Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 marca 2014

Biokon krem-żel pod oczy z enzymem pijawki lekarskiej


Kiedy tylko zobaczyłam ten krem byłam nim bardzo, ale to bardzo zainteresowana. Mimo, że nie mam 40 lat wiem, że lepiej zapobiegać niż leczyć a niestety moja wrażliwa, delikatna skóra pod oczami posiada już "kurze łapki" o.O i jeśli nie wezmę się za nią w wieku lat 40 mogę mieć łapeczki jak stara babcia. Trochę obawiałam się tego "enzymu pijawki lekarskiej" wszak heparyna uniemożliwia krzepnięcie krwi, dlatego też myślałam, ze może to być dobre panaceum na moje sińce pod oczami.

Co obiecuje nam producent: (strona producenta: http://biokon.com.ua/ jeśli ktoś zna rosyjski może tam znaleźć interesujące kosmetyki, jeśli nie zna pozostaje mu poszukać w Polsce gdzie te konkretne kosmetyki są dostępne w sklepach internetowych)

"Formuła żelu zawiera starannie dobrane aktywne składniki znane z działania:
* przeciwzmarszczkowego. Efekt liftingu
* rozjaśniania skóry w okół oczu
* działania przeciw powstawaniu sińców pod oczami.
Masażer 3D (z trzech kulek) zwiększa przepływ krwi i drenaż limfatyczny, posyłając tkankom skóry sygnał do poprawy metabolizmu co w rezultacie prowadzi do syntezy kolagenu i elastyny. Skóra wokół oczu podnosi się a cienie i obrzęki są zredukowane" (od dawna nie korzystałam z języka rosyjskiego więc jeśli tłumaczenie jest niedokładne najmocniej przepraszam niemniej, mniej więcej o to chodzi)

Krem ten jest reklamowany jako bez parabenów, bez pochodnych ropy naftowej, bez silikonów i alkoholu.

Kartonowe pudełeczko skrywa tubkę z 15 ml kremu. Tubka wyposażona jest w 3 kuleczki, które poruszając się niezależnie od siebie mają masować skórę wokół oczu.


Skład (w kółku enzym pijawki):


Niestety zdjęcie składu jest jakie jest, bo naklejone zostało tak, że załamuje się na końcu. Co do samego składu nie znam się to się nie wypowiem.

Co do działania:

Krem faktycznie jest lekki, kuleczki fajne, aplikacja jest dość przyjemna, w lato z chęcią wsadziłabym go do lodówki :P

+ przyjemna konsystencja
+ przyjemna aplikacja
+ zmniejsza obrzęki
+ skóra jest jakby bardziej elastyczna
+ nie jest wysuszona ani wrażliwsza
+ nie uczula

- nie zmniejszył moich sińców.

Bardzo podoba mi się poprawa elastyczności skóry oraz zmniejszenie obrzęków jednak nie zadziałało na moje sińce pod oczami ( na nie chyba nic nie zadziała). Jeśli chodzi o efekt liftingu moje kurze łapki nadal tam są, ale raz powstałej zmarszczki ciężko jest się pozbyć. Krem oceniam bardzo dobrze, skóra jest bardziej elastyczna, ujędrniona moje opuchnięcia pod oczami zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki a sama aplikacja jest bardzo przyjemna. Myślę, że skuszę się na kolejne opakowanie tego lub innego kremu z tej firmy.

niedziela, 16 lutego 2014

Astor Big & Beautiful LovelyDoll

Przyznaje się, że tusz kupiłam pod wpływem impulsu oraz uroczego różowego opakowania. Tusz mam w kolorze czarnym i tylko w tym kolorze jest dostępny. Co do obietnic producenta:
"Astor przedstawia nową maskarę, dzięki której uzyskasz efekt teatralnego podkręcenia rzęs. Unikalna, kremowa konsystencja formuły zapewni zalotnie podkręcone, wyraźnie zaakcentowane i idealnie rozdzielone rzęsy, które przyciągają swoją seksowną słodyczą." Czyli w różowym uroczym opakowaniu mieści się tusz o interesującej szczoteczce, który ma sprawić, że nasze rzęsy będą jak u laleczki. Sprawił? 
Najpierw szczoteczka: 

