Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korea. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 kwietnia 2017

Moja wieczorna pielęgnacja

Na temat pielęgnacji każdy ma swoje własne zdanie i każdy powinien robić dokładnie to co mu służy. Ostatnio modne jest wzorem koreanek stosować system 10 kroków, ale szczerze mi się nie chce. Dlatego mój system pielęgnacji składa się z kilku kroków, ale do tego koreańskiego to mu daleko. 


Postanowiłam zacząć od wieczornej pielęgnacji ponieważ zdecydowanie jest ona w moim przypadku dużo bardziej wieloetapowa niż ta poranna.

Demakijaż
Nie ma chyba ważniejszego kroku. Dokładnie oczyszczona skóra będzie mogła lepiej przyjąć nakładane na nią kosmetyki, ale i zregenerować się w czasie nocy. Dla mnie przejechanie twarzy płynem micelarnym nie jest dokładnym demakijażem.  Jak wiec ja dokonuję demakijażu? Za pomocą przeznaczonych do tego olejów lub balsamów. W chwili obecnej wykorzystuje dwóch Holika Holika Soda Pore Cleaning lub mojego ulubieńca ostatnimi czasy czegoś co podbiło moje serce mowa o The Face Shop Cleansing Cream Rice Water Bright. 


Demakijaż jest to taka czynność przy której nie należy się spieszyć. Oba te kosmetyki nie tylko są przyjemne w użyciu, ale również doskonale rozpuszczają makijaż w tym ten wodoodporny  i długotrwały. Warto poświęcić chwilkę, aby dokładnie "pomasować" w tych miejscach w których mamy tendencję do zapchanych porów. Następnie zwilżam dłonie i takimi zwilżonymi dłońmi masuję twarz chwilkę po czym wszystko usuwam zwilżoną ściereczką a'la glove ;) 

Kiedy to mam za sobą pora na 
Oczyszczanie
Ja w swoim codziennym rytuale piękna stosuje trochę takie "podwójne oczyszczanie". Co mam na myśli. Myję twarz dwukrotnie, najczęściej za pomocą dwóch różnych produktów, ale zdarza mi się używać teko samego. Obecnie wykorzystuję do pierwszego oczyszczanie kosmetyk Skin79 Yum Yum Cleanser Adlay powiem, że jest to jeden z najmniej praktycznie opakowanych kosmetyków jakie znam. Ale jeśli chodzi o jego działanie bardzo mocno oczyszcza. Przez mocno nie mam na myśli jakiegoś uszkodzenia skóry, ale czuć że skóra jest bardzo dobrze oczyszczona. Tym specyfikiem również wykonuje masaż zwracając uwagę na newralgiczne miejsca. 

Kiedy już spłuczę Skin79 stosuję żel do mycia twarzy. Obecnie jest to Himalaya Herbals Purifying Neem Face Wash. Czasami zaś po prostu tym żelem myję dokładnie dwukrotnie twarz. Żel jest przyjemny w użyciu, ma przyjemną konsystencję nie wysusza skóry, ani nie podrażnia. 


Jeśli chodzi o oczyszczanie to dwa/trzy razy w tygodniu stosuje peeling. W chwili obecnej jest to peeling Sylveco peeling oczyszczający. Dokładnie niezbyt agresywnie oczyszcza moją skórę. 


Jakiś czas temu dostałam próbkę Sisley Crème Gommante pour le Visage i powiem, że mnie uwiódł, Sylveco nawet w połowie nie jest tak dobry. Niestety cena tego Sisley  (240 zł za 40 ml) jest dla mnie nie do przeskoczenia ,więc ciągle szukam czegoś podobnego w przyjemniejszej cenie. 

Kiedy już dokładnie usunęłyśmy makijaż, oczyściłyśmy twarz i zrobiłyśmy (lub nie) peeling nadszedł czas na 
Tonizowanie
Zwykle w tym celu używam sprawdzonych hydrolatów roślinnych, Niestety ostatnio mi się skończyły a nie miałam możliwości ich zamówić dlatego też z wielką obawą sięgnęłam po coś co akurat było w moim domu. Ziaja Liście zielonej oliwki, krzywdy mi nie robi ale szału też nie ma. 

