niedziela, 13 września 2015

Długie jesienne wieczory jak sobie z nimi radzić? cz 1 lektury

"Winter is coming", ale zanim to nastąpi przed Nami jesień. jesień bywa łądna co pokazała wake up- make up! w swoim poście <KLIK>. Złota polska jesień przyjemna część roku i jakże poetycka jednak dni słoneczne są jedynie preludium do prawdziwej jesieni czyli zimnej, deszczowej ciemnicy, gdzie piękne złote i czerwone liście zmieniają się w brązową maź...Jak sobie wtedy radzić z długimi wieczorami? Oto kilka moich rad.

Ciekawa lektura


 Słowo ciekawa jest kluczowe gdyż dla każdego co innego. Wiele razy słyszałam kręcenie nosem i dziwne miny na to, że czytam np fantastykę. Tak głównie czytam fantastykę i kryminały, akurat te style literackie działają na mnie najbardziej relaksująco. Każdy czyta co lubi dla jednego będą to romanse dla innego traktaty filozoficzne najważniejsze, że czyta. Nie osądzajmy czyiś gustów w doborze lektur ;)
 Skoro o kryminałach mowa z czystym sercem mogę polecić te:


Scott Turdow "Uznany za niewinnego" znacie film z Harrisonem Fordem o tym samym tytule? Jeśli nie koniecznie się zapoznajcie, ale po przeczytaniu książki. Znany i odnoszący sukcesy w pracy prokurator  Rusty Sabich wplątuje się w romans z koleżanką z pracy. Kłopoty zaczynają się kiedy po zerwaniu kobieta zostaje znaleziona martwa. Co z tym wszystkim miał wspólnego dobrze zapowiadający się prokurator jaka będzie linia obrony kiedy dowody zdają się niepodważalne. Historia trzyma w napięciu od początku do końca. 
Scott Turdow "Niewinny"  Po dwudziestu latach były oskarżony Rusty Sabich oraz oskarżający go prokurator Tony Molto  spotykają się ponownie po tajemniczej śmierci żony Rustego. Trzymająca w napięciu powieść sensacyjna polecam. 
Kathy Reichs "Diabelskie Kości" Jeśli ktoś lubi serial Bones wie na pewno, że książki Reichs stały się pierwowzorem dla popularnego serialu. Ze wszystkich książek tej autorki jakie miałam okazje przeczytać właśnie diabelskie kości zapamiętałam najbardziej. Mamy tu historie kryminalną, dla której tłem są obrzędy religijne wudu oraz inne mniej znane. Książka mnie wciągnęła a ten etnograficzny rys w histori sprawił, że stała się ona moją ulubioną książką tej autorki. \

Opowieści z nutką grozy: 

H. P. Lovecraft "Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści" myślę, że większość jeśli nie zna tego autora to przynajmniej o Nim słyszała, jeśli nie o nim to może chociaż o Cthulu? Ta książka to zbiór 15 opowiadań grozy lub makabresek. Opowiadania są wciągające i mogą przyprawić o lekki dreszczyk. 
Anna Kańtoch "Tajemnica Diabelskiego Kręgu" czasy PRL jednak nie takiego jaki znamy. W tamtych czasach na ziemię przybyły anioły. Nie każdy może zostać wybrany przez anioła aby spędzić wakacje w odludnym klasztorze. Książka mimo rysu fantazy niesie ze sobą pewną dawkę grozy, co się stanie z dziećmi? Czemu wszyscy się dziwnie zachowują? Książka buduje bardzo udanie atmosferę grozy i napięcie.
Stefan Darda "Dom na wyrębach" pisałam o tej książce TUTAJ jest to kolejna książka polskiego autora, która zaskoczyła mnie pozytywnie. Bardzo umiejętnie buduje niepokój, bazując na polskich strachach nie zaś na amerykańskim zombie ;) 

