sobota, 14 stycznia 2017

Ulubieńcy 2016 r

Poprzedni rok był dla mnie prywatnie straszny. Zaczął się okropnie, a jeszcze gorzej się skończył. Niemniej jednak jak kijowo by nie było używałam czegoś przez te ostatnie 12 miesięcy i niektóre rzeczy nawet przypadły mi do gustu. 


Po zdjęciu widać, że nie są to jakieś zastraszające ilości niemniej jednak troszkę tego jest. 

Zaczniemy od Pielęgnacji

Isana Young żel punktowy na niedoskonałości, nie wiem które to moje opakowanie a już czekają na mnie kolejne opakowania. Mogłabym kupić cysterne tego specyfiku. Niby jest do punktowego stosowania, ale moje policzki zawsze są tym całe wysmarowane. Kocham ten produkt na mojej tłustej skórze nie wysusza zbyt mocno dlatego mogę stosować prawie na całą twarz. Leczy, osusza niedoskonałości i zapobiega powstawaniu nowych. Jest przy tym bardzo przyjazny cenowo. Mój HIT!!Powiem Wam, że razem z innymi produktami znajdzie się w kolejnym poście ;)


Banila.Co Clean it Zero Purity ten produkt zdeklasował wszelkie olejki do demakijażu. Oczyszczał dokładnie wszystko, wodoodporne czy też nie. Nie wysuszał przy tym, nie zapychał i nie zostawiał tłustej warstwy. Pokochałam go i chciałabym jeszcze. Tęsknie za tym uczuciem oczyszczonej skóry. 

Ten ubiegły rok jak już wspomniałam był kijowy. Jednak używałam w czasie jego trwania wiele rożnych zapachów żeli antybakteryjnych i powiem, że żele z Bath&Body Works nie mają sobie równych. Zapach alkoholu jest zamaskowany. A wybór zapachów mamy ogromny, kolekcje stałe i okazjonalne. Uwielbiam te żele i zawsze są ze mną w torebce w aucie i poupychane w innych miejscach ;) 

Zapachy


Ponieważ nie jest to kategoria pielęgnacja ani kolorówka. W 2016 r oku najczęściej pachniałam Lancome La Nuit Trésor. Jest to słodki zapach, bardzo kobiecy i subtelny. Kilka osób pytało mnie czym pachnę a jedna pod moim wpływam zakupiła te konkretnie perfumy. Według definicji są to orientalno - waniliowe perfumy.Nutami głowy są gruszka, bergamotka i tangeryna; nutami serca są kwiat wanilii, czarna róża, marakuja i truskawka; nutami bazy są paczula, papirus, kadzidło, liczi, pralina, wanilia, karmel, kawa, kumaryna i lukrecja. Dla mnie uwodzicielskie i kobiece. 

Kolorówka
zaczniemy od bazy pod cienie w 2016 roku spodobała mi się ta z Benefitu Stay don't stray i mimo, że mam małą próbeczkę jeszcze się nie skończyła. Robi to co baza powinna robić, sprawia, że cienie się dłużej trzymają, podbija pigmentacje, cienie się przemieszczają a koloryt powieki jest przy tym wyrównany. Bardzo ją lubię. 

Cienie to oczywiście uniwersalna czekoladka od Too Faced.


Chocolate Bar posiada wszystko a nawet więcej czego oczekuje od cieni. Zapach ma przy tym obłędny. Dobór kolorów, pigmentacja, rozcieranie cieni po prostu moja ukochana paleta, którą czasem wspomagam innymi ;) Kocham tą paletkę i nie żałuje ani złotówki wydaje w Sephorze. 

Jeśli jesteśmy przy cieniach to moje serce zdobyły te z Colour Pop.

Cienie ColourPop czyli Magia w słoiczku

Magiczne cienie od ColourPop

Te cienie naprawdę są magiczne. Efekt jaki dają no po prostu milion dolarów.

Jeśli chodzi o rzęsy w tym roku odkryłam inny tusz, który podbił moje serce do tej pory był to Lancome Grandiose jednak jego miejsce zajął jego brat z tej samej firmy a mowa  o Hypnôse Volume-à-porter. Ten tusz tak jak Clinique High Impact Curling Mascara zmywa się jedynie ciepłą wodą dzieki czemu nie straszne mu łzawiące oczy, deszcz, śnieg, upał i woda. Testowałam go i powiem, że nie ma efektu woow jak w przypadku Grandiose ale ten tusz wytrzyma wiele, a oprócz tego można go używać do "impregnowania" innych tuszy. 


