poniedziałek, 5 lutego 2018

Dobre seriale Historyczne

Szumny serial TVP "Korona Królów" zainspirował mnie do zastanowienia się nad serialami historycznymi, które mogę z czystym sumieniem polecić. Oto i one:

1. Biała królowa
<źródło>
Serial oparty na książkach Philippy Gregory z serii Wojna Dwóch Róż: "Biała królowa", "Czerwona królowa", "Córka Twórcy Królów".  Rzecz dzieje się w XV wiecznej Anglii i opowiada historię trzech kobiet Elżbiety Woodville, Małgorzaty Beaufort (matki Henryka VII, babki najbardziej znanego króla Anglii- Henryka VIII) oraz Anny Neville. Serial trzyma w napięciu, piękna sceneria, piękne stroje. Przyjemnie się ogląda, oczywiście tak jak w książkach zachowano odrobinę magii. 

2.Biała Księżniczka
 
<źródło>
Akcja jest kontynuacją Białej Królowej i oparta jest na książce Philippy Gregory pod tym samym tytułem. Wydarzenia rozgrywają się po zwycięskiej dla Henryka VII bitwie pod  Bosworth. Tym razem bohaterką jest córka Eliżbiety Woodville, matka Henryka VIII - Elżbieta York. Tak samo jak w przypadku Białej Królowej ciekawa akcja, piękne stroje. Serial można oglądać bez obejrzenia Białej Królowej, po prostu nie będziemy znać tła niektórych konfliktów, ale zawsze można skorzystać z wikipedii. 

Seriale oglądałam po zapoznaniu się z książkami Philippy Gregory, książki polecam jednak ich ekranizacja jest na prawdę bardzo dobra i powiem, że z chęcią zobaczyłabym kolejne.  

Oba seriale zrealizowane są dobrze, kostiumy, dialogi, kreacje aktorskie nie mam nic do zarzucenia. Oprócz tego zaciekawiły mnie ona na tyle, że zasięgnęłam szerszej wiedzy na temat wojny Dwóch Róż.

piątek, 19 stycznia 2018

Popularne kolory Golden Rose 10, Bell Berlin, Wet'n'Wild Nudie Patootie


W 2017 r kolory, które były inspirowane latami 90' w stylu "trupie" cieszyły się popularnością na tyle dużą, że i u mnie można znaleźć 3 tego typu odzienie. O jakich kolorach mowa oczywiście o kultowym odcieniu 10 od Golden Rose, który bardzo długo był wyprzedany wszędzie jeden z bardziej pożądanych odcieni. Dziś pora zapoznać się z jego braćmi czyli Berlin od Bell i Nudie Patootie od Wet'n'Wild.

Wszystkie trzy szminki są:
* matowe
* płynne
* posiadają klasyczne plastikowe opakowanie
* posiadają gąbkowy aplikator, jednak w każdym przypadku aplikator jest inny.
Od prawej: Wet'n'Wild, Bell, Golden Rose
Aplikator w pomadce Wet'n'Wild jest wyprofilowany z dziubkiem, ma jakby załamania w środkowej części.

Aplikator Golden Rose jest spłaszczony, gdyby to była lekcja biologii powiedziałabym "spłaszczony grzbieto-brzusznie".

Aplikator Bell jest zaś klasycznym aplikatorem jaki posiadają błyszczyki lub korektory.

Kolory tych pomadek są zupełnie inne mimo, że utrzymane w podobnym "klimacie".

Golden Rose 10 jest zdecydowanie najbardziej "trupia". jest najbardziej szaro-sina.
Bell Berlin ma w sobie więcej brudnego, chłodnego rózu.
Wet'n'Wild Nudie Patootie jest zaś jasno brązowa z domieszką szarości.

od góry: Golden rose 010, Bell Berlin, Wet'n'Wild Nudie Patoodie



Lubię takie szminki, ale trzeba dobierać do nich makijaż nie są to bowiem kolory uniwersalne.

Wszystkie zastygają na mat. Wszystkie są trwałe. Wszystkie wysuszają usta przy czym najbardziej Golden Rose najmniej zaś Bell.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Realizacja postanowień Noworocznych

Przed przystąpieniem do postanowień noworocznych wersja 2018, postanowiłam zasięgnąć do postanowień noworocznych 2017 r. Na szczęście spisałam je na kartce oraz zrobiłam im zdjęcie, które było chyba na Instagramie lub FB mojego bloga.

