poniedziałek, 8 stycznia 2018

Realizacja postanowień Noworocznych

Przed przystąpieniem do postanowień noworocznych wersja 2018, postanowiłam zasięgnąć do postanowień noworocznych 2017 r. Na szczęście spisałam je na kartce oraz zrobiłam im zdjęcie, które było chyba na Instagramie lub FB mojego bloga.

Jakie to były postanowienia?

1. Kupić podkład wtedy kiedy zużyje to co mam. - przez pierwsze pól roku szło mi nieźle, ale potem się złamałam. A jak już raz złamiesz postanowienie to następnie łamiesz je jeszcze bardziej. Tutaj realizacje oceniłabym na 40%, ale będę się trzymać zrealizowano lub nie. Niestety w tym wypadku nie zrealizowałam. 
2. Kupić puder kiedy zużyje to co mam. - zupełnie jak w postanowieniu nr 1. Niestety nie zrealizowałam.
3. Regularnie używać maseczek do twarzy. - tutaj już jest lepiej. Zdecydowanie częściej używałam maseczek niż w roku 2016 r. Można też powiedzieć, że regularnie. Ten cel został zrealizowany. 
4. Zapuścić włosy. - realizacja w 100%, zapuszczałam włosy dzielnie, nie obcinając i pielęgnując regularnie. 
5. Nie farbować włosów - również realizacja w 100%

Postanowienia na 2017 r zrealizowałam w 60% uważam, że jak na początek jakichkolwiek postanowień to całkiem nieźle. 
A jak Wam poszła realizacja postanowień w 2017 roku? 

piątek, 5 stycznia 2018

28 dni z joga twarzy - podsumowanie

3 grudnia 2017 r rozpoczęłam swoja przygodę z jogą twarzy oraz z masażem twarzy.

Wyzwanie 28 dni z jogą, ale twarzy

Od tego czasu minął już miesiąc w czasie którego praktykowałam masaż twarzy dwa razy dziennie oraz jogę twarzy minimum raz dziennie, ale stosowałam ją częściej. Oglądając tyle pozytywnych opinii, czytając jakie to będzie dobre dla mojej twarzy. efekt powinien wprawić mnie w osłupienie i powinnam jak zauroczona patrzeć się w swe odmienione ujędrnione, uniesiona oblicze. 

Moje obserwacje

Po miesiącu intensywnego masowania się, nie zauważyłam powalającego efektu. Owszem skóra jest bardziej nawilżona, napięta i wygląda jakby lepiej, ale raczej jest to zasługa produktów których używałam do masowania czyli oleju z róży i żelu aloesowego. Kurze łapki, kaniony łez czy bruzdy nosowo-wargowe nie uległy zmniejszeniu. 
Jedno co muszę przyznać, to relax. Taki masaż nawet wykonywany samodzielnie jest niesamowicie relaksujący, jest dość prosty można łatwo zapamiętać co po czym. Zamierzam kontynuować swoją przygodę z masażem twarzy, ale juz nie tak katorżniczo codziennie dwa razy dziennie. 

środa, 3 stycznia 2018

Styczeń miesiącem bez makijażu


Zwykle noszę makijaż w te dni kiedy chodzą do pracy, "bo to bo tamto i owamto". Jednak zdecydowałam się, że jeden miesiąc będę chodziła bez makijażu.Zobaczę czy cokolwiek się zmieni in plus czy in minus, albo nic :)

Zasady, tak mimo, że brak makijażu jakieś zasady muszą być:
* brak podkładu
* brak różu
* brak brązera
* brak rozświetlacza
* brak cieni do powiek
* brak tuszu do rzęs

Nie zamierzam korzystać, ale zostawię sobie możliwość:
* transparetnego pudru Jadwiga, ponieważ krem ochronny na zimę Emolium strasznie się błyszczy,  a nie wiem jaka będzie temperatura w styczniu. Jest to jedynie ewentualność.
* Jako ewentualność zostawiam sobie korektor gdyby moją cerę dopadła jakaś czarna rozpacz pryszczowa.

Trzymajcie za mnie kciuki :) 

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Trendy, które powinny odejść w 2018 roku

Wczoraj przywitaliśmy Nowy Rok - 2018. Ponieważ trwa on zaledwie paręnaście godzin pozostaje nadzieja, że ten młodziutki rok sprawi, że niektóre trendy odejdą w zapomnienie. 
Zabieram was w subiektywną podróż po trendach, które w moim odczuciu powinny zniknąć w 2018 roku. Oczywiście jeśli któryś z wymienionych przeze mnie trendów jest waszym ulubionym szanuję to, każdy ma prawo do własnego zdania. 

