sobota, 18 lutego 2017

Jak się kiedyś malowałam? - Moja makijażowa historia

Wszystko się zmienia, Nasz styl również. Obecnie jak patrze na swój makijaż z przed lat to czasami oczom nie dowierzam i zdaje sobie sprawę, że podobnie może być i za kilka lat w przypadku tego co jest obecnie.

Zacznę od tego kiedy zaczęłam się malować? Na studiach, miałam więc już 20 lat na karku. W Liceum to czasem użyłam jakiegoś różowego lub fioletowego cienia i umalowałam rzęsy i to tyle. A i to robiłam kiedy miałam już 18 lat ;) do gimnazjum nigdy nie chodziłam :P 

Jak więc malowałam się na studiach? Pomijając fakt, że na niektórych zdjęciach wyglądam jak bym kogoś zjadła lub zamierzała zjeść. Mój makijaż ograniczał się do mocno podkreślonego oka. Nigdy nie miałam problemu z podkładem "efekt maski" ponieważ moja mama zawsze mi powtarzała, że podkład trzeba przeciągnąć w dół i nie może być za ciemny (Dziękuje Ci mamo, że ustrzegłaś mnie przed takimi błędami <3). Nie używałam różu, bronzera ani rozświetlacza. 


Jak widać na załączonym obrazku tak mocno podkreślone oko, skutecznie pomniejsza moje i tak już małe oczy. No ale jeśli jest się fanką bollywood jak ja, nie można obejść się bez mocno obrysowanego oka czarną krechą. Moją miłość do tego typu makijażu widać również tu na blogu: 

Twoje czarne oczy kąsają jak kobra- Czyli porównanie czarnych cieni


Pamiętam jak jadłam jakiś obiad z rodziną z okazji jakiegoś święta. Na oko miałam nawalone (to dobre słowo) czarną kreskę, a gdyby ona okazała się za mało czarna nałożony był na nią czarny cień z Inglota. Na swą obronę powiem, że cień z Inglota miał małe błyszczące drobinki. W każdym razie tak wymazana na czarno jadłam ja sobie obiad z rodziną, kiedy moja ciocia zapytała nieśmiało "Agatko czy Wy wszystkie się tak malujecie?". No nie, Tylko ja, bo ja jestem taka wyjątkowa. Szczerze nie nie jestem, a z moim małym okiem nie mogę sobie pozwolić na zostanie gwiazdą bollywood choćby w tym makijażowym zakresie. Makijaż tego typu nadal leży w moim sercu głęboko, ale używam go na tematyczne imprezy lub jak w przypadku tego makijażu: Belly-Bolly makijaż kiedy to brałam udział w pokazach tańca brzucha.

Jak widać na załączonym obrazku nie boje się również zestawień kolorów, ale te nie roztarte cienie psują lekko efekt :) 


W zasadzie symultanicznie poszła druga odnoga mojego makijażu czyli ma być błysk, błysk i błysk. I to jeszcze mi nie przeszło czy przejdzie zobaczę. 

A jakie były Wasze makijażowe ścieżki? 

piątek, 17 lutego 2017

Chocolate Bar, Semi-Sweet Chocolate Bar, Sweet Peach- Palety Too Faced

Swoje paletki Too Faced pokazywałam Wam już na blogu wcześniej.

Moje paletki #1: Too Faced Choloate Bar vs. Sleek Oh so special

Too Faced Semi Sweet Chocolate Bar słodycz, która nie pójdzie w biodra

TAG: Paleta Perfekcyjna

Sweet peach od Too Faced warta tych pieniędzy??