Moim ulubionym rozświetlaczem niezmiennie jest Mary-Lou od The Balm. Mam wiele rozświetlaczy a ich przeglą i porównanie można było zobaczyć w serii Władca Rozświetlenia.

Władca Rozświetlenia cz. 1 Drużyna rozświetlenia

Władca Rozświetlenia cz. 2 Dwie Boginie

Władca Rozświetlenia cz. 3 Powrót Blasku


Jednak Maryśka jest tylko jedna i starczy mi chyba do końca moich makijażowych dni. Tak samo jak kolejny produkt. 

MAC pigment Naked, uniwersalny kolor bez którego pewno bym żyła ale skoro już go mam. W makijażu dziennym do pracy warto mieć jeden taki cień. Nakładamy go na całą powiekę, załamanie zaznaczmy jakimś cieniem tuszujemy rzęsy i gotowe. 

MAC Naked hit czy kit?

W poszukiwaniu odpowiednika MACa - Pigmenty z kolorówka.com

Kolejny produkt niestety mi do końca mojego makijażowego życia nie starczył a mowa o moim ukochanym, pierwszym i na razie jedynym zdenkowanym różu. Znowu mowa o MAC Prolongwear Blush w odcieniu ALL Day. Jest to jeden z bardziej uniwersalnych i codzinnych odcieni jaki miałam.

wtorek, 3 stycznia 2017

GlamCHEEK czyli róże z Glam-shopu



Swoje relacje z produktami od jutuberki, którą lubię i cenię mam raczej mieszane. poprzez zupełny niewypał w postaci pędzli 

"Pędzle szczotki" OV 1 i OV 2 z Glam-Shop

Aż do mieszanych uczuć związanych z cieniami, które osobno są ładne ale użyte w jednym makijażu zlewają się w jedną masę, przy czym są słabo napigmentowane.


Mimo wszystko skusiłam się na trzy róże. Jakie mam o nich zdanie o tym dowiecie się za chwilkę na razie omówmy same róże. Wszystkie mają gramaturę 9 gram, i są wkładami do paletki. Zupełnie jak róże Inglot z sytemu Freedom tylko te od Inglota mają pojemność 6 gram oraz prostokątny kształt przez co łatwiej je zmieścić w paletce. po prostu wejdzie ich więcej. 
Róże z Glam- Shopu nie posiadają w swoim składzie żadnych mas odzwierzęcych co akurat poczytuję na plus, produkty te też nie są testowane na zwierzętach za co kolejny plus się należy. Cena to 25 zł co jak za tak dużą pojemność wydaje się ok. 

Szarak

Na stronie Glam-Shop.pl możemy o nim przeczytać: "Matowy, chłodny róż o miękkim wykończeniu w odcieniu brudnego, zimnego, beżu z dodatkiem szarości i różu." Zaintrygował mnie jego opis, ponieważ ja osobiście lubię róże z odcieniami szarości. 

Goły Biszkopt

"Matowy, neutralny róż o miękkim wykończeniu w odcieniu beżu z odrobiną brzoskwini". Skusiłam się na niego ponieważ Hania w swoim filmiku promującym kolekcje róży wspomniała, że będzie świetny do konturowania dla osób o jasnej karnacji. Troszkę się zdziwiłam jak go zobaczyłam. Jest pomarańczowy do konturowania się nie nada. 

Ostatni wzięłam jakoś tak na doczepkę po zobaczeniu zdjęć na stronie sklepu.

Calineczka
"
Matowy, róż o miękkim wykończeniu w odcieniu słodkiego, cukierkowego różu.". Już wiem, że jest dla mnie troszkę za różowy i podkreśla moje niedoskonałości cery. 

Jeśli chodzi o zestawienie kolorów na ręku, prezentują się tak:





Jeśli mowa o konturowaniu to już zaczął się 3 rok od ką używam w tym celu Inglot HD 505

Mój bronzer 2014 roku: Inglot HD 505 oraz moje nietrafione bronzery

Jeśli zaś mowa o tym Gołym Biszkopcie to w zestawieniu z Inglotem wypada na zdecydowanie bardziej brzoskwiniowy przez co dla mnie nie nadaje się do konturowania. Do ocieplania twarz może i tak, ale ja tego nie robię, bo się nie opalam a takie sztuczne zbrązowienie sobie krańców twarzy mnie nie kręci. 