Uroda
1. Brwi. Mam na myśli nie brwi jako takie, bo te z zasady pasują każdemu człowiekowi, a insta- YT brwi. Wyrysowane, przerysowane. Mam na myśli takie brwi, które może z oddali 5 km, czy na filmie, zdjęciu wyglądają naturalnie, ale na żywo... no niezbyt
<źródło>
Tak samo jak możecie łatwo zauważyć narysowane kredką, pomadą czymkolwiek wąsy i brodę szczerze można zauważyć narysowane brwi. W sklepie z pieczywem jest dziewczyna, która podąża za tym trendem i szczerze wstydzę się z nią rozmawiać ponieważ jej brwi są "hipnotajzing" i mam wrażenie, że rozmawiam z nimi. Nie mogę oderwać od nich oczu. 

2. Doczepiane rzęsy. W proporcjach 1:1, 1:500000 czy 1: do pierdyliarda lub na odwrót. Czyli włochata i gęsta gąsienica na górnej linii rzęs zaś na dole łyse nie umalowane tuszem słabe włoski. szczerze nie wygląda to najlepiej. 

3. YT, Insta Glam na co dzień. Czyli chodzenie na co dzień w makijażu scenicznym: podkład full coverage (coś w typie Huda Beauty lub Dermacol) + mocno kryjący korektor + konturowane na mokro + baking + konturowanie na sucho + rozświetlacz wszędzie itd. Czyli chodzenie na co dzień w 10 warstwach produktu jedna na drugą. Na zdjęciach czy filmikach wygląda to pięknie gładka skóra itd., itp, ale na żywo TO Widać.

Lifestyle
1. Jedzenie w słoiku. Może to ładnie wygląda na zdjęciu, ale jest bardzo nie praktyczne, nie mówiąc że słoiki lubią pękać jak się wleje gorącą zupę. Nie widzę sensu tego trendu, co będzie dalej jedzenie w butelce po mleku? 

2. Sernik bez sera, schabowy bez mięsa. Spoko rozumiem, że są ludzie nie jedzący sera, mięsa czy to z przyczyn zdrowia czy wyboru. Nic mi to tego i nie to mi przeszkadza. Po prostu nazewnictwo jedzenia mi się nie podoba. Zwłaszcza jak ugotowałam eko, zdrowy sernik takiego obrzydlistwa nie jadłam od dawna. Nazywanie tego sernikiem w przepisie sprawiło, że uwierzyłam że będzie smaczne, nie było. To coś jak wyrób czekoladopodobny. Niby czekolada, ale nie... 


Chciałabym życzyć wam szczęśliwego Nowego Roku. Aby 2018 rok był lepszy niż ten który odszedł wczoraj. Z chęcią dowiedziałabym się co waszym zdaniem powinno odejść wraz z 2017 rokiem? 

piątek, 22 grudnia 2017

Makeup Revolution Chocolate Elixir


Dziś w przedświątecznej atmosferze chciałam podzielić się z Wami moją świeżą opinią na temat palety Makeup Revolution Chcolate Elixir. Jest to moja druga paletka od tej firmy pierwszą jest

Tak jak Rose Gold była "inspirowana" paletką Hudy, tak Elixir jest "inspirowany" Modern Renaissance od Anastasia Beverly Hills. Czy ta paletka jest w ogóle zbliżona do swej inspiracji niestety Wam nie powiem.

 Opakowanie i wykonanie
  Paletka Elixir jest w wykonaniu bardzo podobna do Rose Gold. jest to również rozpuszczona tabliczka czekolady oblana metalem w kolorze różowego złota, z tą różnica że złoto pokrywające paletkę Elixir jest mniej błyszczące a bardziej matowe.
Wewnątrz znajduje się duże i dobre lustro.
Tak jak w przypadku Rose Gold opakowanie jest plastikowe z metalową częścią. W dotyku czuć, że jest to tani plastik nie zaś jakiś ekskluzywny materiał. Cena tej paletki to 39,90 zł więc nie ma co oczekiwać wykonania opakowania na miarę droższych firm.



Cienie

Tak samo jak w przypadku poprzedniej czekoladki oraz tradycyjnie dla czekoladek MUR (oraz w oryginalnych czekoladkach z Too Faced) w paletce znajduje się 16 cieni 2 większe po 2,44 g oraz 14 mniejszych po 1,22 g.


Zanim przejdziemy do kolorów w paletce chciałam zwrócić Waszą uwagę na miejsce produkcji tej paletki PRC czyli Chiny. Mówiąc szczerze trochę zwątpiłam kiedy zobaczyłam tą informację. Niby produkt sprzedawany pod marką brytyjską, ale pochodzi z chin. Mam mieszane uczucia.
Jeśli chodzi o skład jest taki sam jak Rose Gold czyli talk i parabeny.
Jeśli chodzi o zapach to on koło czekolady nawet nie stał. Nie jest to również zapach kakao. Zapach to dla mnie mieszanina plastiku i kokosa. 