Warto pamiętać o tym aby stonizować Naszą skórę po jej dokładnym oczyszczeniu.

Kolejny krok tak jak i peeling jest opcjonalny i występuje u mnie 2/3 razy w tygodniu (czasami i częściej) mowa o maseczkach


Przyznam się szczerze, że uzależniłam się od tego kroku. Zauważam jednak, że systematyczne stosowanie maseczek przynosi rezultaty. Skóra jest "lepszej jakości" bardziej jędrna, nawilżona rzadziej wyskakują mi niespodzianki. Jeśli chodzi o maseczki jakich używam zależy od tego jak ocenię czego potrzebuje. Czasem są to maseczki w płachcie czasem zaś zwykłe do zmywania. 

Czy stosuje maseczki czy nie  kolejny krok występuje u mnie zawsze: Serum

Obecnie mieszam ze sobą dwa Ava aktywator młodości z witaminą C oraz Bielenda Algi morskie. Polubiłam się z tym krokiem, preparaty szybko się wchłaniają zostawiają skórę lekko lepką ale tylko przez chwilę. Niwelują ewentualne uczucie ściągnięcia jeśli się mi zdarzy. Bardzo je lubię. 

Krem pod oczy
Krem pod oczy to temat rzeka. Makijaż a szczególnie korektory mocno kryjące bardzo obciążają skórę w okolicach oczu. Skóra w okół oczu jest bardzo cienka i wrażliwa, a zwykle nie mamy dla niej litości, makijaż, pocieranie, mrużenie itd. Mam 32 lata i zdaje sobie sprawę, że na powstałe zmarszczki już nic nie pomoże. Staram się aby powstawało ich jak najmniej. Zawsze stosuje krem na noc i na dzień. Ostatnio na noc staram się sięgać po coś mocniejszego. Tym razem stosuje Rata&Co Chia Seed Eye Cream. Stosuje go od niedawna i nie wiem czy jestem w stanie Wam go polecić. Ale polecić mogę jedno zawsze stosujcie krem pod oczy. 


Skoro pielęgnacja koreańska zdobywa taką popularność w Naszym kraju zwróćcie uwagę, że ich kosmetyki nie mają znaczków 20+, 30+, 70+. Dlaczego? Bo skierowane są na konkretny problem. Jak już będziecie miały 70 lat i skórę pomarszczoną jak awokado żaden krem nawet 1000+ Wam nie pomoże.  Przy wyborze kosmetyków również tych polskich marek kierujcie się problemem jaki mają rozwiązać a nie znaczkiem wiekowym. 

Ostatnim etapem dla mnie jest Krem na noc


Lubię jak krem na noc ma lekką konsystencję, nie zapycha ale za to nawilża. Ten taki jest. Lekki, szybko się wchłania, pięknie pachnie, nawilżą, nie zapycha. Skóra rano jest miękka. Jest to niby krem 35+ ale nie jestem w stanie uwierzyć, że "wyprostował" by głębsze marszczki. 

Jeśli chodzi o moją wieczorną pielęgnację to tyle i aż tyle. Stosujecie wieloetapową pielęgnaję czy raczej rach ciach i już? 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Koreańska maseczka w płachcie Nature Republic

Maski w płachcie zyskały zasłużoną im sławę dzięki pewnej książce. Dlaczego zasłużoną? Bo są wygodne, nie trzeba ich zmywać, dobrze trzymają sie twarzy czyli nie brudzą wszystkiego wokól i nie trzeba z nimi leżeć :)

Dziś przyjrzymy masce w płachcie koreańskiej firmy Nature Republic, która reklamuje się, że wykorzystuje do produkcji swoich kosmetyków "naturalne składniki". Przedstawiałam na blogu już krem BB tej marki 

Nature Republic Botanical Pore BB


Dziś zaś kosmetyk do pielęgnacji. Dostałam go w czasie zakupów w Myeongdong w Seulu, jako bezpłatną próbkę. Całą swoją podróż pokazywałam na blogu Korea w 8 dni a konkretnie o zakupach kosmetycznych czyli o raju jakim jest Myeongdong pisałam TUTAJ
 

