Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozświetlacz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozświetlacz. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 maja 2018

Starcie rozświetlaczy. Płynne rozświetlacze: Essence, Golden Rose



Na blogu nastąpiła przerwa w Starciu Rozświetlaczy, ale przyszło lato i makijaż ograniczam do minimum a płynne rozświetlacze znane są z tego że wyglądają naturalnie. 
Czy musimy wydać miliony monet na wspaniale wyglądający rozświetlacz w płynie czy pobliska drogeria wystarczy? Zobaczcie same.

poniedziałek, 26 marca 2018

Starcie rozświetlaczy MySecret, Mac, The Balm



Pozostając w bardzo rozświetlonej atmosferze dziś przyjrzymy się rozświetlaczom, które wydawałyby się bardzo podobne. Wszystkie mają status kultowych, o nich wszystkich pisałam już na blogu


wtorek, 20 marca 2018

Starcie rozświetlaczy:Makeup Revolution kontra Glamshop



Pierwsze starcie mamy za sobą, kto walczył z kim i jaki był wynik tego starcia odsyłam Was do poprzedniego posta KLIK. 
Dziś zawodników będzie  kilku. Postanowiłam zrobić starcie różowych rozświetlaczy. Wiem, że może różowe rozświetlacze cieszą się mniejszą popularnością niż te beżowe, ale na bladej skórze prezentują się bardzo ładnie i naturalnie. Moja skóra jest jasna z różowym pigmentem dlatego tego typu rozświetlacze wyglądają na niej dobrze. 

poniedziałek, 19 marca 2018

Starcie Rozświetlaczy MySecret kontra MAC Soft&Gentle



W pierwszym starciu rozświetlaczy udział wezmą dwa wypiekane cudeńka z zupełnie różnych półek cenowych.  Za jednym stoi duża zagraniczna firma znana na całym świecie, drugi to Nasz narodowy produkt, który został okrzyknięty cudeńkiem. 

niedziela, 18 marca 2018

Rozkład jazy: Starcie rozświetlaczy


W lipcu 2015 roku zabrałam Was w podróż po kranie rozświetalczy. Od tamtego czasu minęły prawie 3 lata, dlatego w nadchodzącym tygodniu chciałabym Was zabrać w niedługą podróż po moich rozświetalczach, porównać je do siebie. Zobaczyć, który Nas oślepi, zachwyci, a który okaże się taki sobie. 
Aby umilić Wam oczekiwanie na te posty  przypominam Wam moje pierwsze podejście do porównania rozświeltaczy:

niedziela, 14 sierpnia 2016

Wibo trio do konturowania

Dość długo nie było mnie na blogu co jest wynikiem tego, że żyje. Jak każda z Was chodzę do pracy i wracam zmęczona i szczerze czasami nie starcza mi czasu na Wszystko. Chciałabym to zmienić, ale taka uroda życia. A ponieważ życie to ewidentnie światłocień dziś trochę o tej grze światłem i cieniem sobie powiemy. Mowa będzie o trio do konturowania marki Wibo. Produkt znan, tani i dostępny czas się mu przyjrzeć. 


Zamknięty w dość małej poręcznej plastikowej kasetce z lusterkiem. Z tyłu znajdziemy informację co gdzie nakładać aby wpisać się w modny nurt "konturingu". 


W zestawie mamy bronzer nazwany "prasowany puder matujący w kamieniu" a to ciekawe, bo posiada on dość mleczny kolor, rozświtlacz o szampańskim kolorze i róż w stylu Orgasm z Narsa. 


Ja swój ulubiony bronzer czyli Inglot HD 505 zdenkowywuję po raz kolejny postanowiłam zestawić z tym z Wibo zarówno w opakowaniu jak i na skórze, to samo tyczy się różu, który zestawiłam z tym od Lovely a mowa o Oh Oh Blusher z Kolekcji Material Girl od Lovely.


