piątek, 22 grudnia 2017

Makeup Revolution Chocolate Elixir


Dziś w przedświątecznej atmosferze chciałam podzielić się z Wami moją świeżą opinią na temat palety Makeup Revolution Chcolate Elixir. Jest to moja druga paletka od tej firmy pierwszą jest

Tak jak Rose Gold była "inspirowana" paletką Hudy, tak Elixir jest "inspirowany" Modern Renaissance od Anastasia Beverly Hills. Czy ta paletka jest w ogóle zbliżona do swej inspiracji niestety Wam nie powiem.

 Opakowanie i wykonanie
  Paletka Elixir jest w wykonaniu bardzo podobna do Rose Gold. jest to również rozpuszczona tabliczka czekolady oblana metalem w kolorze różowego złota, z tą różnica że złoto pokrywające paletkę Elixir jest mniej błyszczące a bardziej matowe.
Wewnątrz znajduje się duże i dobre lustro.
Tak jak w przypadku Rose Gold opakowanie jest plastikowe z metalową częścią. W dotyku czuć, że jest to tani plastik nie zaś jakiś ekskluzywny materiał. Cena tej paletki to 39,90 zł więc nie ma co oczekiwać wykonania opakowania na miarę droższych firm.



Cienie

Tak samo jak w przypadku poprzedniej czekoladki oraz tradycyjnie dla czekoladek MUR (oraz w oryginalnych czekoladkach z Too Faced) w paletce znajduje się 16 cieni 2 większe po 2,44 g oraz 14 mniejszych po 1,22 g.


Zanim przejdziemy do kolorów w paletce chciałam zwrócić Waszą uwagę na miejsce produkcji tej paletki PRC czyli Chiny. Mówiąc szczerze trochę zwątpiłam kiedy zobaczyłam tą informację. Niby produkt sprzedawany pod marką brytyjską, ale pochodzi z chin. Mam mieszane uczucia.
Jeśli chodzi o skład jest taki sam jak Rose Gold czyli talk i parabeny.
Jeśli chodzi o zapach to on koło czekolady nawet nie stał. Nie jest to również zapach kakao. Zapach to dla mnie mieszanina plastiku i kokosa. 



Pierwszy rząd od góry: 


Coconut jasny biały cień matowy;
Icing jasny żółtawy odcień matowy;
Creme brule perłowy jasny beżowy cień;
Candy szary ciepły odcień, matowy;
Buble-gum matowy czerwony cień.

Drugi rząd


Sweet satynowy, ciepły ciemny brąz;
Latte mattowy kolor, podobny do jednego z kolorów które posiadałam w podstawówce w farbach plakatowych roboczo nazywany przeze mnie "sraczkowym";
Chestnut ciepły matowy brąz;
Carrot Cake ciepły rdzawy, matowy cień;
Hot tea kolejny podobny do Latte. Czyli mówiąc już ładniej Siena naturalna.
Sugar perłowy żółtawy, beżowy cień.

Trzeci rząd


Red Velvet ciepły czerwony brąz, mat;
Pumpkin pomarańczowo-rudy matowy cień;
Roasted szary matowy;
Pink Icing czerwony, matowy;
Vanilla perłowy biały.

Moja opinia

Podobnie jak w Rose Gold tak i w tej palecie, jeden cień wychodzi po ok. 2,50 zł i ta cena jest sprawiedliwa. Cienie matowe się sypią, są suche nie jest to jednak kredowa suchość, da się nimi pracować i budować kolor ale jedynie do pewnego momentu. 
Cienie perłowe przywodzą na myśl lata 80', nie są tak mokre jak metaliki z Rose Gold, nie są również jakoś rewelacyjnie napigmentowane, ale za 2,50 nie oczekujmy cudu. 
Cienie czerwone barwią skórę co jest popularne i normalne w tej gamie odcieni, ze względu na półprodukty używane do otrzymania czerwieni. 
Cienie o żółtawej-beżowej tonacji są słabiej napigmentowane co również jest dość specyficzne dla tej gamy kolorów, co również spowodowane jest tym, że żółte barwniki mają większe cząsteczki. 
Paletka wizualnie jest przepiękna, podobna do Rose Gold Chocolate jednak ma parę różnic. Jeśli byłybyście ciekawe jakich z chęcią przygotuję kolejne czekoladowe posty. 
Całość utrzymana jest w ciepłej tonacji, jednak przeważają tutaj maty, których pigmentacja jest dość dobra. W porównaniu z Rose Gold już na pierwszy rzut oka wypada bardziej blado i powiedzmy sobie szczerze monotonnie, a na ręku niektóre kolory wypadają po prostu brzydko i nie chodzi mi o pigmentację a powiedzmy szczerze o odcienie a'a siena naturalna. 