Jeśli ktoś nie przepada za baniem się, albo za rozwiązywaniem morderstw, lubi się zrelaksować a nie przeszkadza mu duża doza fantastyki powinien sięgnąć po serię o Żelaznym druidzie Kevina Heatne'a w tej serii ukazało się 7 książek. W każdej z nich znajdziemy historię Atticussa druida starszego niż chrześcijaństwo a mimo to stąpającego po świcie w XXI wieku naszej ery. Autor z dowcipem i humorem zabierze nas w podróż po mitologi Greckiej, Rzymskiej, Nordyckiej praz Celtyckiej. Książki są lekkie i przyjemne w czytaniu, a kolejne kłopoty sympatycznego druida potrafią wciągnąć. 

Jeśli ktoś interesuje się historią powinien sięgnąć po:


Richard Phillips Feynman "Pan raczy żartować, panie Feynman!". Przypadki ciekawego człowieka" Richard P. Feynman jeden z głównych twórców elektrodynamiki kwantowej i laureat nagrody Nobla w dziedzinie fizyki. Brzmi poważnie. Fizyk opowiada o swoim barwnym życiu, o budowie bomby atomowej, o wizytach w barach ze stripteasem oraz o wielu innych sprawach. Jesli ktoś myśli, że życie naukowca ogranicza się do psucia sobie oczu w książkach, lub siedzeniem i rozmyślaniem na pewno się zaskoczy. 
Jerzy S. Łątka "Tajemnice haremów" książką zyskała popularność dopiero teraz kiedy to serial "Wspaniałe stulecie" święci tryumfy w TVP. Z książki dowiemy się jak wyglądało życie w osmańskich haremach, jak "powstawali" eunuchowie? Czy życie było faktycznie tak bajkowe jak we wspomnianym wyżej serialu?

A Wy po jakie lektury sięgacie w jesienne wieczory: powieści grozy, kryminały, fantastykę, romans? może możecie coś polecić? trzymajcie się ciepło w te coraz chłodniejsze wieczory.

sobota, 12 września 2015

Tanie i dobre kremy do walki z trądzikiem.


W to lato do pewnego momentu moja zmieniona pielęgnacja twarzy wystarczała (pisałam kiedyś o niej TUTAJ) jednak kiedy nadeszły upały 40 C przestała. Na policzkach, linii żuchwy wyskoczyły mi bolesne gule :( Czasy młodości mam za sobą, ale uznałam że żartów nie ma dlatego swe kroki za radą wake up- make up! skierowałam do Natury po te dwa niepozorne kremiki. Nie przedłużając zacznijmy.

Ziaja nuno krem antybakteryjny 

U producenta wyczytamy: 
"Menu nuno:
- Ac.Net – inhibitor 5 a-reduktazy 
- Kwas salicylowy w nano-sferach 
- Alga Nori 
- Wit. C, E, D-panthenol 

Nuno przeciw pryszczom:
- Zmniejsza wydzielanie sebum, ogranicza rozwój bakterii oraz zapobiega zmianom grudkowo-krostkowym.
- Delikatnie złuszcza martwe komórki naskórka, oczyszcza pory i zapobiega tworzeniu się zaskórników.
- Łagodzi podrażnienia oraz intensywnie nawilża skórę.
- Nie zatyka porów. 

Efekt nuno:
normalizacja pracy gruczołów łojowych, redukcja zmian trądzikowych" http://www.ziaja-sklep.pl/index.php?p100,krem-antybakteryjny-nuno


Krem zamknięty jest w opakowaniu z higienicznym otworem co jednocześnie utrudni Nam zużycie do do końca. Krem jest dość delikatny jednak przyspiesza gojenie zmian trądzikowych, nie powoduje wysypu kolejnych, nie wysusza i nie śmierdzi. Szybko się wchłania i nadaje się pod makijaż.  Używam go i na dzień i na noc gdyż wysyp jaki miałam był "fenomenalny" obwiniam za niego zarówno pogodę, moją tarczycę jak i odejście od zdrowszej diety :( 
Stosowałam kremy z La Roche-Posay, które są dużo droższe od tego z Ziaji i miały gorsze efekty. Cena coś około 10 zł za ten kremik jest niesamowita, jednak za pewne jest też jego wadą wszak droższe kremy działają lepiej czyż nie? Otóż Nie na mnie ten tani kremik Ziaji dał popis swoich możliwości i myślę, że zawsze będzie u mnie gdzieś pod ręką a tymczasem udaje się po kolejne opakowanie ;) 