Jest to celulozowa maska w płachcie, która wspaniale nawilża, ujędrnia, koi skórę, odżywia i rozjaśnia zostawiając efekt takiego zdrowego glow. Jest bardzo dobrze nawilżona, przylega do skóry twarzy, nie opada, nie spływa, nie schnie zbyt szybko. Spokojnie można ją nosić 20 minut. Zawiera kolagen z alg morskich Z tym, że trzeba uważać aby nie zaczęła wysychać, bo wtedy ta celulozowa płachta nie zależnie od marki waszej maseczki wchłonie z waszej skóry z powrotem wszystko, więc noszenie maski wtedy jest bezcelowe.
Żałuje, że maska oraz ta firma jest ciężko dostępna. Na Instagramie pokazywałam Wam, że kupiłam kilka masek tej marki w TK MAXX. Po użyciu kolejnej powiem Wam, że jest to marka której maski wydają się być warte uwagi.

środa, 9 listopada 2016

Wiatr, śnieg, ogrzewanie a skóra chce pić. Nawilżająca maska w płachcie od banila co.


Nie wiem jak u Was, ale w chwili kiedy piszę tego posta u mnie pada i to pada cały cały czas bez przerwy. Jesień, zima czy też początek wiosny jest straszny dla skóry. Nagłe skoki temperatury, wiatr, śnieg, deszcz, jednym słowem maskara. Wszystko to wysusza nasze lico, ale na szczęście na pomoc przychodzą Nam ultranawilżające i szybkie w obsłudze maseczki. Dziś o masce w płachcie od koreańskiej firmy banila.co. Ich besstseller już opisałam na blogu i jestem z niego mega zadowolona  

Dokładny demakijaż- Jak to robią w Korei? Banila co. Clean it zero

Jak będzie w przypadku tej maseczki? Zapraszam do posta.

Maski w płachcie są obecne na Polskim rynku od jakiś dobrych 10 lat +, jednak zaczęły cieszyć się popularnością dopiero po "odkrywczej" książce o sekretach urody

"Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji." O książce i reakcjach na nią 

Jest to post bloga wake up- make up! ,ale zgadzam się w zupełności z jej opinią na temat tej książki. 
Maseczkę dostałam podczas zakupów w sklepie banila.co w Seulu jest to próbka marketingowa nie na sprzedaż i nie mogę jej znaleźć na stronie producenta. 

Idziemy na kosmetyczne zakupy w Seulu

Maseczkę wypróbowałam dopiero ostatnio.Jej skład i instrukcja użycia prezentuje się następująco:  


Jeśli chodzi o samo wrażenia to wooow. Produkty banila.co na prawdę zasługują na sławę i tłum ludzi w ich sklepach. Skóra była nawilżona, odprężona, bardziej promienna. Wydaje mi się, że byłaby to idealna maseczka bankietowa przed wielkim wyjściem. Jeśli będę miała jeszcze okazję znaleźć firmę banila.co na pewno kupię coś jeszcze bo ich oba produkty okazały się rewelacyjne.

niedziela, 30 października 2016

Dokładny demakijaż- Jak to robią w Korei? Banila co. Clean it zero


Jak każda z Nas wie, lub jeszcze nie. Najważniejszym etapem w wieczornej pielęgnacji jest.: dokładne zmycie makijażu. Dzięki niemu Nasza skóra będzie nie tylko oczyszczona co pozwoli Nam uniknąć przykrych następ źle oczyszczonej skóry, ale i gotowa na dobroczynne skłądniki kosmetyków. Mówiąc o oczyszczaniu nie mam na myśli pochlapania się wodą i wyszorowanie się mydłem, albo płynem do mycia twarzy, lub przejechanie płatkiem kosmetycznym nasączonym płynem micelarnym. Przez dokładne rozumiem dokładne. Właśnie w takim oczyszczeniu ma Nam pomóc produkt od Banila co. 