Cena 39,90 zł nie jest ceną wygórowaną jednak wydaje mi się, że więcej płacimy za ładne opakowanie niż za same cienie. Produkcja takiego opakowania musi trochę kosztować, a skoro opłaci się sprzedać je za 39.90 oznacza to, że coś innego jest tanie jak barszcz w produkcji. Żadna firma nie jest instytucją charytatywną która za pół darmo sprzedaje Nam produkt i jest to deal Naszego życia. Nie nie jest, ale o tym może więcej w poście porównującej obie paletki do siebie. 

czwartek, 21 grudnia 2017

Makijaż Makeup Revolution Rose Gold Chocolate


Po poście o mojej opinii o paletce 

nadszedł czas na makijaż z użyciem tej właśnie paletki. 

W makijażu użyłam:
* Hard candy glamoflage
* Wet'n'Wild korektor
* Lancome Hypnose
* Biała kredka Oriflame

oraz cieni z palety:
Uh-oh, Side-chick, Dirty Rich, hard work, Luxe, Gold digga





Makijaż wyszedł dość wieczorowy, podkreślający niebieską tęczówkę oraz wszelkie zmęczenie i sińce :)

niedziela, 17 grudnia 2017

Make Up Revolution Rose Gold Chocolate

Czekoladki z I <3 Makeup nigdy mnie nie kusiły, a po tym jak były przez pewien czas dostępne w Rossmanie 

jakakolwiek ochota na nie mi odeszła. Jednak kiedy zobaczyłam nowe czekoladki Rose Gold i Elixir wiedziałam, że wcześniej czy później wpadną w moje ręce. Dziś przedstawiam Wam najładniejszą wizualnie paletę jaką widziałam i to tylko za 39,90 zł.



Opakowanie i wykonanie
Wizualnie przepiękne. Tabliczka czekolady pokryta rozpuszczonym różowym złotem. 
Wewnątrz znajduje się naprawdę duże i dobre lusterko. Jeśli chodzi o samo lusterko jestem w szoku, jest zdecydowanie lepsze niż w oryginalnych paletkach czekoladkach od Too Faced. 
Opakowanie plastikowe zaś ta część złota jest jakby metalowa, ale nie znam się na materiałach więc mogę się mylić. 
Co do uczucia w ręce nie oszukujmy się trzymając ją czuć, że trzymamy w ręku tanią paletę. Plastik wydaje się solidny, ale w dotyku jest bardzo tani. Za to na zdjęciach i z daleka paletka wygląda na ekskluzywną i drogą. 

Cienie
W czekoladce na modłę Too Faced znajdziemy 16 cieni w tym 2 o gramaturze 2,44 g, 14 po 1,22 g. 


Cienie mają różne wykończenia mamy maty i perły, satyny osobiście nie zauważyłam. Paleta ma być odpowiednikiem Huda Beauty Rose Gold, ale ponieważ jej nie posiadam porównać nie mogę, odsyłam na YT tam takich porównań znajdziecie wiele jeśli jesteście ciekawe. 
Cienie w paletce mają w przewadze tonacje ciepłe, wpasowują się więc w makijażowe trendy ostatniego sezonu. 
Zanim przejdziemy do cieni chce Wam powiedzieć o zapachu. Zapach w żadnym razie nie kojarzy mi się ani z Too Faced ani z czekoladą, kakao czy czymkolwiek przyjemnym. Cienie śmierdzą i to okropnie. Zapach jest to mieszanina zapachu kleju i plastiku. 


Jeśli chodzi o skład to mamy tutaj na drugim miejscu talk co jest popularne, jednak osoby o wrażliwych oczach mogą narazić się na podrażnienia. To samo jeśli chcemy uniknąć parabenów w tej paletce ich nie unikniemy. 
W tym miejscu chciałam zwrócić Waszą uwagę na powyższe zdjęcie. Gdzie jest produkowana ta paletka? W Wielkiej Brytanii? Nie. Paletka produkowana jest w Chinach (PCR) na licencji, jedynie projekt wykonany w Londynie. 