Barwa, Barwa Siarkowa, Krem długotrwale nawilżający

Na stronie wizaż.pl przeczytamy, o tym kremiku: "Specjalnie dobrana receptura sprawia, iż krem działa dwufazowo. Zwiększa poziom nawilżenia bezpośrednio po aplikacji aż 0 103%, natomiast w wyniku długotrwałego stosowania podnosi nawilżenie o 28%. Dodatkowo zmniejsza przetłuszczanie się skóry, nie zatyka porów oraz przyspiesza regenerację podrażnionej skóry. Nadaje jednolity, matowy i zdrowy koloryt skóry i sprawia, że jest wygładzona, jędrna i elastyczna."


Krem zamknięty jest w niebieskim szklanym słoiczku i wygląda lepiej niż ten z Ziaji. Niestety opakowanie to otwierane jest tradycyjnie gdzie w większości wydobywa się krem palcem nie zaś szpatułką, domyślam się, że znaczna większość tak robi ze mną na czele. Dzięki czemu dostarczamy do kremu dużo innych nie potrzebnych rzeczy. 
Krem kosztuje około 17 zł czy nawilżył to nie wiem, nie zauważyłam jakiegoś mega nawilżenia. Nie odczułam, że jest bardziej nawilżający od Ziaji. Na pewno krem mnie nie wysuszył, nie podrażnił ani nie zapchał. Niestety nie odczułam aby ograniczał powstawania nowych wyprysków w stopniu w jakim zauważyłam to u Ziaji. Myślę, że jak już wyjdę na prostą to pewnie będę go stosować pod krem zimowy. 

Z tej dwójki zdecydowanie Ziaja nuno wygrywa, ale krem Barwy nie okazał się rażącą porażką ot dobry krem jednak w moim odczuciu trochę gorszy od Ziaji. 

piątek, 11 września 2015

Jesień 2015 r Moje inspiracje

Przegląd trendów na nadchodzący sezon pokazałam w TYM poście.
Ponieważ trendy mnie nie powaliły phi..

W sklepach królują ubrania rodem z lat 70' (koszmar) postanowiłam zrobić na użytek bloga taki oto przegląd tego co ja oczekuje po jesieni ;)

A oczekuje przydymionych makijaży, brązów, czerwieni,  śliwki i wszystkiego innego co z jesienią się kojarzy ;)
bardzo podoba mi się makijaż Hyuny z jej nowego teledysku. lubię wyraźne oko ten rockowy styl.






Ten makijaż pochodzi z piosenki Hyuna

Kolejnym makijażem jest makijaż z innego teledysku już w typowo jesiennych klimatach.







Oprócz tego na ten sezon bardzo inspirujące (prawie jak zawse) okazało się D&G





Oraz sam typ urody Evy Green kojarzy mi się z jesienną melancholią.




czwartek, 10 września 2015

Sprzedaż katalogowa kosmetyków: Avon, Oriflame, Mary Kay. Co ja o tym myślę?

Dziś przyszła pora na kolejny pogadankowy post, a pogadanka będzie o wysyłkowych markach takich jak Avon, Oriflame i Mary Kay. Myślę, że większość z Nas miała do czynienia przynajmniej z dwoma pierwszymi markami. Pamiętam jak byłam w szkole katalogi obydwu firm często przewijały się przez moje ręce. Z marką Mary Kay miałam do czynienia już jako 28 letnia kobieta o wyrobionym podejściu do życia i świata kosmetyków.