Już w opakowaniu widać, że Inglot jest ciemniejszy i bardziej fioletowy.


Zaś róż z tego trio w opakowaniu wygląda na identyczny z tym z Lovely.


A teraz jak prezentują się na skórze od lewej bronzer, rozświetlacz i róż. Jak widać bronzer ma dość jasny chłodny odcień mlecznej czekolady o dość słabej pigmentacji. Rozświetlacz wpada w różowe tony zaś róż ma mocną pigmentację i jest różowo- złoty. 


Jak więc na skórze wypada porównanie z bronzerem z Inglota?

Od lewej Inglot HD 505, Wibo bronzer z trio do konturowania

Inglot jest ciemniejszy, lepiej napigmentowany i ma w sobie fioletowe nuty czego o tym z Wibo powiedzieć nie można. 

Od lewej Lovely Oh Oh Blush, Lovely róż z trio do konturowania. Tu już nie mamy złudzeń to ten sam produkt. Jeśli ktoś nie zdążył kupić tego różu z limitki znajdzie go bez obaw.


Moja opinia

Cena tego małego zestawu to około 19 zł więc jak za trzy kosmetyki to nie za dużo. Bronzera możemy używać śmiało i szastać nim na prawo i lewo, bo jego znikoma pigmentacja uniemożliwi Nam zrobienie sobie krzywdy. Rozświetlacz dla mnie ma za zimny różowo-szampański kolor. Jedyne co to ten piękny róż z Lovely o przepraszam teraz z Wibo. Gdyby tego było mało dla mnie ta produkty śmierdzą. Niby nic ale jednak. 
Mogę polecić osobą które nie wiedzą jak się konturuje, nie lubią tego ale wszyscy mają to czemu nie. Krzywdy sobie nie zrobicie a i kasy dużo nie wydacie. Trio wspaniale wpisuje się w trendy zdzierania kasy za wszystko co na topie. Teraz szykujmy się na kolejne makijażowe odkrycia. Mamy contouring, strobing a obecnie drapping. Wszystko sprzedawane jako nowe ideologie w makijażu. Nic tylko usiąść i czekać na kolejne produkty ;) 

sobota, 30 lipca 2016

mySecret Face Illuminator Princess Dream


Dziś u mnie rozświetlacz, który szturmem zawojował internety. Mowa o Face Illuminator Powder od mySecret. W obecnej erze trendów makijażowych jest bardzo wiele counturing, strobing czy ostatnio draping. Firmy makijażowe prześcigają się w produkowaniu kosmetyków (a raczej ich opakowań) aby nawiązywały one do panujących akurat trendów. Moda na strobing zaowocowała modą na rozświetlacze co jakoś specjalnie mnie nie boli ;) lubię rozświetlacze czego mogłyście mieć wyraz w moich postach o nich: 

Władca Rozświetlenia cz. 1 Drużyna rozświetlenia

Wtedy nie posiadałam jeszcze Princess Dream od mySecret. 

"Rozświetlacz w kolorze ciepłego beżu, odpowiedni dla każdego typu kolorystycznego.
Wzmacnia blask skóry oraz sprawia, że twarz wygląda zdrowo i promiennie.
Formuła kosmetyku zapewnia bezproblemową aplikację i doskonałe wykończenie makijażu.Gwarantuje mocny połysk i efekt „tafli”." Cena to 15,99 zł do nabycia w drogeriach Natura. Nie wiem czy jest to rozświtacz wypiekany, ale właśnie tak wygląda.


W opakowaniu wygląda na ciemny beżowy puder. Wracając do opakowania mieści ono 7,5 grama produktu i jest powiedzmy sobie szczerze tandetnym plastikiem z szatą graficzną która nie urywa i nie powala. Ale płacimy za produkt a nie opakowanie to na pewno. 