Moja opinia
Róże mają średnią pigmentację co jednak w przypadku róży nie szkodzi. Lepiej nałożyć coś drugi raz i mieć efekt niż zrobić sobie palmę koloru. Ładnie się utrzymują na twarzy, moim różem codziennym stał się Szarak i jak na razie odkąd go kupiłam nie użyłam innego. Całkiem spora gramatura tych róży z przystępną ceną przemawia na plus, ale kształt wielkiego koła jest nieporęczny. Oprócz tego róże mają jedną wadę strasznie się pylą przez co dużo produktu po prostu Nam ulatuje, ale przy tej gramaturze to im wybaczam jednak musiałam wspomnieć. Jak dotąd róże GlamCHEEK to mój najlepszy zakup z glam-shopu jestem z nich o wiele bardziej zadowolona niż z cieni. Brawo Haniu! 

Skusicie się na te róże? Ja powiem Wam, że pewnie jeszcze na jakiś kolor się skuszę ;) 

środa, 28 grudnia 2016

Makijaż w odcieniu żurawiny

Zimowy makijaż zwykle kojarzy mi się ze złotem i miękkim brązem. Teraz jednak postawiłam na piękny jesienno-zimowy kolor żurawiny. 
Do makijażu użyłam: 
Twarz
Podkład Estee Lauder Double Wear, akurat testowałam próbkę dlatego kolor jest za ciemny,
Seria podkładowa. Estee Lauder Double Wear
Puder ze złotem z Biochemii Urody,
Róż Inglot 100,
Korektor Maybelline Fit me 020, Maybelline dream lumi touch.

Oczy:
Bohater dzisiejszego makijażu to pigment z kolorówka.com w odcieniu Cranberry
 Pigmenty z kolorówki goszczą u mnie od dawna, są wspaniałą alternatywą dla droższych marek.

Tanie duochromy alternatywa dla Makeup Geek.

Tanie złote pigmenty mineralne z Kolorówki.com

Czarna kredka MaxFactor, 
 Eyeliner Pierre Rene Hi Tech eyeliner i w tym miejscu wypowiem się na jego temat. To on spowodował taki a nie inny wygląd kreski na oku. Produkt, który z czystym sumieniem zasłużył na to by znaleźć się w koszu na śmieci. Po prostu masakryczny.
Usta
Na ustach Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick w odcieniu 10

 A tak prezentuje się makijaż.



sobota, 24 grudnia 2016

Ulubieńcy grudnia

W zeszłym miejscu rozpoczęłam cykl ulubieńców miesiąca i postaram się wytrwać w jego kontynuowaniu. Nadszedł czas na ulubieńców miesiąca grudnia 2016 r.  Chciałam się wyrobić z tym postem przed świętami, ale wyszło jak wyszło może w oczekiwaniu na wigilię lekko umilę Wam czas.



Pielęgnacja

Alantan dermoline i tutaj moje serce podbiły dwa kremy: Krem ochronny półtłusty z witaminami A + E wspaniały krem ochronny na zimę. Nie zapycha, a skóra po nim jest miękka i nawilżona. Nie lubię kremów półtłustych, bo nie jest w stanie utrzymać się na nich makijaż a twarz świeci się po nich jak psu mordka, ale na szczęście z tym kremem tak nie jest. twarz jest nawilżona, nie ma uczucia tłustości, a sam krem wchłania się absolutnie nie zostawiając tłustej warstwy. Drugi krem z rodziny dermoline to krem głęboko nawilżający używam tego kremu na noc. Moja skóra jest zmęczona i przesuszona kuracją anty trądzikową, którą jej funduje dlatego potrzebuje dogłębnego nawilżenia. Ten krem jest super, nawilża, ukoi moją skórę przez noc, nie zapycha nie zaognia zmian trądzikowych. Po prostu miodzio :) 

Kolejnym moim ulubieńcem jest znowuż tłusty krem tym razem pod oczy.  Ava - Mustela Tłusty krem pod oczy. Miesiąc grudzień nie był dla mnie do tej pory łaskawy co odbiło się na stanie mojej skóry pod oczami. podrażniona, sucha i bolesna. Ten krem bardzo szybko wyprowadził moją skórę do porządku. Załagodził, nawilżył, natłuścił wrażliwą okolicę pod oczami. używałam go jedynie na noc a ostatnio również na dzień kiedy używam mocno kryjącego i obciążającego tę strefę korektora. Po prostu bajka i pewnie doczeka się oddzielnej recenzji. 