Pierwszy rząd idąc od góry:
Hold Up: beżowo-żółty cień o perłowym połysku. Zbyt ciemny do mojej karnacji, aby robić za rozświetlenie łuku brwiowego;
Touch me: zielono-brązowy metaliczny cień;
Dirty Rich:  rudo-bordowy metaliczny cień;
Hard Work: żółto-zielony, metaliczny cień;
Luxe: czerwono- różowy cień metaliczny o mokrej płatkowej konsystencji. 


Drugi rząd idąc od góry:
Cheque: piękny,ciepły metaliczny miedziany cień;
Barbie: różowo-złoty perłowy cień, coś w stylu sławnego duochromu z Kobo;
Gold Digga: ciepły złoty, perłowy cień;
Girl boss: matowy ciepły szaro-rdzawy cień; 
Uh-oh: kolejny matowy cień podobny do poprzednika, ale jaśniejszy i mniej szarych tonów;
Not yours: cukierkowy róż matowy. 


Trzeci rząd idąc od góry:
Ostatni rząd jest w całości matowy. 
Shy: szaro bury odcień;
Back up: ciepły głęboki, czekoladowy brąz;
Side-chick: ciepły różowo- czerwony cień;
My own: ciepły rudy brąz;
Independent: dokładnie ten sam odcień co Hold-up tylko w macie. Żółto beżowy cień. 



Jeśli chodzi o jakość cieni to jeden cień wychodzi po ok. 2,50 zł i ta cena jest sprawiedliwa. Cienie matowe się sypią, są suche ale nie kredowo suche da się nimi pracować i budować kolor do pewnego momentu. 
Metaliki mają mokrą konsystencję przywodzącą mi na myśl cienie z mySecret lub od Pierre Rene, ja nie jestem fanką takiej mokrej konsystencji która najlepiej wygląda nakładana palcem. I dokładnie metaliki najlepiej wyglądają nakładane palcem wcierane w skórę problem z tym, że nakładane palcem się osypują, a nie znam metody otrząśnięcia palca z nadmiaru cienia.  
Cień Luxe ma zupełni inną konsystencję, taką płatkową, jest bardzo miękki. W mojej opinii pod względem konsystencji jest to najgorszy do współpracy cień. 

Paletka wizualnie jest przepiękna, metaliki nakładane na skórę przy swatchowaniu wyglądają pięknie, maty wypadają gorzej niż cienie metaliczne czy perłowe. 

Na pewno zmaluje nią parę makijaży problem z tym, że nie bardzo mam wizję dziennego makijażu do pracy z tą paletką. 

niedziela, 3 grudnia 2017

Wyzwanie 28 dni z jogą, ale twarzy

O Jodze na pewno słyszał każdy, ale czy słyszałyście o jodze twarzy? 
Joga twarzy ma na celu przywrócenie skórze jędrności, poprawienie krążenia krwi, eliminację toksyn, wygładzenie i profilaktykę zmarszczek. 

Dzięki pudrom Glam Shopu ( o których pisałam na blogu:

Odkryłam, że mam straszne zmarszczki w okolicach oczu oraz nie tyle dolinę łez co kanion. Wiedza to cenna rzecz. Lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć, dlatego zainteresowałam się poszukiwaniem rozwiązania mojego problemu i tak natknęłam się na technikę masażu twarzy oraz na jogę twarzy.
Teraz przez miesiąc zamierzam te metody uskuteczniać. Oczywiście optymalnie byłoby 2 razy dziennie, ale czasami się nie da więc minimum raz codziennie. 

W swej przygodzie podeprę się YT:

Zamierzam korzystać z porad użytkowniczki YT: Face Yoga Method 
Między innymi ćwiczenie redukujące opadającą powiekę czy opuchnięcia powiek. Ale patrząc na zasoby mogę znaleźć ćwiczenie na większość moich bolączek. 

The Uma Show


Jeśli zaś chodzi o masaż twarzy będzie to masaż Tanaka



sobota, 2 grudnia 2017

Pigment Glam z Glam Shopu - Rudy Róż


Kolejny raz o produkcie z Glam Shopu, to nie jest tak, że się uwzięłam na nie po prostu ostatnio recenzowane produkty są nowościami w sklepie Hani. 


O samym pigmencie pisała już wake up- make up!  Pigment Glam Shadows 

Jeśli chodzi o pigmenty to mam ich kilka, jak na ich tle wypadnie pigment z Glam Shopu?  