Jak działają te marki?

Wszystkie w/w marki w czasach przed internetem działały w myśl pewnego ekskluzywnego klubu do którego aby się dostać trzeba było mieć "znajomości" w tym wypadku jakąś konsultantkę z katalogiem. Jest to tzw marketing wielopoziomowym (w czym mogę się mylić zarówno moje życie prywatne jak i zawodowe nie jest związane z marketingiem). Niezależnie czy jest to Avon założony w 1886 roku (nie spodziewałam się, że jest tak stary), szwedzki Oriflame założony 1967 roku (najmłodszy)  czy Mary Kay założona w 1962 roku. Z tych trzech najbardziej znanych marek jako "ekskluzywna" pragnie być postrzegana ostatnia przeze mnie wymieniona czyli Mary Kay, oczywiście chodzi mi o opinie jaką stara sobie marka wyrobić (wyrobiła) na Polskim rynku. Dla mnie nie ma różnicy czy produkt mogę zamówić z katalogu, który wezmę do domu czy muszę porozmawiać z Panią konsultantką, która mi "profesjonalnie" doradzi (o moim spotkaniu z konsultantką Mary Kay w dalszej części posta). Nie ma co ukrywać żadna z tych marek to nie "Wersal" i do wysoko półkowych i ekskluzywnych to im daleko. 

 AVON

Ponieważ mieszkam nieopodal fabryki Avonu na Europę Wschodnią powiem, że do niektórych produktów mam bardzo negatywny stosunek do innych już tylko sceptyczny, nie ma za to żadnego produktu, który podbił by moje serce w ostatnich latach. Lat młodości nie liczę gdyż wtedy często używałam perfum Avonu, dziś mnie mdli na samą myśl :P
Mam dwie paletki tej firmy i mimo, że nie są to moje ulubione produkty do oczu nie są najgorsze, są dobrze napigmentowane, a z ich rozcieraniem również nie ma problemu. Wiem, że u wake up- make up! znalazły się one w ulubieńcach wszechczasów  KLIK.
Pielęgnacji Avonu nie uznaję w cale, mam na myśli zarówno kremy do twarzy, pod oczy, szampony,  peelingi, maseczki, balsami itd. 
Sceptyczny stosunek mam do kredek do oczu, niektóre są dobre inne zaś są do bani. 
Co do szminek każdy kolor który kupiłam był do chrzanu, a niektóre podrażniały mi usta :(
Teraz odkąd Avon ma własny kanał na YT w którym zatrudnił znane "jutuberki" myślę, że sprzedaż mu podskoczyła ;) Zdaje sobie sprawę, że gdyby mi Avon płacił zachwalałabym nawet jego kremy i zapachy (o których pisałam, że nie lubię) dla tego jestem bardzo powściągliwa w zakupach z tej firmy. Oczywiście nie zrozumcie mnie źle sama oglądam ten kanał i go bardzo lubię ze względu na wspaniałe dziewczyny. Zdaje sobie sprawę, że kanał nie tyle jest sponsorowany co należący do tej firmy i nie oczekuje po nim niczego innego.
Kiedy chce znaleźć coś na blogach o konkretnych kosmetykach z Avonu (wczoraj np. sprawdzałam kolorówkę) nie jest to w cale łatwe, a zdawanie się tylko na kanał który jest reklamą Avonu nie wydaje mi się najlepszym pomysłem. 
Moje zdanie wynika z tego, że wiele razy kupiłam z katalogu Avonu coś co okazało się klapą totalną. Nie lubię również tego, że przy sprzedaży katalogowej nie zobaczymy produktu i nie "pomacamy" go, przez co kolor może być źle dobrany lub konsystencja Nam nie pasować. Niby jest sklep Avonu w Warszawie w Złotych Tarasach, ponieważ za marką nie przepadam to nie wchodzę ;) 