 Dziś nadszedł czas aby zestawić wszystkie trzy paletki tej firmy, które posiadam. Bez zbędnych wstępów zaczynajmy. Od razu uprzedzę Was, że post będzie bogaty w zdjęcia, ale te paletki są tak pięknym obiektem do fotografowania, że nie mogłam się oprzeć. 
Wykonanie paletek Too Faced to klasa sama w sobie. Każde opakowanie jest metalowe, zamykane na magnes. W środku znajduje się również lusterko z którego i tak nigdy nie korzystam. Opakowanie jest inspirowane motywem przewodnim czyli w tym wypadku czekoladą oraz brzoskwinią. Palety czekoladowe zawierają proszek kakaowy i pachną czekoladą zaś paletką brzoskwiniowa zawiera esencję brzoskwiniową oraz pachnie jak brzoskwinia. Dekadencja i rozpusta :) 
Dobór kolorów w każdej paletce jest również  przemyślany, każdą z nich bez uzupełniania innym cieniem wykonamy każdy makijaż dzienny i wieczorowy. 
W przypadku czekoladek posiadamy dwa większe odcienie są to matowe oraz perłowe cienie rozświetlające w brzoskwince zaś nie mamy żadnego większego cienia, wszystkie mają taką samą gramaturę. Cena każdej to 189 zł (567 zł za trzy paletki) w Sephorze. 

Przejdźmy przez kolory ze wszystkich paletek. Zdjęcia będą zarówno w świetle dziennym (na tyle na ile lutowy dzień pozwala na światło dzienne) i w świetle lampy. 

W paletkach czekoladowych mamy 5 cieni w pierwszym i ostatnim rzędzie, zaś w brzoskwiniowej jest ich 6. 
Pierwszy rząd  prezentuje się tak.
światło dzienne

Pierwsza od lewej jest klasyczna Chocolate Bar: Gilded Ganache, White Chcolate, Milk Chocolate, Black Forrest Truffle, Triple Fudge. 
Rząd po środku to Semi-Sweet Chcolate Bar: Licorice, Coconut creme, Nougat, Truffled, Hot Fudge.
Najbardziej po prawej jest Sweet Peach: White Peach, Luscious, Just Peachy, Bless her heart, Tempting, Charmed, I'm sure. 
Satynowy cielisty cień z brzoskwiniowej Paletki (White Peach) jest zdecydowanie bardziej napigmentowany niż z czekoladek ( z tym, że te odcienie z czekoladek są matowe). 
We wszystkich paletkach pierwszy rząd jest mieszaniną wykończeń, maty, satyny, metaliki. Wszystkie są bardzo dobrze napigmentowane, pięknie się blendują. 

światło sztuczne

Środkowy rząd:
światło dzienne

Pierwsza od lewej jest Chocolate Bar: Salted Carmel, Marzipan, Semi Sweet, Strawberry Bon Bon, Candied Violet, Amaretto.
Środkowa to Semi-Sweet Chocolate Bar: Cocoa Chili, Ping Sugar, Puddin', Blueberry Swirl, Peanut Butter, Frosting. 
Ostatnia zaś jest Sweet Peach: Nectar (zdaje się podobny do Butter Pecan z Semi Sweet ale jest zdecydowanie bardziej żółty), Cobbler, Candied Peach, Bellini, Peach Pit, Delectable. 
W paletce Sweet Peach wszystkie odcienie z drugiego rzędu są tak samo napigmentowane zaś w Semi-Sweet mamy cień Ping Sugar, który w zasadzie powinniśmy położyć na inny cień aby nadać mu blask. Sam w sobie ma bardzo mało koloru, bo to sprasowany lekko różowawy shimmer. Zaś w klasycznej Chocolate Bar mamy odcień również różowego Strawberry Bon Bon i jest to matowy róż, jednak jego pigmentacja jest po prostu okropna. 