Opakowanie

Plastikowy słoiczek wyposażony w siteczko, ja za radą wake up- make up! używałam od razu bez siteczka. Podobnie jak w pudrach coś z tymi siteczkami nie gra. Jeśli chodzi o cenę to 16 zł a pojemność 5 ml, pigment z Inglota to koszt 33 zł za 1 gram. Dużo bardziej podoba mi się opakowanie Inglota czy Kobo, jest to po prostu prosty słoiczek bez sitka.

Konsystencja

Hania mówiła, że wzorem dla niej były pigmenty MAC dlatego jej pigmenty miały mieć podobną konsystencję zbijającą się w kuleczki. Posiadam jeden ale w małej pojemności, a nie w słoiczku dlatego ciężko mu zrobić zdjęcie


Jeśli chodzi o zbijanie się w kuleczki nie jest to jedynie cecha pigmentów MACa. 
Od prawej: pigment Glam, Pierre Rene, Kobo, Inglot. 


Jak widać pigment Glam ma konsystencję zbijającą się w kuleczki, podobnie pigment Pierre Rene , pigment Kobo ma konsystencję przypominającą pyłki do paznokci (niektóre pigment Inglota mają taką konsystencję), klasyczny pigment Inglota ma konsystencję płatkową.  

Efekt 

Na ręce bez bazy czy kleju prezentują się tak. 
Od góry: Inglot, Glam, Pierre Rene ten po lewo błyszczący pyłek to Kobo. 


Od góry: Inglot, Glam

Od góry: Glam, Pierre Rene, obok Kobo
Kolor rudy róż opisany jest na stronie jako ciepły róż opalizujący na różowo. I faktycznie jest to dobra nazwa. Pigment jest pomarańczowy z różowym połyskiem. Jednak znajdujący się nad nim Inglot 116 wygląda na o wiele bardziej wielowymiarowy.

Jeśli chodzi o prezentację na ręku nie jest ona zła. Pigment nie odbiega od pigmentu Inglota, prezentuje się lepiej niż Pierre Rene i Kobo. Trzeba zauważyć, że używanie palca do swatcha sprawia, że pigment wcieramy w skórę pigmentacja zawsze będzie lepsza ;)
 Jeśli chodzi o efekt na oku:




Jest on dość wyprany. Owszem jest to lekki pomarańcz z różowym połyskiem, ale raczej daje subtelny efekt. Podbija szarą tęczówkę i wydobywa z niej błękit. Jest to bardzo ładny kolor, który nałożony solo nadaje się do delikatnego makijażu dziennego. 

Nie oszołomił mnie, nie zachwycił nie powalił na kolana bez tchu. Przy wielowymiarowym pigmencie Inglota jest po prostu płaski. Przy nałożonym na mokro błyszczącym pyłku z Kobo Makijaż Andrzejkowy

ma bardzo mały "efekt wow". Jest to po prostu przeciętny produkt, ani zły ani dobry mówiąc kolokwialnie "taki se".  Krzywdy sobie ni zrobicie, świata nim nie zwojujecie ot ni zły ni dobry. Szału nie ma. 

czwartek, 30 listopada 2017

Pudry Glam : do wypiekania, rozświetlający




Całkiem niedawno pudry weszły do oferty Glam Shop i mimo, że jojczę i jojczę na te cienie


to nie byłabym sobą gdybym nie spróbowała. Hanię bardzo lubię i przez tą moją sympatię kupiłam oba pudry przez Hanie zachwalane. Testowałam je dzień w dzień i dzięki nim doszłam do pewnych urodowych konkluzji, ale jeśli chcecie wiedzieć coś więcej zapraszam do dalszej części posta. 

Pudry oferowane przez Glam Shop są na chwilę obecną dwa: puder do wypiekania i puder rozświetlający. 

Opakowania

Pudry zapakowane są w plastikowe słoiczki o gramaturze 12g. Posiadają sitko, przez które wysypujemy kosmetyk. Sitko to posiada mało dziurek, a same dziurki są duże nie powiem żeby to ułatwiło mi życie. Jednak takie sitko pewnie jest powodowane specyfiką pudrów a przynajmniej jednego pudru, ale o tym za chwilkę. Puder przychodzi do Nas z zalepionymi otworami w sitku dzięki czemu wiemy, że jest nowy a w transporcie się nie wysypie. Po zdjęciu naklejki sitko zabezpiecza biały twardawy puszek, który nie posłuży Nam do nałożenia pudru na twarz. Jest za sztywny ale pełni rolę ochronki więc nie musi być milusi bo nie do tego służy. Ja jednak od razu go wyrzuciłam.