Jeśli chodzi o jego aplikację lekko się pyli i jest dość suchy w porównaniu z mokrawą Mary-Lou. Mimo ciemnego wyglądu w opakowaniu na skórze wygląda bardzo naturalnie. Nie posiada żadnych drobinek i gwarantuje taflę na skórze. Staranie się zrobienia zdjęcia temu subtelnemu błyskowi było nie lada wyzwaniem, bo skóra wygląda na naturalnie promienną ale wieźcie mi to ten rozświetlacz. 




mySecret Princess dream vs. theBalm Mary-Lou



Jeśli chodzi o porównanie z moim ulubionym rozśiwietlaczem czyli Mary-Lou od theBalm. MySecret wygląda na ciemniejszy i bardziej suchy i te różnice są widoczne już w opakowaniu. Jak wyglądają na skórze?

Na zdjęciu poniżej nałożyłam kosmetyki za pomocą palca. Po lewej mySecret, po prawej Mary-Lou. 
Różnicę widać chyba od razu. Jesli jednak nie Mary-Lou jest bardziej złota i jaśniejsza zaś mySecret jest bardziej beżowy. 


Jak wyglądają nałożone pędzlem? 
Różnica nadal jest widoczna. Po lewej mySecret po prawej theBalm. Widać tutaj lepszą pigmentację albo lepiej łapiącą się pędzla konsystencję Mary-Lou. 

Przykro mi, ale w tym starciu Mary-Lou wygrała znowu. Jest ona mistrzynią pojedynków ;) 

Według mnie problemem jest sam kolor Princess Dream, teraz jak jestem lekko opalona mySecret nie jest za ciemny ale obawiam się, że zimą oraz dla osób posiadających jaśniejszą karnację może być za ciemny. Tańszy produkt ma też gorszą pigmentrację oraz dla mnie bardziej suchą konsystencję. 

Podsumowując

Jest to dobry produkt za 16 zł. Czy jest to zamiennik słynnej Maty-Lou? Nie, nie jest. Różni się konsystencją, kolorem i pigmentacją. Jest to jednak dobry produkt w niskiej cenie. Gdybym nie miała Mary-Lou pewnie by mi się spodobał. 

piątek, 8 stycznia 2016

Świetlisty Makijaż - Inglot, Ingrid, Kobo, Lovely, L'oreal i inni.


Parafrazując klasyka ostatnich lat chciałam "świecić się jak miliony monet" a przynajmniej jak złoty brokat. Ostatnio zobaczyłam taki obrazek i stwierdziłam, że niestety lub stety podpisuje się obiema rękami pod tym hasłem.

Uwielbiam brokat  oraz rozświetlenie w każdym miejscu przez to często mam problem z "umiarem" mniej więcej w takim stylu:


Wracając jednak do dzisiejszego makijażu. chciałam żeby był on rozświetlający dzięki czemu odkryłam jak ciężko zrobić zdjęcie takiemu rozświetleniu ponieważ "olśniewałam" aparat dosłownie.
Na żywo zaś makijaż był bardzo rozświetlony jednak nie widać w nim żadnych drobinek.
Czego użyłam:


Twarz:
* L'oreal Lumi Magique rozświetlająca baza pod podkład, powiem że jest to najlepsza tego typu baza jaką miałam
* Ingrid Lumi nr 200 Kość słoniowa, który wzbogaciłam pigmentem z kolorówki, a mianowicie Silk Gold
* Puder to Inglot HD Rozświetlający Puder Sypki (a jakżeby inaczej :) )
* korektor to Kobo Modeling illuminator przez wiele osób zachwalany jako odpowiednik NYX HD o którym pisałam TUTAJ. od razu wspomnę dla mnie to żaden zamiennik niestety.
* Wibo Deluxe Britener
* Lovely Oh Oh blusher pokazywałam o w TYM poście
* The balm Mary-Lou Maniser o któej wspomniałam wielokrotnie przy okazji serii o rozświetlaczach