ORIFLAME

Ta szwedzka marka opiera się również na sprzedaży katalogowej a ponieważ do jej fabryki mam daleko i nie znam nikogo kto by tam pracował jej kosmetyki nie są mi tak straszne. Miałam kilka kremów z Oriflamu, bardzo długo lubiłam krem pod oczy tej marki a ich dwustronny korektor jest moim ulubieńcem wszechczasów przedstawię go bliżej kiedy tylko wezmę się za napisanie posta. Tak jak w przypadku Avonu tak i tu nie przepadam za balsamami i żelami pod prysznic oraz perfumami. Cienie z tej firmy również miałam i większych uwag wnieść o nich nie mogę. Ot całkiem dobre cienie. 
Ponieważ lubię błyszczące rzeczy bardzo lubiłam błyszczyk zawierający shimmer z Oriflamu. Powiem, że jeszcze wczoraj mnie kusiło by go zamówić ale koszyczek z kosmetykami do ust powiedział mi, że nie ma miejsca :(   Szminki z shimmerem również były bardzo migoczące, może jeszcze kiedyś kupię. Statystycznie odkąd skończyłam liceum częściej zamawiałam z katalogu Oriflamu niż Avonu. Co prawda firma nie ma tak nachalnego marketingu jednak w moim odczuciu jest lepsza od poprzedniczki.Tak jak w przypadku Avonu i tu sprzedaż przez katalog może Nas nie miło zaskoczyć.

Co mnie w ostatnich latach doprowadza do szału to mydło i powidło jakie znajduje się w katalogach. Możemy kupić "eleganckie" kolczyki (czy tylko dla mnie eleganckie oznacza coś więcej niż trzy szkiełka przyczepione do długiego bigla?), koc, pościel, szklanki, widelce i pewnie nie długo papier toaletowy o właściwościach przeciwstarzeniowych. To jest ta cześć katalogów która doprowadza mnie do rozpaczy.

 MARY KAY

Last but not least czyli na deser zostawiłam sobie firmę Mary Kay. Firma weszła na rynek Polski stosunkowo nie dawno, jest najdroższa z firm katalogowych dlatego pragnie jawić się jako najbardziej ekskluzywna i nie dla każdego. Jakiś czas temu zgarnęła blogerki do współpracy i recenzują one jej kosmetyki dzięki czemu możemy się dowiedzieć, że są one genialne i warte każdej złotówki. Oczywiście nic w tym złego po to jest firma aby przyciągać klienta ;) Sama byłam na spotkaniu z konsultantką tej firmy. Najpierw Pani bardzo profesjonalnie zadzwoniła i zapytała mnie o moją cerę, problemy ze skórą. Rozmowa była bardzo miła i dopięłyśmy Nasze spotkanie na ostatni guzik.
Spotkanie odbywało się w pokoju SPA w jednym z salonów kosmetycznych w moim mieście. Na początku kawka herbatka i opowiadanie o pierdołach. Potem każdy miał powiedzieć coś o swojej cerze oraz co na niej w chwili obecnej ma. Kiedy wymieniłam Pani moje bolączki powiedziała, ze nie widać w sumie to miło, że "szpachla" działa, kiedy przeszłam do tego co mam na twarzy pani bardzo się zdziwiła a ja razem z Nią każda jednak z innego powodu. Ona tym co na twarzy miałam czyli krem BB oraz krem ze śluzem ślimaka ja zaś tym, że Pani która jest "przeszkoloną" profesjonalna konsultantką dość drogiej firmy dziwi się tym że istnieje krem ze śluzem ślimaka. Po czym nastąpiło zmycie makijażu produktem który miał zmyć wodoodporny makijaż. Niestety nie był w stanie zmyć nawet tuszu z MaxFactora, który wodoodporny nie był. Kiedy w końcu udało się to zrobić zastosowałyśmy peeling do rąk oraz krem. Krem do rąk był niesamowity, miał się szybko wchłaniać bez pozostawiania tłustej powłoki tzw "krem sekretarki" czyli zaraz po aplikacji możemy łapać papiery (przepraszam za ironię i sarkazm). Brzmi niesamowicie, produkt warty 45 zł a ja znam lepsze warte nawet mniej niż 10 zł. Kolejną klapą okazał się peeling to skóry mieszanej który sprawił, że wyglądałam jak skrzyżowanie tyłka pawiana z arbuzem. Sama Pani konsultantka się przeraziła. Kremu do twarzy i toniku nie pamiętam może te wszystkie emocje zaćmiły me wspomnienia. Przyszedł czas na makijaż na nawilżający fluid który może i nawilżał ale nie krył nic a nic, miał przy tym bardzo mokre i lepkie wykończenie. Potem wypiekany róż którego i tak nie potrzebowałam po wyżej wspomnianym peelingu, jakiś cień do powiek i tusz. Na koniec miałyśmy ocenić spotkanie i w zaznaczyć, które kosmetyki przypadł mi do gustu. Jestem osobą o miękkim sercu dlatego oceniłam spotkanie znacznie na wyrost i z dobroci serca wpisałam chyba trzy kosmetyki: krem do rąk, róż do policzków (był wypiekany:P )  oraz jeszcze coś co teraz uleciało mi z głowy. Pani oczywiście dała mi kontakt do siebie, powiedziała całą śpiewkę, że tu inaczej niż w przypadku katalogowych marek wykwalifikowany personel przyjeżdża, doradza itp, itd. Kiedy rzuciła okiem powiedziała, że moja lista kosztuje coś około 300 zł ++ i czy jestem zainteresowana w duchu stwierdziłam, że na głowę upadła albo jeszcze niżej ale grzecznie wyraziłam iż nie dziękuje. Na moich oczach jakaś biedna kobieta kupiła podkład wart coś około 70 zł + a mogła iść do sklepu i kupić coś lepszego w tej cenie. Nigdy więcej nie chce i zapewne nie będę miała do czynienia z tą marką.