Jak pomyślę o tych wszystkich składnikach z bazy pod makijaż oraz z podkładu który jest "long lasting" ponieważ po 9 h ciągle jest na twarzy, dokładny demakijaż powinien być wiec 1 przykazaniem w walce o piękną cerę. 

Bardzo długo moimi ulubieńcami do demakijażu twarzy były olejki 

Olejowe zmywanie makijażu z Biochemią urody

Czy ten balsam do demakijażu je zdeklasował? Zapraszam do dalszej części posta. 

W czasie pobytu w Seulu zasadzałam się na produkt mało znanej w Polsce marki Banila co. Jest to besstseller jeśli chodzi o demakijaż, mowa o Clean it Zero. Oryginalna wersja tego produktu sprzedaje się podobno co 4,8 sekundy! 
Clean it zero występuje w kilku wariantach ja posiadam Purity.


100 ml produktu zamknięte jest w lekkim i solidnym słoiczku. Ponieważ jest to produkt koreański pomyśleli o wygodzie użytkownika oraz o przeciwdziałaniu przenoszenia bakterii do opakowania i wyposażyli je nie tylko w plastikową zatyczkę, ale również w wygodną w użyciu szpatułkę do nabierania produktu. 

Konsystencja produktu jest stała i przypomina olej kokosowy. 

Pod wpływem ciepła Naszych rąk zmienia się w płynny olej, który bez problemów sunie po skórze rozpuszczając znajdujące się na niej kosmetyki. Radzi sobie z makijażem wodoodpornym, zmywa filtry UV, wszelkiego rodzaju silikony itd. Usuwa nawet najtrwalszy makijaż bez podrażniania skóry i robi to naprawdę skutecznie. Nie narusza warstwy hydrolipidowej skóry. Oprócz tego posiada ekstrakt z papai aby wspomóc naturalną i delikatną eksfoliację. 
Producent zapewnia, że regularne używanie tego produktu pomoże Nam zmniejszyć pory, utrzymać prawidłowy poziom nawilżenia, oraz wspomoże oczyszczanie Naszej skóry.  

Jest przy tym bardzo wydajny. Odrobinka wystarczy aby zmyć całą twarz. Oprócz tego używanie demakijażu w formie olejku daje Nam możliwość wykonania masażu twarzy. Skóra jest miękka i nawilżona po takim demakijażu. 
Jeśli chodzi o moją opinię mogę powiedzieć tylko jedno Podpisuje się obiema rękami pod tym co obiecuje producent. Szybko i bardzo przyjemnie usuwam najtrwalszy makijaż, skóra nie jest podrażniona ani przesuszona. Nic nie szczypie nic nie piecze. Z chęcią kupiłabym kolejne opakowanie. Ten produkt pobił mojego ulubieńca od Etude House. 

czwartek, 23 czerwca 2016

Idziemy na kosmetyczne zakupy w Seulu

 Kontynuując serię poświęconą mojemu krótkiemu pobytowi w Seulu dziś nadszedł czas na to co lubię najbardziej. a mowa o kosmetykach :) Dlatego chciałam Was zaprosić na szybką przebieżkę po kosmetycznych sklepach w Seulu.

Od pewnego czasu w Polsce popularnością cieszy się książka  "Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji" autorstwa Charlotte Cho. Swojego zdania na temat tej książki nie wyraziłam ale być może po tej wizycie w Korei to uczynię. Z tej książki tysiące kobiet w Polsce dowiedziały się, że należy stosować tonik, esencję, krem itd, itd. Dowiedziały się również o istnieniu masek w płachcie oraz o tym, że podstawą zdrowej cery jest pielęgnacja.
Oczywiście niektóre wiedziały to wszystko już wcześniej ale co tam. Dzięki temu wzrosło zainteresowanie koreańskimi kosmetykami, dzięki temu Nasz ubogi Polski w azjatyckie kosmetyki rynek lekko drgnął za co będę tej książce bardzo wdzięczna. Wracając do zakupów. Seul to raj dla lubiących wszelkiego rodzaju zakupy. My jednak skupimy się w tym poście na kosmetykach.