światło sztuczne
Ostatni rząd: 
światło dzienne
Pierwsza od lewej Chocolate Bar: Hazelnut, Creme Brulee, Haute Chocolate, Cherry Cordial, Champagne Truffle. 
Środkowy rząd to Semi-Sweet Chocolate Bar: Rum Raisin, Mousse, Carmel, Bon Bon, Butter Pecan. 
Ostatni rząd to Sweet Peach: Peaches'n cream, Georgia, Caramelized, Puree, Summer Yum, Talk Derby To Me.
Prawie wszystkie docienie w tym rzędzie we wszystkich paletkach są ciepłe. 
światło sztuczne

We wszystkich paletkach znajdziemy to co moje szaro-niebieskie oczy lubią najbardziej piękne miedzie i brązy, które podkreślają tęczówkę oka. Paletka Sweet Peach wydaje mi się bardziej wiosenno-letnia niż całoroczna. Najbardziej uniwersalna wydaje mi się zaś klasyczna czekolada, mleczna posiada już cieplejsze odcienie które nie każdemu się spodobają, zaś Sweet Peach jest typowo brzoskwiniowo-różowa. Brzoskwiniowa wydaje mi się również najmniej uniwersalna, wszystko niby tu jest ale nie wiem czy dałoby radę wyczarować klasyczne smokey.

Gdybym miała zrezygnować z dwóch i wybrać tylko jedną paletkę była by to Chocolate Bar, ale na szczęście nie muszę i mogę cieszyć się wszystkimi trzema. 
Porównując te paletki z Urban Decay Naked (jeśli jesteście ciekawe takie porównania to piszcie postaram się je zrobić) muszę powiedzieć że czekoladki wygrywają. 
Nie pozbyłabym się ich za żadne skarby nie żałuje też ich zakupu. A Wy znacie i lubicie czekoladki? 

środa, 15 lutego 2017

Jakie romanse lubię

Zdaje sobie sprawę, że walentynki były wczoraj, ale ponieważ jesteśmy w "oktawie" tego święta pozwolę sobie na nieco prywatne wynurzenia. Mianowicie jakie romanse lubię.

Zacznę od klasyki. Od romansu, który na stałe wpisał się w kanon gatunku. od romansu, który oglądałam jedząc zupę po powrocie z lekcji w szkole podstawowej. Od romansu, który miałam nagrany na kasetę VHS i katowałam go dzielnie codziennie. Serrio. A mowa o 
Przeminęło z wiatrem
Film katowałam tak długo i namiętnie, że znam teksty bohaterów i tak używam ich nawet w życiu codziennym ("Prawdziwa dama powinna jeść jak ptaszek, a Ty u Wilkesów chcesz się napchać jak prosię"). Później przeczytałam książkę, przez później rozumiem ósmą klasę podstawówki :)
Mamy tu kanon romansu. Czyli ich dwóch ona jedna, brunet i blondyn. Rozlazły spokojny, blondyn i ognisty brunet. I tak już zostało prawie wszędzie. Wszyscy piękni itd. Kanon romansu kocha jednego on jej nie chce chodź ją kocha, kocha ją inny bogaty i zadziorny i ją chce ona chce jego kasy a na koniec okazuje się, że go kocha. Wszystko okraszone wyidealizowaną wizją niewolniczego południa. 
Kolejny romans to też klasyka 
Duma i uprzedzenie serial BBC

I tylko i wyłącznie ten serial ze względu na przystojnego Colina Firtha. Tu mamy bogatego, który jak się zakochuje to zrobi dla ukochanej wszystko. Okraszone to XIX wiecznymi strojami i sztywną etykietą. 

Powiem Wam teraz zaskakującą rzecz i to tyle. Czytałam, oglądałam inne romanse, ale wszystko już było: Bridget Jones lubię ale to to samo. Zawadiaka vs stateczny adwokat; Saga Zmierzch - stateczny wampir vs żywiołowy wilkołak; Gray - bogaty co zrobi wszystko. Jednym słowem: było, było i tak było. Nie da się chyba nic odkrywczego wymyślić w dziedzinie romansu.  Dlatego lubię filmy bollywood nie udają nic innego jak to czym są. Głownie to romanse oparte na tych samych schematach co wspomniane wyżej. 
A jak jest z Wami lubicie romanse? Jeśli tak to które? 


niedziela, 12 lutego 2017

Sweet peach od Too Faced warta tych pieniędzy??