czy o odkryciach 2015 r KLIK

Oczy:
* Golden Peach jako cień do powiek (pigment z kolorówki)
* Etude House Bling Bling stick mój koreański cień w kredce. kiedy na czymś azjatyckim jest napisane bling bling to tak jest wierzcie mi, pisałam o nim na blogu TUTAJ
* IsaDora kredka nr 48 pokazywałam ją w poście o lawendowym kolorze TUTAJ
* Tusz to Lancome Hypnose Drama, tusz był w Adwentowym Kalendarzu jaki dostałam od firmy Lancome. Pokazywałam zawartość TUTAJ.

Taki makijaż lepiej będzie wyglądał w miękkim świetle, w ostrym świetle fleszy może się nie sprawdzić.
Jeśli więc szykujecie się na studniówkę i jesteście ciekawe jak wykonać studniówkowy makijaż w domu zapraszam do serii Projekt Studniówka, którą zrealizowałam we współpracy z wake up- make up! Znajdziecie tam porady jak samodzielnie wykonać makijaż na studniówkę ale nie tylko. Zapraszam

poniedziałek, 7 września 2015

Moje kosmetyki Make up Revolution, co o nich myślę.


Moja kolekcja od Makeup Revolution jest raczej skromna. Firma podbiła blogosferę oraz serca Youtuberek głównie dzięki oryginalnym opakowaniom, które takie oryginalne nie są gdyż są "inspirowane" produktami innych droższych marek oraz dzięki wysokiej jakości w porównaniu do ceny. W mojej kolekcji można znaleźć dwa "kultowe" produkty czyli Goddess of Love od I <3 make up (które jest niczym innym jak odnogą MUR) oraz Awesome Metals Foil Finish w kolorze Rose Gold. 
 Goddess of Love

 O produkcie Goddess of Love pisałam przy okazji rozświetlaczy na święta KLIK oraz przy okazji posta o  rozświetlaczach KLIK. W obu przypadkach okazałam mu daleko idące miłosierdzie. Produkt ma urocze kartonowe opakowanie w kształcie serduszka "inspirowane" produktem Too Faced. Ponadto jest wypiekany dzięki czemu wiemy, że starczy Nam na "pierdyliard" lat. Nie wiem czemu miałabym go używać do śmierci biorąc pod uwagę jego kolor. A kolor ma powiedzmy sobie szczerze nie życiowy- jest to siny róż.



 Nie wiem jak na blogosferze można było uważać iż jest to zamiennik TheBalm. Ten kolor może nada się na róż, ale tylko dla konkretnych typów urody. Jest okropny i siny a ja przyznaje się, że nie chciałam się przyznać przed sobą iż był to zakup z cyklu nie trafionych. Dziś mam odwagę przyznać się przed sobą, że ten kolor jest nie życiowy, nie nada się większości typów urody ale reklamę pantoflową miał na tyle dobrą, że i ja uległam.

 Awesome Metals Foil Finish

"Makeup Revolution Awesome Metals Foil Finish to zestaw do makijażu oka, pozwalający uzyskać niezwykły, długotrwale błyszczący efekt na powiece. Zapewnia wspaniały blask, który przypomina wyglądem folię metaliczną."Ten produkt zobaczyłam u Maxineczki i zapragnęłam go mieć, tak pięknie skrzył jej się na powiece. Kolor Rose Golden był wykupiony we wszystkich drogeriach internetowych. Czekałam dzielnie, uwielbiam świecidełka, jestem sroczką nawet jeśli idzie o makijaż. Kiedy w końcu go dorwałam, użyłam parę razy i leży teraz na dnie szuflady. Niestety "nie każde złoto co się świeci" tak samo i w tym przypadku. Pisałam o nim TUTAJ wydając o nim pozytywną opinię co zapewne spowodowane jest dwiema rzeczami po 1 efektem "owczego pędu", wszystkim się podoba to mi też a po 2 był nowy i przez to ta aureola nowości. Dziś wiem, że cień jest nie najgorszy, ale znam wiele lepszych i łatwiejszych w użyciu świecidełek. Cień nakładany na cień ma tendencję do jego ściągania co przy jakimś misternym makijażu może doprowadzić do szału. Użyty jako baza wałuje się, zbiera się w załamaniu powieki zupełnie się nie nadaje. Użyty jako błyszczący element po paru godzinach spływa z powieki a w czasie nakładania wałuje nam makijaż. 

