poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Olejowe zmywanie makijażu z Biochemią urody


O takiej metodzie oczyszczania twarzy z makijażu dowiedziałam się jakiś czas temu dzięki firmie Etude House i jej Real Art Oil o którym pisałam TUTAJ. 
Powiem, że olejek Etude House przypadł mi do gustu jednak jego dostępność nie bardzo do mnie przemówiła. bardzo żałuję, że na wszystkie "wynalazki" pielęgnacyjne z Korei musimy czekać lata świetlne a chciałabym już ;) Postanowiłam znaleźć alternatywę dla koreańskiego giganta na początek trafiło na Bielendę (która wstyd się przyznać wciąż oczekuje na recenzję) następnie na Biochemię Urody i jej olejek myjący- drzewo herbaciane.

Na stronie BU możemy przeczytać: "Drzewo herbaciane (Melaleuca Alternifolia) to wiecznie-zielone, średniej wielkości drzewo, występujące głównie w Australii. Drzewo to nie ma nic wspólnego z herbatą, nazwa 'drzewo herbaciane' została mu nadana przez Kapitana Cooka i innych brytyjskich kolonizatorów Australii, którzy na wzór Aborygenów używali listków do parzenia aromatycznego napoju zastępującego herbatę.
Olejek drzewka herbacianego wykazuje działanie antyseptyczne, antybakteryjne, antywirusowe, przeciwgrzybicze oraz działa łagodząco i przeciwzapalnie. Polecany jest w przypadku cery tłustej, trądzikowej oraz przy skłonnościach do wyprysków, podrażnień i stanów zapalnych skóry.
Od strony aromatycznej, zapach olejku działa na organizm uspokajająco, łagodzi zdenerwowanie i napięcie." Ponieważ moja skóra jest niczym nastolatki mimo, że wiek już nastoletni nie jest to działanie antybakteryjne przemówiło do mnie i nabyłam olejek. 

Moje wrażenie: 
Na stronie BU znajdziemy wszelkie informacje jak taki olejek używać, najlepiej na zwilżone dłonie wylać kilka kropel rozetrzeć je w dłoniach i przystąpić do demakijażu. Olejek będzie bezpieczny również na okolice oka. Czyli zastosowanie zbliżone do jego koreańskiego brata jednak działanie nie bardzo. 
W moim odczuciu olejek BU jest bardziej tępy, ciężko mi było zmyć go z twarzy, wcale tak wspaniale nie zmywał makijażu jak powinien i ogólnie okazał się wielkim rozczarowaniem. Butelka jest mało funkcjonalna, potem przelałam go do butelki po Etude House.
 Temu produktowi do koreańskiego odpowiednika jest tak samo blisko jak z Ziemi na Wenus. 
Niestety nie udało mi się znaleźć odpowiednika Real Art Oil mimo, że liczyłam na to, że "cudze chwalicie swego nie znacie" jednak nie w tym przypadku. 





8 komentarzy:

  1. W sumie opakowanie również nie zachęca :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bardzo lubię ten olejek. Nigdy nie miałam problemu, żeby zmyć nim makijaż i oczyścić twarz :) Muszę przyznać, że nigdy nie próbowałam olejku z innej firmy i nie mam porównania. Jeśli chodzi o butelkę, to zgadzam się z Tobą- ale zauważyłam, że ogólnie opakowania mają niedopracowane i słabej jakości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ciągle szukam tego "mojego" olejku do demakijażu ale jeszcze nie znalazłam zastępcy tego z Etude House.

      Usuń
  3. Kusi mnie wersja pomarańczowa, ale po takiej recenzji nie wiem czy się zdecyduję... Mam olejek z Bielendy, ale to głównie parafina, więc zużyję co mam i ponownie na pewno nie kupię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tym z Bielendy myłam pędzle do czegoś zużyć go musiałam, ale również nie byłam pod jego wrażeniem.

      Usuń
  4. Bardzo lubię ten olejek, kończę już drugie opakowanie. Przy czym prawie zawsze używam go w zestawie z pianką do mycia twarzy, a wtedy jest świetny. Nabrałam teraz ochoty, żeby wypróbować ten azjatycki olejek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaś z kolei myślę, że może powinnam dać mu drugą szansę skoro mówisz, że taki fajny :)

      Usuń

Zachęcam do pozostawiania komentarzy i z góry za nie dziękuję ;)