Na to postawione pytanie postaramy sobie odpowiedzieć w dzisiejszym poście. 
Jeśli przez ostatni okres nie mieszkałyście pod kamieniem ani nie spędziłyście paru miesięcy w głuszy na pewno już widziałyście tą paletkę oraz słyszałyście różne opinie na jej temat. Jeśli jednak to zdanie dotyczy właśnie Was to zacznę swoją historię od początku.
Jakiś czas temu ukazała się limitowana paletka Too Faced ale cieszyła się taką popularnością że doczekałyśmy się całej kolekcji "Sweet Peach". 

Paletka już tradycyjnie dla firmy Too Faced zamknięta jest w przepięknym metalowym opakowaniu z magnetycznym zamknięciem. Sama paletka tłoczona jest w małe brzoskwinki co na tym prześlicznym efekcie ombre wygląda przesłodko. 

Tak jak w przypadku czekoladowych paletek producent obiecuje Nam, że paletka pachnie brzoskwinią w tym przypadku oczywiście nie czekoladą :P I faktycznie cienie pachną przepięknie taką cukrową brzoskwinią a'la mamba. 
Wielkością i grubością paleta jest taka sama jak Chocolate Bar. 


Wewnątrz znajdziemy 18 cieni, które mają nawiązywać kolorystycznie do brzoskwini.



Przejdźmy do odcieni:
1. White Peach - satynowy odcień kości słoniowej;
2. Luscious- połyskliwy odcień miedzi;
3. Just Peachy- metaliczny, przepiękny duochrom, różowo-brzoskwiniowo-złoty;
4. Bless Her Heart - ciemno seledywnowy metaliczny odcień;
5. Tempting - ciemno zielony, że prawie czarnynie jest zupełnie matowy taka trochę satyna;
6. Charmed, I'm sure - nie jest to cień metaliczny raczej satynowy, ciepły brąz;
7. Nectar -  zółto złoty perłowy odcień;
8. Cobbler - ciepło-rudy brąz;
9. Candied Peach - różowy doceń z drobinkami, na zdjęciu wyszedł dość pomarańczowo;






10. Bellini- kolejny przepiękny duochrom, złoto- różówy;
11. Peach Pit- ciepły ciemny brąz;
12. Delectable- ciepły brązo-fiolet;
13. Peaches'n'Cream- matowy odcień kości słoniowej ciemniejszy od White Peach
14. Georgia- matowy ciepły odcień;
15. Carmelized- ciepły ciemny miedziany brąz;
16. Puree - ciepły brąz, matowy;
17. Summer Yum- ciemny czerwonawy brąz, matowy;
18. Talk Derby To Me- ciemno fioletowy odcień, mat z drobinkami.




Cienie rozcierają się cudownie, pachną obłędnie i sam wygląd sprawia że podnosi Nam się estetyka użytkowania. Paletka w sam raz na wiosnę i lato ale nawet teraz zimą używam jej codziennie. Dl;a lubiących ciepłe odcienie. Można używać jej samodzielnie mamy tu wszystko cień do rozświetlenia, transferowy, do podkreślenia załamania. Cienie zarówno do makijażu dziennego jak i wieczorowego. Jestem z tej palety bardzo zadowolona i nie ukrywam, ze jest dla mnie lepiej skomponowana niż np. Naked 3. Cena jest spora 189 zł, ale dostałam ją w prezencie i nie żałuje. Bardziej żałuje tych 200 zł wydanych na Naked 3 i kolejnych na Naked 1.
Znacie tą paletkę? Jesteście ciekawe porównania całej moje 3 paletek z Too Faced? 

niedziela, 5 lutego 2017

Azjatycka baza pod makijaż, która działa cuda? Peripera Blur Pang Peach


Bazy pod makijaż używam od kilkunastu już lat, czasami codziennie czasami od wielkiego dzwonu. Kiedyś skupiłam się jedynie na tych silikonowych, ale one nie zawsze mi służą dlatego postanowiłam przerzucić się na inny typ bazy. Kiedy byłam w Korei Korea w 8 dni nadarzyła się wspaniała okazja aby sprawdzić jakąś bazę pod makijaż. Padło dość losowo na Periperę. 