Ten miesiąc również intensywnie wymógł na mnie używanie żelu dezynfekującego do rąk i tutaj niezawodne są małe podróżne żele z Bath and Body Works. Małe poręczne opakowania, piękne długo utrzymujące się zapachy a w niektórych nawet uroczy brokacik. 

Mróz przesusza moje ręce i tutaj sprawdza się Hemp Cream z The Body Shop krem ma specyficzny zapach (mi się podoba) i na prawdę nawilża i doprowadza do ładu zniszczone dłonie. 

Kolejnym produktem, który nie znalazł się na zdjęciu jest Kaminomoto wspominałam o nim już na blogu Przyspieszenie wzrostu włosów: Kaminomoto i inne metody.


Wspaniale odbija włosy od nasady, ułatwia ich układanie i przede wszystkim przyspiesza ich porost oraz pobudza cebulki do produkcji baby hair. 

Kolorówka

 Tutaj mamy parę zestawów zacznijmy od bazy pod makijaż.

AA Anti-Rednes jest to zielona baza redukująca zaczerwienienia. Nie jest to baza silikonowa, nie jest tłusta, nie zapycha spełnia swoje zadanie. 
Peripera Blur Pang Peach kosmetyk który przywiozłam z mojej podróży do Seulu. Kosmetyk wspaniale spisuje się jako baza pod makijaż dając efekt "soft blur", wyrównuje koloryt cery, przedłuża trwałość makijażu. Nie zapycha, nie podrażnia, pięknie pachnie. Zasłużył sobie na odrębną recenzje. 
Podkłady to Ingrid IdealLUMI 200 Light Ivory podkład rozświetlający o wspaniałym kryciu. Dość gęsty, utrzymuje się na bazie cały dzień, jasny kolor odrobinę oksyduje. Oraz niezawodny Revlon Colorstay 150 Buff, chyba wszystko zostało o nim powiedziane na innych blogach. Wspaniale kryje, utrzymuje się cały dzień, mnie nie zapycha. 

Pudry to Bell Look Now! HD powder czyli transparetny puder mocno matujący i utrwalający wszystko oraz L'oreal True Match to już bardziej kryjący puder, który matuje i utrzymuje makijaż cały dzień

Znacie i lubicie któryś z tych kosmetyków? 
 
W tym miejscu chciałabym życzyć Wam wszystkim zdrowych, wesołych i spokojnych świąt. 


Do życzeń nieśmiało dołącza się mój kotek Maniek. Pozdrawiamy i trzymajcie się ciepło!

 

niedziela, 18 grudnia 2016

Każdy ma Instagrama mam i ja

Nadeszła ta wiekopomna chwila kiedy zdecydowałam się wpaść do świata Instagrama i powiem Wam, że lekko mnie wciągnęło. 
Nie jestem jakimś specjalistą od kodów HTML i innych trików, które sprawiają, że blog może być "na wypasie" trudno... dlatego tak siermiężnie zapraszam Was na mojego Instagrama tak ot tradycyjnie linkiem:

Ponad Billion sprzedanych egzemplarzy. Najpopularniejsza maseczka świata?


 Maseczki w płachcie mimo, że obecne na rynku polskim od lat dopiero ostatnio dzięki pewnej książce zyskały popularność. Wiele firm azjatyckich dzięki temu pojawiło się na Naszym rynku za co jestem niezmiernie wdzięczna losowi. Zauważyłam na własnym przykładzie, że te maski w płachcie dają niesamowity efekt:

Wiatr, śnieg, ogrzewanie a skóra chce pić. Nawilżająca maska w płachcie od banila co.


Jest mnóstwo bardzo popularnych i tanich azjatyckich mark, które nie są dostępne w Polsce, a szkoda. Dziś na tapetę weźmiemy jedną z bardziej popularnych maseczek w płachcie. Producent na opakowaniu krzyczy, że sprzedał ponad billion egzemplarzy. ponad billion użytkowników nie może się mylić prawda? Zobaczymy, zapraszam.

Mowa o nawilżającej maseczce z Sexy Look gdzie właściwie producentem jest firma o dość długiej nazwie, ale wszędzie spotykałam się jedynie z nazwą Sexy Look.
Opakowanie zawiera dwie maseczki, jedną na twarz drugą pod oczy. Nie da nałożyć się ich na raz, nie ma tyle miejsca na twarzy.
Już samo opakowanie oprócz krzyczenia, że producent sprzedał produkt w ponad billionie egzemplarzy kusi do kupna. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię bardzo taką azjatycką stylistykę rodem z anime i mangi. Prawo Sexy Look. Już za samo opakowanie mnie masz.