PODSUMOWANIE

Dla mnie nie ma znaczenia, która to marka wszystkie są tylko i wyłącznie markami katalogowymi. Przy czym Oriflame i Avon nie zgrywa marek wysoko półkowych oraz ma bardziej życiowe ceny. Niestety w ich katalogach jest mydło i powidło co mnie odstręcza. 
Każdy zakup z katalogu niesie ze sobą prawdopodobieństwo, że kosmetyk kupiony będzie strzałem ale w stopę ;) Źle dobrany kolor a raczej kolor drastycznie różniący się od koloru w katalogu. 
Marką Oriflame i Avon nie mówię żegnaj zaś z Mary Kay nie spotkam się już nigdy. 

Macie jakieś doświadczenie z tymi markami? Jaka jest wasza opinia? 

środa, 9 września 2015

A England Sleeping Palace - Burne- Jones dream



O tej marce wspominałam kilkukrotnie na blogu a ich lakier holograficzny właśnie z kolekcji Burne- Jones dream znalazł się w 5 ulubionych lakierach do paznokci KLIK. Oprócz tego lakieru posiadam również:
Przyszedł czas na Sleeping Palce. Uwielbiam w firmie A England to, że ich lakiery są inspirowane czy to legendami, gotyckimi opowieściami czy tak jak w tym przypadku twórczością Burne- Jones'a. Jeśli ktoś nie wie kim był to recenzja tego lakieru może być odpowiednim miejscem do poszerzenia wiedzy. Otóż Sir Edward Burne-Jones był angielskim malarzem, czołowym przedstawicielem nurtu prerafaelitów. A kolekcja tych lakierów jest zainspirowana jego kolekcją obrazów "The briar rose", które ilustrują opowieść "Śpiąca królewna" autorstwa Charles'a Perrault.


Przepięknie mieniący się  holograficzny lakier pokazywałam już na FB, dziś nadszedł czas na jego zdjęcia na paznokciach.
 