"Sekret zalotnych rzęs to zasługa niezwykłej „otwierającej oko“ szczoteczki w maskarze BIG & Beautiful LOVELYDOLL. Silikonowa szczoteczka pogrubia rzęsy, a końcówka z kulką unosi je, tworząc „szeroko otwarte“ spojrzenie uroczej baby doll i docierając do każdej części oka. Szczególnie krótkie rzęsy z kącika oraz z dolnej powieki, są perfekcyjnie wymodelowane i uwodzą swoją spektakularnością." Szczoteczka ma innowacyjny kształt to prawda jest również silikonowa to już dwie rzeczy których producent dotrzymał co do otwierania oka to nie wiem. Jak jeszcze prawe oko mogę umalować tą szczoteczką jako tako tak lewe już sprawia problem ponieważ z powodu moich ograniczeń ruchowych wynikających z mojej praworęczności chwytam szczoteczkę w taki a nie inny sposób przez co kulka  horyzontalnie spotyka moje rzęsy w zewnętrznym kąciku uniemożliwiając ich pomalowanie. Szczoteczka jest dość kująca kiedy łapie się rzęsy od nasady oprócz tego zawsze sobie brudzę powiekę.
A teraz efekty:




+ ładne opakowanie w ładnym kolorze

- tusz osypuje się i kruszy po 4 godzinach
- szczoteczka, którą ciężko się operuje
- skleja rzęsy 
- są grudki
 Tusz do rzęs oceniam jako bubel, w takiej cenie (około 30 zł) można by znaleźć lepszą maskarę.

czwartek, 13 lutego 2014

Dawać co tylko różowe wszak idą walentynki

Tak walentynki okres różowych makijaży najczęściej obecnie wykonywanych Naked 3. Ja po przygodzie a raczej po moich wrażeniach z Naked 2 (makijaż na randkę wykonany tą paletką pokazałam TUTAJ) skuszę się na trójkę pod warunkiem, że trafię na mega ofertę (a to zapewne za rok albo dwa). Walentynki to taki sam dzień jak każdy inny wypełniony jedynie tym, że ludzie czują się w "obowiązku" okazywać uczucia (jak by pozostałe dni w roku nie były odpowiednie). Ale to tyle ględzenia o sensie tego święta ;)
Ja lubię róż, dlatego też różowy makijaż jest u mnie częstym bywalcem.
Użyłam:

*jako bazy pod cienie różu w kremie Maybelline w kolorze 04
*Cieni Bourjois: 05 rose vintage oraz cień którego numerek zatarł się całkowicie o.O nałożyłam go w załamanie
*Kobo mono 111
*Cień ArtDeco 292
*Etude House Tear drop liner 03 Pink Tear (na środek powieki aplikowany palcem)
*Yves Rocher Rose sucree
*Tusz do rzęs (czyli masakrator tego wyglądu) Astor Big&Beautiful Lovelly Doll (zbieram się do recenzji).




wtorek, 11 lutego 2014

Etude House Bling Bling eye Stick 08 Ivory Baby Star

W makijażu z Korei bardzo łatwo zauważyć uwielbienie dla wszystkiego co ma drobinki, znalezienie matowych cieni jest dość trudne właśnie przez taką a nie inną popularność makijaży z drobinkami. ja osobiście lubię drobinki i rozświetlenie dlatego też bardzo chciałam spróbować tych rozświetlających kredko-cieni :)
Opakowanie typowe, czarny "pisak" z wysuwana półokrągłą kredką w środku.
Kolor który wybrałam Ivory Baby Star jest dość jasnym beżowo-złotym odcieniem.