Baza ta jak większość koreańskich kosmetyków, ma nie tylko przedłużać trwałość makijażu, ale i przynosić konkretne benefity Naszej skórze. Co zawiera owa baza? Jeszcze się zdziwicie. 

Siarę z Nowej Zelandii. Tak, tak siarę nie siarkę. Jest to w uproszczeniu mówiąc takie pierwsze mleko. W porównaniu do mleka właściwego, siara jest bogata w białka, zawiera dużo witaminy A, sodu i chlorków. Ma to nadać Naszej skórze miękkość, witalność i chronić ją przed negatywnymi wpływami środowiska. 

Kozie mleko z wyspy Jeju. Odżywcze działanie dla Naszej skóry. 

VITA COMPLEX10: kompleks 10 witamin B5, B7 tym, B9, C, E, A, B1, B2, B3 i B4 dla zdrowej i bardziej promiennej skóry.

Są dostępne trzy wersje: Peach Milk Blur, Pure Milk Blur i Banana Milk Blur. 
Idąc za życiowym doświadczeniem chciałam wsiąść tą, której najmniej zostało. Otóż bananowej nie było ani jednej sztuki zaś brzoskwiniowa była ostatnia i dlatego ją wzięłam. Wersja brzoskwiniowa przeznaczona jest do szarej i zmęczonej cery. Ma wyrównać koloryt a jej systematyczne użytkowanie ma zwiększyć witalność mojej skóry. 

Baza ma lekką konsystencję, różowawy kolor i wspaniały brzoskwiniowy zapach. Przedłuża trwałość podkładu, daje efekt tak popularnego ostatnio miękkiego rozmycia. Po prostu to jedna z moich ukochanych baz i nie wiem czym ja ją zastąpię. 

Jeśli będziecie miały okazję ją kupić to śmiało. To jedna z lepszych baz jakie miałam. Jej cena to ok 40 zł na eBayu. Szkoda, że jest tak słabo dostępna oraz że z kosmetyków do makijażu w Polsce jedynie kremy BB i CC są jakoś dostępne. 

niedziela, 22 stycznia 2017

Dobre i tanie - Isana Young

Z tą nie drogą Rossmannowską marką poznałam się przez przypadek. Otóż wszystkie moje kosmetyki zostały w kosmetyczce na stole a ja radośnie wyruszyłam na podbój Berlina. Ceny w euro co tu kupić by używać i się nie spłukać? Spróbowałam tego i tak już zostało. Chcecie zobaczyć co mogę polecić z tej marki? Jeśli tak to zapraszam. 

Isana Young, Active Clear krem do mycia przeciw wypryskom - cena to 7,49 zł a pojemność 150 ml. Jest to żel do mycia twarzy, który po raz pierwszy kupiłam w Berlinie i powiem Wam, że ten Niemiecki był dla mnie za mocny. Moja skóra była po nim tak oczyszczona z sebum, że aż bolało. W przypadku tego kupionego w Naszym rodzinnym Rossmannie nic takiego mnie nie spotkało. Skóra jest ładnie oczyszczona. Obecnie stosuje tzw "double cleansing" w mopjej wersji czyli najpierw oczyszczam twarz tym żelem a następnie innym. Jestem z niego zadowolona i wrócę po niego zapewne. 

Isana Young, Active Clear, serum przeciw wypryskom do skóry tłustej i zanieczyszczonej- cena to 11,99 zł a pojemność 30 ml. "Serum pielęgnuje skórę i stanowi natychmiastową pomoc w zwalczaniu powstających na niej uciążliwych zanieczyszczeń. Specjalnie opracowane serum z kwasem owocowym i kwasem salicylowym przeciwdziała rozmnażaniu się bakterii powodujących wypryski i zapobiega powstawaniu nowych zanieczyszczeń skóry. Ponadto nawilża skórę.Serum:• zawiera kwas owocowy i kwas salicylowy• zwalcza wypryski i zaskórniki• poprawia strukturę skóry." ( źródło) Serum nakładam codziennie rano i pomaga ograniczyć wyskakiwanie nowych niedoskonałości nie przesuszając przy tym skóry. Sięgnę po kolejne opakowanie kiedy to się skończy.