Lakier kryje już przy 1 warstwie, ma piękny połysk wręcz szklany a w słońcu wygląda obłędnie z resztą zobaczcie same.



Uwielbiam holograficzne lakiery co podkreślam na każdym kroku, te drobinki dodają i głębi i lakier który wygląda jak ot taka bura śliwka w słońcu nabiera zupełnie innego charakteru.








Jeśli chodzi o trwałość nie jest ona najmocniejszą stroną żadnych tradycyjnych lakierów na moich paznokciach. Lakier wytrzymuje ok 3 dni, wiadomo hybrydy nic nie pobije w trwałości ;) jednak kolor burej śliwki idealnie nada się na jesień/ zimę a holograficzne drobinki nadają mu biżuteryjnego charakteru. Dla mnie to lakier cudo. Jego jedynym minusem nie jest nawet cena mimo, że i ta jest spora (coś ponad 40 zł, jednak za taki lakier jestem w stanie dać tyle) co dostępność. Niestety dostępność lakierów A England w Polsce jest doc ograniczone a szkoda.

poniedziałek, 7 września 2015

Moje kosmetyki Make up Revolution, co o nich myślę.


Moja kolekcja od Makeup Revolution jest raczej skromna. Firma podbiła blogosferę oraz serca Youtuberek głównie dzięki oryginalnym opakowaniom, które takie oryginalne nie są gdyż są "inspirowane" produktami innych droższych marek oraz dzięki wysokiej jakości w porównaniu do ceny. W mojej kolekcji można znaleźć dwa "kultowe" produkty czyli Goddess of Love od I <3 make up (które jest niczym innym jak odnogą MUR) oraz Awesome Metals Foil Finish w kolorze Rose Gold. 
 Goddess of Love

 O produkcie Goddess of Love pisałam przy okazji rozświetlaczy na święta KLIK oraz przy okazji posta o  rozświetlaczach KLIK. W obu przypadkach okazałam mu daleko idące miłosierdzie. Produkt ma urocze kartonowe opakowanie w kształcie serduszka "inspirowane" produktem Too Faced. Ponadto jest wypiekany dzięki czemu wiemy, że starczy Nam na "pierdyliard" lat. Nie wiem czemu miałabym go używać do śmierci biorąc pod uwagę jego kolor. A kolor ma powiedzmy sobie szczerze nie życiowy- jest to siny róż.



 Nie wiem jak na blogosferze można było uważać iż jest to zamiennik TheBalm. Ten kolor może nada się na róż, ale tylko dla konkretnych typów urody. Jest okropny i siny a ja przyznaje się, że nie chciałam się przyznać przed sobą iż był to zakup z cyklu nie trafionych. Dziś mam odwagę przyznać się przed sobą, że ten kolor jest nie życiowy, nie nada się większości typów urody ale reklamę pantoflową miał na tyle dobrą, że i ja uległam.

 Awesome Metals Foil Finish

"Makeup Revolution Awesome Metals Foil Finish to zestaw do makijażu oka, pozwalający uzyskać niezwykły, długotrwale błyszczący efekt na powiece. Zapewnia wspaniały blask, który przypomina wyglądem folię metaliczną."Ten produkt zobaczyłam u Maxineczki i zapragnęłam go mieć, tak pięknie skrzył jej się na powiece. Kolor Rose Golden był wykupiony we wszystkich drogeriach internetowych. Czekałam dzielnie, uwielbiam świecidełka, jestem sroczką nawet jeśli idzie o makijaż. Kiedy w końcu go dorwałam, użyłam parę razy i leży teraz na dnie szuflady. Niestety "nie każde złoto co się świeci" tak samo i w tym przypadku. Pisałam o nim TUTAJ wydając o nim pozytywną opinię co zapewne spowodowane jest dwiema rzeczami po 1 efektem "owczego pędu", wszystkim się podoba to mi też a po 2 był nowy i przez to ta aureola nowości. Dziś wiem, że cień jest nie najgorszy, ale znam wiele lepszych i łatwiejszych w użyciu świecidełek. Cień nakładany na cień ma tendencję do jego ściągania co przy jakimś misternym makijażu może doprowadzić do szału. Użyty jako baza wałuje się, zbiera się w załamaniu powieki zupełnie się nie nadaje. Użyty jako błyszczący element po paru godzinach spływa z powieki a w czasie nakładania wałuje nam makijaż. 