Jeśli zaś chodzi o same pudry:

Puder do pieczenia kryjący 

Matowy puder o jasnym kolorze. Głównym składnikiem jest talk zaraz po nim jest mika. Puder ma faktycznie spore krycie, a zastosowany w technice bakingu faktyczne rozświetla obszar na który został nałożony. Jest dość gęsty w konsystencji i jakby "mokry" ma trudności z wypadaniem z sitka. Przez jego lepką, gęstą konsystencj, która utrudnia wydobywanie go przez sitko. To właśnie przez to uważam, że sitko ma tak duże otwory.
Wiązałam duże nadzieje z tym pudrem i nie powiem na większe wyjścia zastosuje go właśnie do tego do czego został stworzony czyli do pieczenia.
Jeśli chodzi o codzienne użycie czyli zagruntowanie korektora to już nie spisuje się. Jest za ciężki, bardzo obciąża moją cienką i wrażliwą skórę pod oczami. Mam wrażenie jak bym pod okiem miała 30 kg gruntu. Przesusza skórę pod okiem, podkreśla mi wszystkie zmarszczki. Nawet te których jeszcze nie ma, ale w czasie mimiki skóra się marszczy. wygląda ciężko. 
Na większe wyjścia wygląda tak samo, ale na zdjęciach ( z oddali) ładnie zakrywa cienie, liftinguje i rozświetla tę okolicę pod okiem przynajmniej optycznie. Do codziennego użytku jest za ciężki.
Dzięki niemu zobaczyłam w jakim stanie jest moja okolica pod oczami. Kiedy zagruntowałam nim korektor miałam zmarszczki gorsze niż moja babcia w wieku 80 lat i nie przesadzam. Ten puder pomógł odkryć mi jak suchą, cienką i szybko starzejącą się skórę posiadam oraz jak gigantyczną dolinę łez. Dzięki niemu już podejmuje środki zaradczo- naprawczę. 
Mimo wszystko nie polecam tego pudru na co dzień, za bardzo obciąża delikatną skórę pod oczami. 

 Na mojej zmaltretowanej skórze dłoni widać, że podkreślił suche skórki. Jeśli więc nie macie 18 lat i nieskazitelnej skóry pod oczami może być problem.




Puder wykończeniowy rozświetlający


Transparentny puder, posiadający różowe drobinki. Początek składu jest taki sam jak w przypadku pudru do wypiekania, czyli talk i mika. 
Puder jest bardziej sypki, mniej mokry i gęsty niż ten do wypiekania i wypada przez sitko dużo lepiej. Co oznacza, że łatwo go wysypać jeśli ktoś nie uważa. 
Jeśli chodzi o jego drobinki to jest ich dużo, są widoczne na skórze i dają skórze różowy połysk. Mówiąc różowy mam na myśli różowy jak różowy delikatny rozświetlacz. Mi ogólnie drobinki w pudrze nie przeszkadzają, co prawda nie spodziewałam się różowych. Sama mieszam pudry sypkie z miką aby były rozświetlające jednak różowych nigdy nie dodałam bałabym się efektu świnki. 
Drobinki przenoszą się na skórę czy to przy aplikacji puszkiem czy pędzlem.  
Jest to puder rozświetlający trudno się go czepiać że nie trzyma matu, ale twarz wyświeciła mi się dużo szybciej kiedy go użyłam. Mając go na twarzy po 8 godzinach mam wrażenie ciężkiej twarzy. 
Puder nie utrwalił podkładu tak jak robią to pudry matujące, ale trudno mu za to stawiać zarzuty. 
W zasadzie puder spisuje się lepiej niż ten do wypiekania. Jedyne co to oniemiałam kiedy w świetle sztucznym widziałam ten różowy glow na twarzy. Byłabym w stanie używać go codziennie

Ile jest różowych drobinek widać już w opakowaniu 





Na zdjęciu na ręce widać, że lepiej wygładza optycznie fakturę skóry niż puder kryjący. Widać również różowe drobinki.

Wizualnie w opakowaniu drobinki to mi się podobają. Puder wygląda jak "fair dust". Tylko na skórze mam mieszane uczucia przez ich kolor.