Isana Young, S.O.S. Clear, plasterki przeciw wypryskom, do skóry tłustej i zanieczyszczonej- cena to 8,69 zł za 36 sztuk. Zawierają kwas salicylowy, ekstrakt z rumianku i pestek winogron. Czasami kiedy siedzę w domu i mam dzień bez makijażu naklejam je na cały dzień na poszczególne wypryski, są przezroczyste.

Isana Young, S.O.S. Clear, żel przeciw wypryskom, skóra tłusta i zanieczyszczona- cena to 8,39 zł, pojemność 15 ml. Produkt, który jest w moim odczuciu genialny, wysusza wypryski zapobiega powstawaniu nowych, nie wysusza skóry po prostu cudo. Dla mnie mogliby robić go w większym opakowaniu ponieważ kiedy jest naprawdę źle mam nim wysmarowaną prawie całą twarz na noc. Wracam do niego cały czas a w zasadzie cały czas mam kolejne opakowania bez żadnej przerwy. 

Isana Young, perfekcyjnie maskujący krem- cena to 8,99 zł. Jakiś czas temu Hania ze znanego kanału YT polecała jakiś korektor chyba Synergen, który również jest Rosmannową marką tu jednak mamy zestaw małych to małych antybakteryjnych kamuflaży i szczerze mówiąc lepiej się dopasują do mojej skóry niż w/w synergen. Nie wiem czy do nich wrócę, bo jeszcze nawet nie dobrnęłam do połowy opakowania ;) za tą cenę rewelacyjne. 

Znacie te produkty? A może macie jakieś inne Rossmannowskie marki, które możecie polecić. 

sobota, 14 stycznia 2017

Ulubieńcy 2016 r

Poprzedni rok był dla mnie prywatnie straszny. Zaczął się okropnie, a jeszcze gorzej się skończył. Niemniej jednak jak kijowo by nie było używałam czegoś przez te ostatnie 12 miesięcy i niektóre rzeczy nawet przypadły mi do gustu. 


Po zdjęciu widać, że nie są to jakieś zastraszające ilości niemniej jednak troszkę tego jest. 

Zaczniemy od Pielęgnacji

Isana Young żel punktowy na niedoskonałości, nie wiem które to moje opakowanie a już czekają na mnie kolejne opakowania. Mogłabym kupić cysterne tego specyfiku. Niby jest do punktowego stosowania, ale moje policzki zawsze są tym całe wysmarowane. Kocham ten produkt na mojej tłustej skórze nie wysusza zbyt mocno dlatego mogę stosować prawie na całą twarz. Leczy, osusza niedoskonałości i zapobiega powstawaniu nowych. Jest przy tym bardzo przyjazny cenowo. Mój HIT!!Powiem Wam, że razem z innymi produktami znajdzie się w kolejnym poście ;)


Banila.Co Clean it Zero Purity ten produkt zdeklasował wszelkie olejki do demakijażu. Oczyszczał dokładnie wszystko, wodoodporne czy też nie. Nie wysuszał przy tym, nie zapychał i nie zostawiał tłustej warstwy. Pokochałam go i chciałabym jeszcze. Tęsknie za tym uczuciem oczyszczonej skóry. 