Jakie to były postanowienia?

1. Kupić podkład wtedy kiedy zużyje to co mam. - przez pierwsze pól roku szło mi nieźle, ale potem się złamałam. A jak już raz złamiesz postanowienie to następnie łamiesz je jeszcze bardziej. Tutaj realizacje oceniłabym na 40%, ale będę się trzymać zrealizowano lub nie. Niestety w tym wypadku nie zrealizowałam. 
2. Kupić puder kiedy zużyje to co mam. - zupełnie jak w postanowieniu nr 1. Niestety nie zrealizowałam.
3. Regularnie używać maseczek do twarzy. - tutaj już jest lepiej. Zdecydowanie częściej używałam maseczek niż w roku 2016 r. Można też powiedzieć, że regularnie. Ten cel został zrealizowany. 
4. Zapuścić włosy. - realizacja w 100%, zapuszczałam włosy dzielnie, nie obcinając i pielęgnując regularnie. 
5. Nie farbować włosów - również realizacja w 100%

Postanowienia na 2017 r zrealizowałam w 60% uważam, że jak na początek jakichkolwiek postanowień to całkiem nieźle. 
A jak Wam poszła realizacja postanowień w 2017 roku? 

piątek, 5 stycznia 2018

28 dni z joga twarzy - podsumowanie

3 grudnia 2017 r rozpoczęłam swoja przygodę z jogą twarzy oraz z masażem twarzy.

Wyzwanie 28 dni z jogą, ale twarzy

Od tego czasu minął już miesiąc w czasie którego praktykowałam masaż twarzy dwa razy dziennie oraz jogę twarzy minimum raz dziennie, ale stosowałam ją częściej. Oglądając tyle pozytywnych opinii, czytając jakie to będzie dobre dla mojej twarzy. efekt powinien wprawić mnie w osłupienie i powinnam jak zauroczona patrzeć się w swe odmienione ujędrnione, uniesiona oblicze. 

Moje obserwacje

Po miesiącu intensywnego masowania się, nie zauważyłam powalającego efektu. Owszem skóra jest bardziej nawilżona, napięta i wygląda jakby lepiej, ale raczej jest to zasługa produktów których używałam do masowania czyli oleju z róży i żelu aloesowego. Kurze łapki, kaniony łez czy bruzdy nosowo-wargowe nie uległy zmniejszeniu. 
Jedno co muszę przyznać, to relax. Taki masaż nawet wykonywany samodzielnie jest niesamowicie relaksujący, jest dość prosty można łatwo zapamiętać co po czym. Zamierzam kontynuować swoją przygodę z masażem twarzy, ale juz nie tak katorżniczo codziennie dwa razy dziennie. 

środa, 3 stycznia 2018

Styczeń miesiącem bez makijażu


Zwykle noszę makijaż w te dni kiedy chodzą do pracy, "bo to bo tamto i owamto". Jednak zdecydowałam się, że jeden miesiąc będę chodziła bez makijażu.Zobaczę czy cokolwiek się zmieni in plus czy in minus, albo nic :)

Zasady, tak mimo, że brak makijażu jakieś zasady muszą być:
* brak podkładu
* brak różu
* brak brązera
* brak rozświetlacza
* brak cieni do powiek
* brak tuszu do rzęs

Nie zamierzam korzystać, ale zostawię sobie możliwość:
* transparetnego pudru Jadwiga, ponieważ krem ochronny na zimę Emolium strasznie się błyszczy,  a nie wiem jaka będzie temperatura w styczniu. Jest to jedynie ewentualność.
* Jako ewentualność zostawiam sobie korektor gdyby moją cerę dopadła jakaś czarna rozpacz pryszczowa.

Trzymajcie za mnie kciuki :) 

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Trendy, które powinny odejść w 2018 roku

Wczoraj przywitaliśmy Nowy Rok - 2018. Ponieważ trwa on zaledwie paręnaście godzin pozostaje nadzieja, że ten młodziutki rok sprawi, że niektóre trendy odejdą w zapomnienie. 
Zabieram was w subiektywną podróż po trendach, które w moim odczuciu powinny zniknąć w 2018 roku. Oczywiście jeśli któryś z wymienionych przeze mnie trendów jest waszym ulubionym szanuję to, każdy ma prawo do własnego zdania. 