Maseczka jest oczywiście w płachcie, i to w czarnej płachcie wykonanej z bardzo dobrego materiału. Maseczka jest bardzo dobrze nasączona i w mojej opinii dobrze przylega do twarzy.

Na opakowaniu znajduje się informacja, że maseczka jest nawilżająca. Zawiera kwas hialuronowy oraz mikro kwas hialuronowy (?), czarne diamenty (acha), ekstrakt z drożdży i glicoproteiny. Maseczka ma nawilżać, zmniejszać widoczność porów, rozjaśniać Naszą skórę.

Jaka jest moja opinia? 

Maseczka jest cudowna! Robi dokładnie to co obiecał producent. Skóra była nawilżona, ładnie napięta (nie mam na myśli ściągnięcia a jędrność), rozświetlona dzięki czemu moje permanentne uczucie zmęczenia w ostatnim czasie zostało zamaskowane. Po prostu cudo. Z chęcią używałabym jej regularnie przez dłuższy czas zdecydowanie na to zasługuje i rozumiem skąd jej popularność.

Jesteście ciekawe jak wypadła druga część maseczki czyli maseczka pod oczy? O tym już nie długo ;)

piątek, 16 grudnia 2016

Makijaż cieniami Glam shadows

Znana i myślę, że lubiana urodowa "jutuberka" wyszła ze swoimi cieniami i rozświetlaczami jakiś czas temu i chwała jej za to. Obecnie pojawiła się już trzecia kolekcja cieni i róże do policzków, czekam na dostawę i na pewno podziele się z Wami moją opinią.

Swoje cienie Glam Shadows pokazywałam już na blogu

CIENIE GLAM SHADOWS z Glam- Shop

Dziś chciałam pokazać makijaż nimi wykonany oraz podzielić się z Wami moją opinią na ich temat. 

Na początek kosmetyki których użyłam.

Twarz:
Zielona baza pod makijaż AA,
podkład Catrice HD Liquid Coverage Fundation 020,
puder to Odrobina luksusu. Meteoryty Gurlain
róż Inglot 100,
Korektory: Kiko Dark Circle Toner Earese, Eveline Arts Scenic, Maybelline dream lumi touch

Oczy:
Baza to MAC paintpot Painterly, 
mySecret cielisty cień, 
paletka Avon Mocha Latte,
Czarna kredka MaxFactor,
oraz bohaterowie tego wpisu czyli cienie Glam Shadows dwa z serii II i jeden z I. A są to Holo (powieka ruchoma), Patyna (zewnętrzny kącik oka) i Chiński Jedwab (załamanie powieki).

Szminka to Golden Rose Velvet Matt 22.




Moja opinia

Moja uwaga do tych cieni jest taka, że zmieszane dają na oku efekt jakbym użyła jednego cienia. Moja wina zamówiłam zbyt podobne odzienie, ale w sumie każdy z nich miał być inny Holo fioletowy, Patyna brązowo-zielona a Chiński Jedwab złoto fioletowy. W opakowaniu wyglądają przecież inaczej.

Drugi zarzut mam taki, że te cienie najlepiej wyglądają na czarnej kredce wtarte palcem. Najlepiej wetrzeć ich większą ilość. Ja wiem, że może komuś zależy na super budowaniu koloru, ale są jakieś granice.I mi rano nie chce się machać pędzlem przez 10 minut aby zbudować kolor, zależy mi na odcieniach które same lub w połączeniu z innym kolorem robią cały makijaż.

Mam do nich mieszane uczucia, niby kusi mnie jeszcze kilka kolorów, ale zniechęca mnie fakt ich aplikacji i efektu na oku. Szanuję pracę Hani i podziwiam ją za jej własną linię kosmetyków kolorowych, ale efekty są jakie są na moim oku.

Jednocześnie każdy z tych cieni wygląda dobrze solo. Jest to  dla mnie taki cień leniwy, czyli rano do pracy pac pac na czarną kredkę i gotowe jest efekt, ale żeby zrobić nimi jakieś przenikanie się kolorów to już nie.

Na czarnej kredce prezentują się tak jak widać, różnica jest znikoma.

Od góry Holo, Patyna, Chiński Jedwab.

Nie wiem, pewno ze względu na swoją sympatię i podziw do twórczyni pewnie na coś się skuszę. Co miało miejsce chodźby teraz kiedy kupoiłam jeden cień z kolekcji trzeciej oraz róże do policzków. 