Róż Vivid Blush Lacquer można przeczytać o nim TUTAJ. Nie posiadam zdjęć gdyż użyłam go raz i zafundował mi efekt Matrioszki, żeby nie powiedzieć inaczej. Kolor jest tak nie życiowy, że o ja Cie. Wiem moja wina mogłam wybrać inny, ale przez internet to dość ciężkie :( 

Podsumowując
Moja przygoda z marką rozpoczęła się i zakończyła. Nie kupię już nic (chociaż zdaje sobie sprawę, że nachalna reklama szeptana może mnie na coś namówić) to co mam jest przereklamowane i w zasadzie nie życiowe. Jestem ciekawa paletek czekoladowych ale skoro posiadam obie palety od Too Faced byłby to jedynie zakup aby przekonać się o tym, że odstają od tego czym się inspirowały i to mocno. Czuje się jak dziecko, które dało się na coś namówić po czym odkryło, że nie miało to sensu. Nic to za "głupotę" się płaci a uleganie owczemu pędowi nie zawsze okazuje się kluczem do sukcesów. 

A jakie są wasze wrażenia odnośnie marki MUR? 

wtorek, 25 sierpnia 2015

Władca Rozświetlenia cz. 3 Powrót Blasku


Wcześniejsze części tej trylogii mogłyście już zobaczyć na moim blogu

Dziś przyszła na zakończenie tej serii a na koniec zostawiłam sobie:
 * Ladycode, H&M, p2

Jak już widać po zdjęciu poniżej gdzie produkt znajduje się w opakowaniu, rozświetlacz z H&M jest najcieplejszy.


1. Ladycode by Bell: opakowanie odkręcane, plastikowe, zawierające 11 g produktu, dostępność to Biedronki. Jeśli chodzi o kolor to zimny, białawy o lekko niebieskich tonach
2. H&M highlither powder: plastikowe opakowanie otwierane i zamykane na klik, zawiera 8 g produktu a więc mniej niż Ladycode. kolor jest ciepły pomarańczowawy. Dostępność H&M, jednak nie wiem czy nie zmieniła mu się "formuła" i wygląd opakowania.
3. p2 all-over illuminator: tak jak w przypadku rozświetlacza z H&M opakowanie otwierane na klik. Opakowanie zawiera jeśli mnie pamięć nie myli 9 g produktu a jego dostępność w Polsce to albo znajomi z Niemiec bądź z innych miejsc (wpis o tym gdzie spotkać można kosmetyki z Balea znajdziecie TUTAJ) lub też drogerie internetowe. Kolor żółtawy.



Kolor Ladycode jest biały, zimny i sama nie wiem jak mogłam go używać do rozświetlania o.O H&M jest dla mnie za ciepłe widzę wyraźne pomarańczowe tony idealnie nada się jako cień do powiek, zaś kolor p2 jest żółtawy. Z tej trójki to p2 ma szansę najlepiej sprawdzić się w roli rozświetlacza na policzki. jednak słyszałam opinię, że jest za lekki, że za mało go widać i trzeba się namachać pędzlem ;)

* rozświetlacz z The Body shop
 Jest to jedyny rozświetlacz w kremie jaki miałam okazję testować w tej serii (miałam kiedyż Girls meet pearls, ale się skończył :P). Kolor i błysk jaki po sobie pozostawia ten rozświetlacz jest nienachalny i bardzo subtelny, jednak kolor wydaje mi się lekko za zimny.