Róż Vivid Blush Lacquer można przeczytać o nim TUTAJ. Nie posiadam zdjęć gdyż użyłam go raz i zafundował mi efekt Matrioszki, żeby nie powiedzieć inaczej. Kolor jest tak nie życiowy, że o ja Cie. Wiem moja wina mogłam wybrać inny, ale przez internet to dość ciężkie :( 

Podsumowując
Moja przygoda z marką rozpoczęła się i zakończyła. Nie kupię już nic (chociaż zdaje sobie sprawę, że nachalna reklama szeptana może mnie na coś namówić) to co mam jest przereklamowane i w zasadzie nie życiowe. Jestem ciekawa paletek czekoladowych ale skoro posiadam obie palety od Too Faced byłby to jedynie zakup aby przekonać się o tym, że odstają od tego czym się inspirowały i to mocno. Czuje się jak dziecko, które dało się na coś namówić po czym odkryło, że nie miało to sensu. Nic to za "głupotę" się płaci a uleganie owczemu pędowi nie zawsze okazuje się kluczem do sukcesów. 

A jakie są wasze wrażenia odnośnie marki MUR? 

piątek, 4 września 2015

Trendy jesień 2015

Jeszcze nie ma jesieni ale już się zbliża. W moim sercu odczuwam potrzebę ciemnych nasyconych kolorów po czym poznaje nadchodzącą porę roku. Nadchodząca jesień emanuje również dzisiaj nieustającym deszczem.
Jakie trendy "wymyślili" nam w makijażu? Jesteście ciekawe? Zapraszam do dalszej części posta. 

na ustach lata 90'
Nie brzmi rewolucyjnie ;) powrócą mocne czerwone usta, ciemne jagody, mroczne śliwki jak również mocne bordo i czerń. Pewnie skoro mają być lata 90' powrócą też brązy o.O






Polski Inglot na czas wszedł z odcieniami z kolekcji  Black Swan 

Graficzny liner
 Serio? To ma być odkrywczy trend jesieni? Od kąd ja słyszę o tym eyelinerze w graficznej formie, albo bardziej ekstrawaganckiej, ale dobrze niech im będzie. 




Zaróżowione policzki
Nie wierze! Kolejny tak rewolucyjny pomysł, że nie mieści mi się w głowie o woow. Żart przepraszam. W tym sezonie mamy odłożyć na bok konturowanie bronzerem i zaopatrzyć się w róż w kolorze brzoskwini lub w odcnieniu różu  aby nadać policzkom wyglądu lekko zmrożonych i owianych wiatrem jak po długim spacerze (przewrót oczami). 




 
 "Heavy metals"
Niestety mimo nazwy, którą przytoczyłam za Harper's Bazaar nie chodzi bynajmniej o mroczne oko a o cienie z połyskiem. I tak ma być shimmer, połysk czy nawet cekiny i inne błyskotki (tu z kolei widzę lata 80').




Cieniowanie
W poradach odnośnie tego "nowego" trendu wyczytałam iż należy połączyć ze sobą cienie i rozcierać je aż dojdziemy do momentu kiedy nie można rozetrzeć ich dalej i kontynuować. powiem, że brzmi hmmm "odkrywczo" i tak "rewolucyjnie", że aż spadnę z krzesła. 






 To by było na tyle jeśli chodzi o jesienne trendy w 2015 r. Powiem, że jestem na tyle rozczarowana, że zastanawiam się nad własnymi trendami na jesień 2015.