A Wy znacie te cienie? Lubicie? Może macie jakiś inny sposób aplikacji aby wyciągnąć z tych cieni jeszcze więcej? Albo polecicie jakieś kolory, które są czadowe?

niedziela, 11 grudnia 2016

Ulubieńcy Listopada

Wiem, że mamy już połowę grudnia, ale to jest pierwszy post o ulubieńcach w historii mojego bloga. Niestety miesiąc listopad i grudzień w życiu realnym okazały się kijowe przez co mniej mnie na blogu i w internetach. Niemniej jednak postanowiłam pokazać Wam ulubieńców listopada tak więc zaczynajmy. 

Pielęgnacja 


Bath and Body Works to jedna z moich ulubionych firm jeśli chodzi o żele pod prysznic i balsamy oraz małe żele do dezynfekcji rąk. W minionym miesiącu używałam namiętnie 
Jingle All The Way żel pachnie mrożonymi Klementynkami, jabłkami, Waniliaą jest to piękny zimowy świąteczny zapach dość słodki który długo utrzymuje się na Naszej skórze po kąpieli oraz w łazience ;) 
Kolejny ulubieniec z tej firmy to balsam do ciała z masłem shea i karite o zapachu Snowkissed sugar to również słodki zapach cukru, wanilii i kokosa. Szybko się wchłania co dla mnie jest dużym plusem, zapach długo się utrzymuje na skórze, dobrze nawilża. Skład prezentuje się tak:


Kolejni dwa ulubieńcy z pielęgnacji to demakijaż marki Rossmann.

Rival de Loop płyn do demakijażu oczu z olejkiem - dla każdego rodzaju skóry. Podróżna wielkość i o dziwo działanie, które mnie zaskoczyło. Mój podróżny makijaż oczu zostawał zmyty bez najmniejszego problemu.  Skłąd

 Rival de Loop- bezolejowy lotion do demakijażu. Kolejny podróżny kosmetyk, który zaskoczył mnie swoim działaniem. Makijaż twarzy zmywał bez problemu. Nie zapychał, nie podrażniał. Skład

Kolorówka


Zacznijmy od podkładu Giorgio Armani Lasting Silk UV Foundation. Jest to podkład o dość rzadkiej konsystencji, ale czego można oczekiwać po podkładzie na bazie wody. Producent gwarantuje Nam 14 godzinną trwałość i faktycznie podkład jest trwały o wykończeniu satynowo-matowym. Posiada filtr UV SPF20. Zawiera nawilżający skwalen. 
Posiadam odcień 02 i w końcu jest to odcień odpowiednio jasny dla mnie, nie ciemnieje jest dość lekki ale nawet dla mnie ma wystarczające krycie. Stał się moim ulubieńcem w Listopadzie. 
Po podkładzie przyszedł czas na puder tym razem po drogim kosmetyku czas na tani i drogeryjny All about matt! od Essence. Trwały, transparentny puder, łatwo dostępny i tani. 

Skład 

Czas na róż a tutaj na tytuł ulubieńca zasłużył sobie tylko jeden i jest to róż z MACa jest ze mną od dość dawna, w zasadzie jest to pierwszy róż który zdenkowałam. Używałam go codziennie również w listopadzie. MAC Pro Longwear Blush w odcieniu All day

 Wszystko w tym różu mnie uwiodło, trwałość, konsystencja, pigmentacja, kolor i wykończenie. 

Ulubieńcy listopada zakończą się na wielofunkcyjnej palecie z Avon Mocha Latte. Mimo, że nie jestem jakąś specjalną fanką marki Avon muszę przyznać, że paleta została doskonale skomponowana jako paleta dzienna, ale i podróżna ponieważ jest wielofunkcyjna. Co prawda wyczarowanie nią makijażu wieczorowego będzie Nas kosztowało troszkę więcej czasu ale za to makijaż dzienny czy to satynow- matowy czy też błyszczący mamy z głowy. Jest coś jeszcze co sprawiło, że ta paletka znalazła się tutaj. Na mojej jasnej cerze spisała się idealnie jako paleta do konturowania i to sprawiło, że zyskała w moich oczach drugie życie. Dwoma matowymi brązami wspaniale wykonturujemy twarz, powiem Wam, że sama jestem w szoku, ale ponieważ nie wzięłam ze sobą nic do konturowani a a wiadomo Potrzeba matką wynalazków sięgnęłam po tą paletę i va va vuuum m byłam w szoku.