poniedziałek, 20 lipca 2015

Odrobina luksusu. Meteoryty Gurlain


Chyba większości z Nas obiły się o uszy słynne meteoryty od Gurlain. Powiem, że był to jeden z wysokich i ekskluzywnych produktów które nabyłam, co prawda nie sobie a mojej mamie lecz jednak. Patrząc na ten produkt możemy się spodziewać, że cena będzie z kosmosu i tak wg mnie jest 249 zł jednak nie żałuje ani jednej złotówki. Co prawda nie należą one do mnie a do mamy, której kupiłam to cudo na lotnisku w Paryżu na którym mam nadzieje moja stopa nie postanie po raz kolejny. 

Sam opis tego produktu na stronie Sephory sprawia, że gdybym miała pieniądze kupiłabym go jeszcze raz. "W 1987 roku, Guerlain wykorzystał walory pudru sypkiego w konstelacji wielobarwnych pereł, które pozwalają ukazać pełnię blasku każdej cery. Ich delikatna tekstura i niezrównany zapach fiołków sprawiają, że Météorites osiągnęły status kultowego kosmetyku. Dziś, Météorites posiadły tajemnicę technologii pyłu Gwiezdnego – polimera, który odbija światło, przekształcając promieniowanie niewidoczne dla ludzkiego oka w czysty i nieskończony blask. 
Korygujące odcienie Météorites wyrównują koloryt cery : wrzos podejmuje grę ze światłem, róż nadaje cerze młodzieńczy blask, żółty zaś rozświetla ją i tuszuje zaczerwienienia. Olśniewające perły łagodzą intensywność odcieni i harmonijnie łączą je, dzięki czemu uzyskujemy efekt idealnie świetlistego makijażu. Cera staje się doskonała - ma wyrównany koloryt i promienieje doskonałym blaskiem. 
Kosmetyk ma delikatny zapach fiołków, niezrównany i zachwycający."
Jest to nowsze opakowanie bardziej biżuteryjne w porównaniu do poprzedniego (zdjęcia za chwilę) kolor 02 Clair nadaje się do przypudrowania całej twarzy czego efekt w TYM makijażu. 



Kuleczki zawierają różne kolory, których zadaniem jest poprawić koloryt Naszej cery, zniwelować zasinienia, zaczerwienienie i zmęczenie. Utrwalają makijaż nie dając efektu matu a ponadto obłędnie pachną. Naprawdę polecam udać się do drogerii i ich powąchać chociaż. Meteoryty zostawiają twarz rozświetloną i są naprawdę dobrym wykończeniem makijażu pod warunkiem, że nie jesteśmy fankami absolutnego matu, wtedy nadają się jedynie pod oczy i w roli rozświetlacza, dość subtelnego. kuleczki mimo iż nie są moją własnością zdarza mi się podebrać :P nie codziennie ale od czasu do czasu.

Jeśli chodzi o poprzednie meteoryty jest to GUERLAIN METEORITES Ball Powder Beige Chic 03 to są te pierwsze meteoryty z którymi miałam styczność. Kupiłam je jako prezent dla mojej mamy ode mnie i od siostry, była i jest zachwycona tym prezentem a ja czasem coś skubnę ;) 

Poprzednie opakowanie byłe tekturowe 


A kolor to Beige Chic 03 jest to kolor cieplejszy bardziej złoty.



W moim przypadku nie ma mowy o przypudrowaniu całej twarzy ale jako rozświetlacz czemu nie. Również w porównaniu z 02 produkt posiada "grubszy" shimmer ale z tego co wiem bez względu na kolor w nowej wersji zostało to poprawione. Produkt pachnie obłędnie cały czas i jest bardzo wydajny co sprawia, że te prawie 300 zł po podzieleniu na te wszystkie miesiące użytkowania nie daje takiej dużej kwoty. Zdecydowanie w moje gusta bardziej trafia 02 ze względu na lepiej dobrany kolor.