Pierwszy rząd od góry: 


Coconut jasny biały cień matowy;
Icing jasny żółtawy odcień matowy;
Creme brule perłowy jasny beżowy cień;
Candy szary ciepły odcień, matowy;
Buble-gum matowy czerwony cień.

Drugi rząd


Sweet satynowy, ciepły ciemny brąz;
Latte mattowy kolor, podobny do jednego z kolorów które posiadałam w podstawówce w farbach plakatowych roboczo nazywany przeze mnie "sraczkowym";
Chestnut ciepły matowy brąz;
Carrot Cake ciepły rdzawy, matowy cień;
Hot tea kolejny podobny do Latte. Czyli mówiąc już ładniej Siena naturalna.
Sugar perłowy żółtawy, beżowy cień.

Trzeci rząd


Red Velvet ciepły czerwony brąz, mat;
Pumpkin pomarańczowo-rudy matowy cień;
Roasted szary matowy;
Pink Icing czerwony, matowy;
Vanilla perłowy biały.

Moja opinia

Podobnie jak w Rose Gold tak i w tej palecie, jeden cień wychodzi po ok. 2,50 zł i ta cena jest sprawiedliwa. Cienie matowe się sypią, są suche nie jest to jednak kredowa suchość, da się nimi pracować i budować kolor ale jedynie do pewnego momentu. 
Cienie perłowe przywodzą na myśl lata 80', nie są tak mokre jak metaliki z Rose Gold, nie są również jakoś rewelacyjnie napigmentowane, ale za 2,50 nie oczekujmy cudu. 
Cienie czerwone barwią skórę co jest popularne i normalne w tej gamie odcieni, ze względu na półprodukty używane do otrzymania czerwieni. 
Cienie o żółtawej-beżowej tonacji są słabiej napigmentowane co również jest dość specyficzne dla tej gamy kolorów, co również spowodowane jest tym, że żółte barwniki mają większe cząsteczki. 
Paletka wizualnie jest przepiękna, podobna do Rose Gold Chocolate jednak ma parę różnic. Jeśli byłybyście ciekawe jakich z chęcią przygotuję kolejne czekoladowe posty. 
Całość utrzymana jest w ciepłej tonacji, jednak przeważają tutaj maty, których pigmentacja jest dość dobra. W porównaniu z Rose Gold już na pierwszy rzut oka wypada bardziej blado i powiedzmy sobie szczerze monotonnie, a na ręku niektóre kolory wypadają po prostu brzydko i nie chodzi mi o pigmentację a powiedzmy szczerze o odcienie a'a siena naturalna. 

Cena 39,90 zł nie jest ceną wygórowaną jednak wydaje mi się, że więcej płacimy za ładne opakowanie niż za same cienie. Produkcja takiego opakowania musi trochę kosztować, a skoro opłaci się sprzedać je za 39.90 oznacza to, że coś innego jest tanie jak barszcz w produkcji. Żadna firma nie jest instytucją charytatywną która za pół darmo sprzedaje Nam produkt i jest to deal Naszego życia. Nie nie jest, ale o tym może więcej w poście porównującej obie paletki do siebie. 

czwartek, 21 grudnia 2017

Makijaż Makeup Revolution Rose Gold Chocolate


Po poście o mojej opinii o paletce 

nadszedł czas na makijaż z użyciem tej właśnie paletki. 

W makijażu użyłam:
* Hard candy glamoflage
* Wet'n'Wild korektor
* Lancome Hypnose
* Biała kredka Oriflame

oraz cieni z palety:
Uh-oh, Side-chick, Dirty Rich, hard work, Luxe, Gold digga





Makijaż wyszedł dość wieczorowy, podkreślający niebieską tęczówkę oraz wszelkie zmęczenie i sińce :)

niedziela, 17 grudnia 2017

Make Up Revolution Rose Gold Chocolate

Czekoladki z I <3 Makeup nigdy mnie nie kusiły, a po tym jak były przez pewien czas dostępne w Rossmanie 

jakakolwiek ochota na nie mi odeszła. Jednak kiedy zobaczyłam nowe czekoladki Rose Gold i Elixir wiedziałam, że wcześniej czy później wpadną w moje ręce. Dziś przedstawiam Wam najładniejszą wizualnie paletę jaką widziałam i to tylko za 39,90 zł.