Ten ubiegły rok jak już wspomniałam był kijowy. Jednak używałam w czasie jego trwania wiele rożnych zapachów żeli antybakteryjnych i powiem, że żele z Bath&Body Works nie mają sobie równych. Zapach alkoholu jest zamaskowany. A wybór zapachów mamy ogromny, kolekcje stałe i okazjonalne. Uwielbiam te żele i zawsze są ze mną w torebce w aucie i poupychane w innych miejscach ;) 

Zapachy


Ponieważ nie jest to kategoria pielęgnacja ani kolorówka. W 2016 r oku najczęściej pachniałam Lancome La Nuit Trésor. Jest to słodki zapach, bardzo kobiecy i subtelny. Kilka osób pytało mnie czym pachnę a jedna pod moim wpływam zakupiła te konkretnie perfumy. Według definicji są to orientalno - waniliowe perfumy.Nutami głowy są gruszka, bergamotka i tangeryna; nutami serca są kwiat wanilii, czarna róża, marakuja i truskawka; nutami bazy są paczula, papirus, kadzidło, liczi, pralina, wanilia, karmel, kawa, kumaryna i lukrecja. Dla mnie uwodzicielskie i kobiece. 

Kolorówka
zaczniemy od bazy pod cienie w 2016 roku spodobała mi się ta z Benefitu Stay don't stray i mimo, że mam małą próbeczkę jeszcze się nie skończyła. Robi to co baza powinna robić, sprawia, że cienie się dłużej trzymają, podbija pigmentacje, cienie się przemieszczają a koloryt powieki jest przy tym wyrównany. Bardzo ją lubię. 

Cienie to oczywiście uniwersalna czekoladka od Too Faced.


Chocolate Bar posiada wszystko a nawet więcej czego oczekuje od cieni. Zapach ma przy tym obłędny. Dobór kolorów, pigmentacja, rozcieranie cieni po prostu moja ukochana paleta, którą czasem wspomagam innymi ;) Kocham tą paletkę i nie żałuje ani złotówki wydaje w Sephorze. 

Jeśli jesteśmy przy cieniach to moje serce zdobyły te z Colour Pop.

Cienie ColourPop czyli Magia w słoiczku

Magiczne cienie od ColourPop

Te cienie naprawdę są magiczne. Efekt jaki dają no po prostu milion dolarów.

Jeśli chodzi o rzęsy w tym roku odkryłam inny tusz, który podbił moje serce do tej pory był to Lancome Grandiose jednak jego miejsce zajął jego brat z tej samej firmy a mowa  o Hypnôse Volume-à-porter. Ten tusz tak jak Clinique High Impact Curling Mascara zmywa się jedynie ciepłą wodą dzieki czemu nie straszne mu łzawiące oczy, deszcz, śnieg, upał i woda. Testowałam go i powiem, że nie ma efektu woow jak w przypadku Grandiose ale ten tusz wytrzyma wiele, a oprócz tego można go używać do "impregnowania" innych tuszy. 


Moim ulubionym rozświetlaczem niezmiennie jest Mary-Lou od The Balm. Mam wiele rozświetlaczy a ich przeglą i porównanie można było zobaczyć w serii Władca Rozświetlenia.

Władca Rozświetlenia cz. 1 Drużyna rozświetlenia

Władca Rozświetlenia cz. 2 Dwie Boginie

Władca Rozświetlenia cz. 3 Powrót Blasku


Jednak Maryśka jest tylko jedna i starczy mi chyba do końca moich makijażowych dni. Tak samo jak kolejny produkt. 

MAC pigment Naked, uniwersalny kolor bez którego pewno bym żyła ale skoro już go mam. W makijażu dziennym do pracy warto mieć jeden taki cień. Nakładamy go na całą powiekę, załamanie zaznaczmy jakimś cieniem tuszujemy rzęsy i gotowe. 

MAC Naked hit czy kit?

W poszukiwaniu odpowiednika MACa - Pigmenty z kolorówka.com

Kolejny produkt niestety mi do końca mojego makijażowego życia nie starczył a mowa o moim ukochanym, pierwszym i na razie jedynym zdenkowanym różu. Znowu mowa o MAC Prolongwear Blush w odcieniu ALL Day. Jest to jeden z bardziej uniwersalnych i codzinnych odcieni jaki miałam.