 Gdzie najlepiej kupować kosmetyki? Oczywiście każdy to potwierdzi w Myeongdong.

oto mała mapka Myeongdong, którą dostałam przy okazji ;) 
Jest to dzielnica licząca 0,99 km kwadratowego, głównie znajdują się w niej sklepy. Głównie kosmetyczne. Raj dla blogerki lubiącej koreańskie kosmetyki takiej jak ja. Tak więc zapraszam na wycieczkę po raju. Jak najszybciej dostać się do raju? Metrem linią niebieską nr 4 lub zieloną nr 2 nie bójcie się, nawet dziecko by sobie poradziło z tym zadaniem. Można dostać się też autobusem jak ja ;) 

Zaczniemy nietypowo, bo od sklepu z biżuterią ale witryna kojarzy mi się ze słodyczami a konkretnie makaronikami. Mniam


Kolejne już to kosmetyki inspirowane popularnymi aplikacjami w Korei czyli Kakao Friends i Line. Mamy tu wszystko zestawy masek, BB cushiony, kosmetyki kolorowe i pielęgnacyjne.




 Kolejne będą kosmetyki bajkowe czyli Muminki i Alicja w krainie czarów.
 Tu różne opakowania BB cushion.

Mamy też linię z Rilakkumą czyli popularnym japońskim misiem (chyba misiem :P )


Alicja w krainie czarów tak nie wiele na opakowaniu cienia do powiek a jakie śliczne.

 Swoją drogą te cienie z Alicji w krainie czarów mają piękne odcienie, pigmentacje i konsystencje przywodzącą na myśl Colour Pop. Co do kolorów to zobaczcie same czyż nie są piękne?


 Kolejne zdjęcia to mieszanina dziewczęcego uroku i słodyczy.
Eleganckie opakowania z banila.co sama skusiłam się na dwa kosmetyki tej firmy, ale o tym w poście o moich zakupach.

Słodki i cukierkowy jak zawsze Etude House.




Moje ukochane oleje do demakijażu KLIK. Oraz oczyszczająca seria Baking Powder, którą również bardzo lubiłam KLIK.


Oraz jeszcze więcej olejów do demakijażu.

 Laneige znam tylko dzięki ich cushionom. Miałam okazję poznać szerzej asortyment.


Zestawy masek atakowały na każdym kroku.

 Jak również BB cushiony.
 Kremy w stylu aptecznym.
 Oraz kremy w opakowaniach przywodzących na myśl główny składnik.

Urocze opakowania kremów do rąk. Bardziej niż te kotki rozbrajają mnie mini figurki z wysp wielkanocnych.
 Trochę z Naszego podwórka czyli Biosilk. Różni się lekko opakowaniem.
 Całkiem z Naszego podwórka:znaleźć można Polską markę. Bielendę!



 Zestawy w stylu kup 3 dostaniesz 4, weź 500 dostaniesz 2 900 :) Czyli zestaw 5 róży.
 Obowiązkowo ochrona przeciwsłoneczna.

 Urban DollKiss ich opakowania są inspirowane Benefitem.

Zawsze można ufarbować włosy farbą puddingiem.


 Oraz coś co mnie zaszokowało. Jak krem ze śluzem ślimaka znam,

 z jadem węża znam tak o "oleju z konia" słyszę po raz pierwszy. Wydawało mi się, że koń nie jest "rośliną" oleistą. Jest to po prostu eufemizm na tłuszcz koński :(

Jak tu krem Witchcraft zawierający ów magiczny "olej z konia". Wykorzystanie końskiego tłuszczu w kosmetykach zostawię bez komentarza.
 Na koniec tych wszystkich wrażeń możemy się udać do kociej kawiarni. Gdzie w otoczeniu mruczusiów możemy napić się kawy. Przyznaje się, że się nie wybrałam ;)

 Mam nadzieję, że ta ekspresowa podróż po kosmetycznym raju przypadła Wam do gustu.

Na koniec mam pytanie do Was czy może byłybyście zainteresowane jakimś koreańskim rozdaniem?