Opakowanie i wykonanie
Wizualnie przepiękne. Tabliczka czekolady pokryta rozpuszczonym różowym złotem. 
Wewnątrz znajduje się naprawdę duże i dobre lusterko. Jeśli chodzi o samo lusterko jestem w szoku, jest zdecydowanie lepsze niż w oryginalnych paletkach czekoladkach od Too Faced. 
Opakowanie plastikowe zaś ta część złota jest jakby metalowa, ale nie znam się na materiałach więc mogę się mylić. 
Co do uczucia w ręce nie oszukujmy się trzymając ją czuć, że trzymamy w ręku tanią paletę. Plastik wydaje się solidny, ale w dotyku jest bardzo tani. Za to na zdjęciach i z daleka paletka wygląda na ekskluzywną i drogą. 

Cienie
W czekoladce na modłę Too Faced znajdziemy 16 cieni w tym 2 o gramaturze 2,44 g, 14 po 1,22 g. 


Cienie mają różne wykończenia mamy maty i perły, satyny osobiście nie zauważyłam. Paleta ma być odpowiednikiem Huda Beauty Rose Gold, ale ponieważ jej nie posiadam porównać nie mogę, odsyłam na YT tam takich porównań znajdziecie wiele jeśli jesteście ciekawe. 
Cienie w paletce mają w przewadze tonacje ciepłe, wpasowują się więc w makijażowe trendy ostatniego sezonu. 
Zanim przejdziemy do cieni chce Wam powiedzieć o zapachu. Zapach w żadnym razie nie kojarzy mi się ani z Too Faced ani z czekoladą, kakao czy czymkolwiek przyjemnym. Cienie śmierdzą i to okropnie. Zapach jest to mieszanina zapachu kleju i plastiku. 


Jeśli chodzi o skład to mamy tutaj na drugim miejscu talk co jest popularne, jednak osoby o wrażliwych oczach mogą narazić się na podrażnienia. To samo jeśli chcemy uniknąć parabenów w tej paletce ich nie unikniemy. 
W tym miejscu chciałam zwrócić Waszą uwagę na powyższe zdjęcie. Gdzie jest produkowana ta paletka? W Wielkiej Brytanii? Nie. Paletka produkowana jest w Chinach (PCR) na licencji, jedynie projekt wykonany w Londynie. 

Pierwszy rząd idąc od góry:
Hold Up: beżowo-żółty cień o perłowym połysku. Zbyt ciemny do mojej karnacji, aby robić za rozświetlenie łuku brwiowego;
Touch me: zielono-brązowy metaliczny cień;
Dirty Rich:  rudo-bordowy metaliczny cień;
Hard Work: żółto-zielony, metaliczny cień;
Luxe: czerwono- różowy cień metaliczny o mokrej płatkowej konsystencji. 


Drugi rząd idąc od góry:
Cheque: piękny,ciepły metaliczny miedziany cień;
Barbie: różowo-złoty perłowy cień, coś w stylu sławnego duochromu z Kobo;
Gold Digga: ciepły złoty, perłowy cień;
Girl boss: matowy ciepły szaro-rdzawy cień; 
Uh-oh: kolejny matowy cień podobny do poprzednika, ale jaśniejszy i mniej szarych tonów;
Not yours: cukierkowy róż matowy. 


Trzeci rząd idąc od góry:
Ostatni rząd jest w całości matowy. 
Shy: szaro bury odcień;
Back up: ciepły głęboki, czekoladowy brąz;
Side-chick: ciepły różowo- czerwony cień;
My own: ciepły rudy brąz;
Independent: dokładnie ten sam odcień co Hold-up tylko w macie. Żółto beżowy cień. 



Jeśli chodzi o jakość cieni to jeden cień wychodzi po ok. 2,50 zł i ta cena jest sprawiedliwa. Cienie matowe się sypią, są suche ale nie kredowo suche da się nimi pracować i budować kolor do pewnego momentu. 
Metaliki mają mokrą konsystencję przywodzącą mi na myśl cienie z mySecret lub od Pierre Rene, ja nie jestem fanką takiej mokrej konsystencji która najlepiej wygląda nakładana palcem. I dokładnie metaliki najlepiej wyglądają nakładane palcem wcierane w skórę problem z tym, że nakładane palcem się osypują, a nie znam metody otrząśnięcia palca z nadmiaru cienia.  
Cień Luxe ma zupełni inną konsystencję, taką płatkową, jest bardzo miękki. W mojej opinii pod względem konsystencji jest to najgorszy do współpracy cień. 

Paletka wizualnie jest przepiękna, metaliki nakładane na skórę przy swatchowaniu wyglądają pięknie, maty wypadają gorzej niż cienie metaliczne czy perłowe. 

Na pewno zmaluje nią parę makijaży problem z tym, że nie bardzo mam wizję dziennego makijażu do pracy z tą paletką.