Uroda
1. Brwi. Mam na myśli nie brwi jako takie, bo te z zasady pasują każdemu człowiekowi, a insta- YT brwi. Wyrysowane, przerysowane. Mam na myśli takie brwi, które może z oddali 5 km, czy na filmie, zdjęciu wyglądają naturalnie, ale na żywo... no niezbyt
<źródło>
Tak samo jak możecie łatwo zauważyć narysowane kredką, pomadą czymkolwiek wąsy i brodę szczerze można zauważyć narysowane brwi. W sklepie z pieczywem jest dziewczyna, która podąża za tym trendem i szczerze wstydzę się z nią rozmawiać ponieważ jej brwi są "hipnotajzing" i mam wrażenie, że rozmawiam z nimi. Nie mogę oderwać od nich oczu. 

2. Doczepiane rzęsy. W proporcjach 1:1, 1:500000 czy 1: do pierdyliarda lub na odwrót. Czyli włochata i gęsta gąsienica na górnej linii rzęs zaś na dole łyse nie umalowane tuszem słabe włoski. szczerze nie wygląda to najlepiej. 

3. YT, Insta Glam na co dzień. Czyli chodzenie na co dzień w makijażu scenicznym: podkład full coverage (coś w typie Huda Beauty lub Dermacol) + mocno kryjący korektor + konturowane na mokro + baking + konturowanie na sucho + rozświetlacz wszędzie itd. Czyli chodzenie na co dzień w 10 warstwach produktu jedna na drugą. Na zdjęciach czy filmikach wygląda to pięknie gładka skóra itd., itp, ale na żywo TO Widać.

Lifestyle
1. Jedzenie w słoiku. Może to ładnie wygląda na zdjęciu, ale jest bardzo nie praktyczne, nie mówiąc że słoiki lubią pękać jak się wleje gorącą zupę. Nie widzę sensu tego trendu, co będzie dalej jedzenie w butelce po mleku? 

2. Sernik bez sera, schabowy bez mięsa. Spoko rozumiem, że są ludzie nie jedzący sera, mięsa czy to z przyczyn zdrowia czy wyboru. Nic mi to tego i nie to mi przeszkadza. Po prostu nazewnictwo jedzenia mi się nie podoba. Zwłaszcza jak ugotowałam eko, zdrowy sernik takiego obrzydlistwa nie jadłam od dawna. Nazywanie tego sernikiem w przepisie sprawiło, że uwierzyłam że będzie smaczne, nie było. To coś jak wyrób czekoladopodobny. Niby czekolada, ale nie... 


Chciałabym życzyć wam szczęśliwego Nowego Roku. Aby 2018 rok był lepszy niż ten który odszedł wczoraj. Z chęcią dowiedziałabym się co waszym zdaniem powinno odejść wraz z 2017 rokiem? 

piątek, 22 grudnia 2017

Makeup Revolution Chocolate Elixir


Dziś w przedświątecznej atmosferze chciałam podzielić się z Wami moją świeżą opinią na temat palety Makeup Revolution Chcolate Elixir. Jest to moja druga paletka od tej firmy pierwszą jest

Tak jak Rose Gold była "inspirowana" paletką Hudy, tak Elixir jest "inspirowany" Modern Renaissance od Anastasia Beverly Hills. Czy ta paletka jest w ogóle zbliżona do swej inspiracji niestety Wam nie powiem.

 Opakowanie i wykonanie
  Paletka Elixir jest w wykonaniu bardzo podobna do Rose Gold. jest to również rozpuszczona tabliczka czekolady oblana metalem w kolorze różowego złota, z tą różnica że złoto pokrywające paletkę Elixir jest mniej błyszczące a bardziej matowe.
Wewnątrz znajduje się duże i dobre lustro.
Tak jak w przypadku Rose Gold opakowanie jest plastikowe z metalową częścią. W dotyku czuć, że jest to tani plastik nie zaś jakiś ekskluzywny materiał. Cena tej paletki to 39,90 zł więc nie ma co oczekiwać wykonania opakowania na miarę droższych firm.



