszedł dość pomarańczowo;






10. Bellini- kolejny przepiękny duochrom, złoto- różówy;
11. Peach Pit- ciepły ciemny brąz;
12. Delectable- ciepły brązo-fiolet;
13. Peaches'n'Cream- matowy odcień kości słoniowej ciemniejszy od White Peach
14. Georgia- matowy ciepły odcień;
15. Carmelized- ciepły ciemny miedziany brąz;
16. Puree - ciepły brąz, matowy;
17. Summer Yum- ciemny czerwonawy brąz, matowy;
18. Talk Derby To Me- ciemno fioletowy odcień, mat z drobinkami.




Cienie rozcierają się cudownie, pachną obłędnie i sam wygląd sprawia że podnosi Nam się estetyka użytkowania. Paletka w sam raz na wiosnę i lato ale nawet teraz zimą używam jej codziennie. Dl;a lubiących ciepłe odcienie. Można używać jej samodzielnie mamy tu wszystko cień do rozświetlenia, transferowy, do podkreślenia załamania. Cienie zarówno do makijażu dziennego jak i wieczorowego. Jestem z tej palety bardzo zadowolona i nie ukrywam, ze jest dla mnie lepiej skomponowana niż np. Naked 3. Cena jest spora 189 zł, ale dostałam ją w prezencie i nie żałuje. Bardziej żałuje tych 200 zł wydanych na Naked 3 i kolejnych na Naked 1.
Znacie tą paletkę? Jesteście ciekawe porównania całej moje 3 paletek z Too Faced?