Niestety mimo całej mojej sympatii do Hani jest to już kolejny produkt z Glam  Shopu z którego nie jestem zadowolona.

wtorek, 28 listopada 2017

Makijaż Andrzejkowy Blask - opadająca powieka Glam Powder, Essence, catrice, bielenda i inni


Bielenda Pearl Base
Essence Camouflage Ivory
Catrice Liquid Camouflage 005
Inglot HD 505
Catrice Camouflage
AA Wings Silky Smooth jedwabisty puder 94 riviera
Art Deco Most Wanted conturing pallete
Too Faced Sweet Peach
Too Faced Chocolate Bar

Rimmel biała kredka
NYX Glitter Primer
Golden Rose kredka do konturowania
Lancome Hypnose
Essence Little Brow Monster
Urban Decay Baza pod cienie Eden
Essence 06 Poison Ivy
Wet'n'Wild Don't Leaf me! jako konturówka do ust
Avon mark spray utrwalający makijaż
MUR I heart Makeup Goddes of Love







niedziela, 26 listopada 2017

Szminki z Wet'n'Wild


Jeśli chodzi o szminki to nadal królują maty, ale widzę również że na scenę wkraczają szminki metaliczne, które wyglądają w większości jak znane mi z lat dziecięcych 80-90' perły. Jeśli chodzi o szminki Wet'n'Wild posiadam tylko jedną perłę i to jeszcze w jakim odcieniu ;) 
Szminki Wet'n'Wild znane są z tego, że możecie znaleźć odpowiedniki kolorów MACa, ale jeśli o to chodzi to niestety nie pomogę Wam zestawiając Wam pomadkę WnW z MAC ponieważ nie mam tych "makowych".

Opakowania pomadek są proste, bez udziwnień, plastikowe, trwałe. Jeszcze żadna mi się nie popsuła, ale raczej ani na nich nie siadam ani na nich nie staje. Większość pomadek które mam nie są z takim charakterystycznym dla pomadek "dziubkiem" a proste co trochę utrudnia aplikację ale jest do przeżycia.
Co do odcieni, które posiadam:
od lewej: Vamp it up, Dark Pink Frost, Think Pink


od lewej: Vamp it up, Dark Pink Frost, Think Pink

Vamp it up



Podobno odpowiednik MAC Cyber, ale tego nie wiem. ciemna śliwka. Dobra do makijażu wieczorowego, jak i innych makijazy z użyciem ziemnych ust. Wymaga wprawy w nakładaniu i czasu (jak każda z ciemnych szminek), ja nie ukrywam że się spieszyłam i o mam. Kolor trwały, zabarwia usta ale ich nie wysusza.

Dark Pink Frost



Piękna szminka z metalicznym/perłowym połyskiem. Jest to złoto różowy duochrome. coś pięknego na wiosnę i lato. Uwielbiam. Ożywia karnację, dodaje makijazowi takiego ciepłego wykończenia. Cudo, cudo za grosze.


Think Pink



Matowa szminka w kolorze dziennego, bardzo jasnego różu. Podobno odpowiednik MAC Creme Cup. Tak jak Vamp up, barwi usta dzięki czemu jest barwi trwała. Nie wysusza i nie podrażnia.

Od lewej: Wine Room, Mauve Outta Here, Don't Blink Pink

Od lewej: Wine Room, Mauve Outta Here, Don't Blink Pink
Wine Room



Piękny dzienny odcień zgaszonego czerwonego. Idealny na jesień. Taki kolor spokojnie można nosić jedynie do tuszu do rzęs. Trwały, barwi usta. 

Mauve Outta Here


Szminka również barwi usta dzięki czemu jest bardzo trwała. Piękny odcień różo-fioletu. Neutralny pasuje do wszystkiego.


 Don't Blink Pink


Kolor lekko fluorescencyjny. Bardzo żywy i zwracający uwagę róż. 

Moja opinia
Szminki Wet'n'Wild są bardzo trwałe, barwią syta przy czym ich nie wysuszają. Są trwalsze niż pomadki Essence, Rimmel czy Avon które posiadam. Odkąd je kupiłam właśnie najczęściej sięgam po nie. 
Na początku używania myślałam, że nic z nich nie będzie ponieważ były bardzo suche i tępo się nakładały, ale nie wiem co się zmieniło ponieważ aplikują się obecnie bardzo dobrze. Może daleko im do przyjemności i łatwości w aplikacji jaki dają mi moje dwie szminki MAC, ale jeśli chodzi o trwałość i komfort nie ustępują droższym szminką. 
Ponadto cena to ok 10 zł, są więc tańsze niż GR. 
Marka ma bardzo duży wybór kolorów od takich codziennych po te z efektem wow, każdy znajdzie coś dla siebie.