Cienie

Tak samo jak w przypadku poprzedniej czekoladki oraz tradycyjnie dla czekoladek MUR (oraz w oryginalnych czekoladkach z Too Faced) w paletce znajduje się 16 cieni 2 większe po 2,44 g oraz 14 mniejszych po 1,22 g.


Zanim przejdziemy do kolorów w paletce chciałam zwrócić Waszą uwagę na miejsce produkcji tej paletki PRC czyli Chiny. Mówiąc szczerze trochę zwątpiłam kiedy zobaczyłam tą informację. Niby produkt sprzedawany pod marką brytyjską, ale pochodzi z chin. Mam mieszane uczucia.
Jeśli chodzi o skład jest taki sam jak Rose Gold czyli talk i parabeny.
Jeśli chodzi o zapach to on koło czekolady nawet nie stał. Nie jest to również zapach kakao. Zapach to dla mnie mieszanina plastiku i kokosa. 



Pierwszy rząd od góry: 


Coconut jasny biały cień matowy;
Icing jasny żółtawy odcień matowy;
Creme brule perłowy jasny beżowy cień;
Candy szary ciepły odcień, matowy;
Buble-gum matowy czerwony cień.

Drugi rząd


Sweet satynowy, ciepły ciemny brąz;
Latte mattowy kolor, podobny do jednego z kolorów które posiadałam w podstawówce w farbach plakatowych roboczo nazywany przeze mnie "sraczkowym";
Chestnut ciepły matowy brąz;
Carrot Cake ciepły rdzawy, matowy cień;
Hot tea kolejny podobny do Latte. Czyli mówiąc już ładniej Siena naturalna.
Sugar perłowy żółtawy, beżowy cień.

Trzeci rząd


Red Velvet ciepły czerwony brąz, mat;
Pumpkin pomarańczowo-rudy matowy cień;
Roasted szary matowy;
Pink Icing czerwony, matowy;
Vanilla perłowy biały.

Moja opinia

Podobnie jak w Rose Gold tak i w tej palecie, jeden cień wychodzi po ok. 2,50 zł i ta cena jest sprawiedliwa. Cienie matowe się sypią, są suche nie jest to jednak kredowa suchość, da się nimi pracować i budować kolor ale jedynie do pewnego momentu. 
Cienie perłowe przywodzą na myśl lata 80', nie są tak mokre jak metaliki z Rose Gold, nie są również jakoś rewelacyjnie napigmentowane, ale za 2,50 nie oczekujmy cudu. 
Cienie czerwone barwią skórę co jest popularne i normalne w tej gamie odcieni, ze względu na półprodukty używane do otrzymania czerwieni. 
Cienie o żółtawej-beżowej tonacji są słabiej napigmentowane co również jest dość specyficzne dla tej gamy kolorów, co również spowodowane jest tym, że żółte barwniki mają większe cząsteczki. 
Paletka wizualnie jest przepiękna, podobna do Rose Gold Chocolate jednak ma parę różnic. Jeśli byłybyście ciekawe jakich z chęcią przygotuję kolejne czekoladowe posty. 
Całość utrzymana jest w ciepłej tonacji, jednak przeważają tutaj maty, których pigmentacja jest dość dobra. W porównaniu z Rose Gold już na pierwszy rzut oka wypada bardziej blado i powiedzmy sobie szczerze monotonnie, a na ręku niektóre kolory wypadają po prostu brzydko i nie chodzi mi o pigmentację a powiedzmy szczerze o odcienie a'a siena naturalna. 

Cena 39,90 zł nie jest ceną wygórowaną jednak wydaje mi się, że więcej płacimy za ładne opakowanie niż za same cienie. Produkcja takiego opakowania musi trochę kosztować, a skoro opłaci się sprzedać je za 39.90 oznacza to, że coś innego jest tanie jak barszcz w produkcji. Żadna firma nie jest instytucją charytatywną która za pół darmo sprzedaje Nam produkt i jest to deal Naszego życia. Nie nie jest, ale o tym może więcej w poście porównującej obie paletki do siebie.