Czy meteoryty są nam niezbędne do wykonania makijażu oczywiście nie ale czy są piękne i urocze oczywiście tak. A czasami kiedy codzienność za oknem jest taka przaśna, kiedy wkąłdamy na siebie ubrania z sieciówek lub 2nd handów, kiedy zdarza się, że oglądamy złotówkę z 3 stron zanim ją wydamy odrobina luksusu Nam się należy. 

Lubicie czasem poczuć odrobinę luksusu? Bo ja tak ;) 

sobota, 18 lipca 2015

Władca Rozświetlenia cz. 2 Dwie Boginie


Dziś kolejny post o czymś co lubię najbardziej (no może nie najbardziej, ale bardzo) czyli o rozświetlaniu. W poprzednim poście <KLIK> skupiłam się na porównywaniu produktów które wymieniane są jako zamiennik dla Mary-Lou Manizer. Dzisiaj zaś pomówimy o innej sławnej serii czyli o serduszkach od I heart makeup czyli Make up Revolution


Porównamy dwie Boginie czyli Miłość i Nadzieję.

Z lewej Goddess of Love, zaś z prawej Goddess of Love GODDESS OF FAITH
Oba wyglądają cudownie w tym serduszkowym opakowaniu "inspirowanym" mocno na Too Faced i w przeciwieństwie od TF są dostępne w Polsce i z 10 razy tańsze gdyż ok 25 zł za sztukę nie 250 zł :P

W ostrym słońcu jakie ostatnio serwuje Nam w końcu nasz lato nie widać różnicy w opakowaniu.
jak mówi producent jest to "Wypiekany rozświetlacz w kształcie serca. Przeznaczony jest do podkreślania kości policzkowych, szyi oraz dekoltu. Metaliczno-perłowa struktura zawiera miliony drobin, które wzmacniają blask skóry oraz sprawiają, że twarz wygląda promiennie. Kosmetyk, dzięki delikatnej konsystencji umożliwia bezproblemową aplikację i doskonałe wykończenie makijażu. Dzięki zastosowaniu technologi wypiekania, rozświetlacz jest bardzo wydajny." Ma dość twardą konsystencję o rozświetlaczy Goddess of Lve wspominałam przy okazji posta o makijażu świątecznym TUTAJ również ciekawe zestawienie tych dwóch produktów zestawionych w szerszym gronie można przeczytać TUTAJ 
Przejdźmy do wyglądu produktów na skórze.


1. I HEART MAKEUP Goddess of Love
2. I HEART MAKEUP Goddess of Love GODDESS OF FAITH własność wake up- make up!



Zdjęcie powyżej może i jest nie ostre ale uchwyciło shimmer znajdujący się w produkcie w obydwu przypadkach jest migoczący na wiele kolorów m.in różowy, fioletowy, niebieski a jak powiększę zdjęcie to widzę żółty i zielony o.O


Zdjęcie w cieniu:

Od razu widać, że Goddess of Love jest bardziej zimna i różowawa zaś Faith jest brzoskwiniowa lekko pomarańczowa dla osób o ciemnej karnacji lub opalonych będzie stanowiła ładne podkreślenie koloru skóry.
Opakowanie, które jest przesłodkie jest jednocześnie zaletą jak i wadą. Jeśli ktoś jest nieuważny może tekturkę zniszczyć, może ona również uszkodzić się w czasie transportu.
Wydajność tego produktu wydaje mi się, że oscyluje gdzieś w okolicach nieskończoności. Kupiłam swoje serduszko na fali pozytywnych opinii, dziś kiedy znam Mary- Lou powiem, że te pozytywne opinie wydają mi się nie uzasadnione jest to jeden z najrzadziej używanych przeze mnie rozświetlaczy do tej pory.