Po roztarciu pozostawia efekt rozświetlenia, nie jest to efekt tafli a rozświetlenie z mnóstwem drobinek.

cień nadaje się na dolną powiekę gdzie stosuje go częściej (na blogu znajduje się zdjęcie makijażu gdzie właśnie tam się znajduje KLIK) jak na drobinkowy cień efekt jest dość naturalny. Co do używania go jako swoistą bazę pod cienie to nie polecam, cienie się na nim rolują dość szybko jakieś 3 godzinki i mamy makijaż z głowy.
Jako rozświetlacz na dolna powieke jak najbardziej oraz nakładam go delikatnie na wcześniej pomalowaną powiekę i lekko rozcieram tu sprawuje się idealnie.

+ładny efekt rozświetlenia
+kolor (korci mnie ten różowy :D )
+forma opakowania ułatwiająca aplikację

-dostępność

Jeśli ktoś ma możliwość zakupu i lubi drobinki w makijażu polecam.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Sleek Vintage Romance po raz kolejny



Od jakiegoś czasu staram się zmusić do częstszego używania paletek, które posiadam. Z nadzieją używałam codziennie Naked 2 z nadzieją (która nadal mam), że polubię te cienie tak bardzo jak bardzo rozchwalane są w blogosferze jak na arzie nic z tego.
Ponieważ powyrzucałam połowę swoich cieni (zimowe porządki), mogę spokojnie znęcać się nad posiadanymi przeze mnie paletkami (zakupy cieni mineralnych już do mnie "idą", a zakupy w Inglocie przede mną).
tym razem mało zmyślny, ale prosty makijaż najlepszą paletką Sleeka jaką mam czyli Vintage Romance




piątek, 17 stycznia 2014

Sleek Au Naturel - dzienny makijaż


Tą paletę zakupiłam razem z Oh so special niedługo po Vintage romance. O tej palecie wspomniałam parokrotnie również w kontekście nabytej Naked 2 (KLIK), pisałam o niej
TUTAJ
A inny makijaż z jej uzyciem można znaleść między innymi :
TUTAJ
tym razem również nadeszła chwila, aby przedstawić mój dzienny makijaż. Nic odkrywczego, ale proste i szybkie :)







wtorek, 19 listopada 2013

Alhambra day


Makijaż jest typowym dzienniakiem nie jest w żadnej mierze arabski.
Czemu taki tytuł?
Miałam kiedyś/ nadal w zasadzie mam paletkę Joko o nazwie "Alhabra night" jeśli dobrze pamiętam muszę sprawdzić. Było to piekne zestawienie kolorystyczne złoto i fiolet.
Dlatego tez makijaż dzienny złoto-fioletowy skojarzył mi się nie z tą paletką a, że nie wieczorowy a codzienny ;)
Wykonałam go cieniami Inglota w kolorach nie narzucający się 



poniedziałek, 28 października 2013

Różo-fiolet w orient ekspresie

Połączenie różu z fioletem wydaje mi się idealną propozycją na jesień zwłaszcza tak piękną tego roku.
Połączenie to wydobywa z moich szarych tęczówek błękit więc bardzo je lubię.
 
Użyłam:
*cienia Kobo 205
*kredki Avon Super Shock w kolorze Black Berry (swoją drogą genialna kredka)
*białego perłowego cienia z paletki Pupa Kokeshi 

czwartek, 17 października 2013

Codzienne nudziaki cz. I - Sleek Au naturel i Oh so special

Au naturel

Au naturel

Oh so special

Oh so special
Sleeka odkryłam bliżej dopiero po zakupie paletki Vintage romance, owszem słyszałam o nim wcześniej ale wszelkie ohy i achy były mi absolutnie obce.
Po zakupie VR i przekonaniu sie o bardzo dobrej pigmentacji tych cieni postanowiłam kupic paletkę w kolorach typowo dziennych.
A ponieważ od dawna marzy mi się UR Naked (cena jednak jest według mnie zbyt wygórowana) wybór padł na Au naturel. Jednak o zgrozo nie ma w nim ani jednego różowego odcienia więc postanowiłam kupić paletkę oh so special.
Bardzo się cieszę, że nabyłam obie paletki. cienie są dobrze napigmentowane jednak ich wadą jest osypywanie się podczas aplikacji.
Dzięki paletką odkryłam, że wcześniej nie miałam żadnych matowych cieni ;) I musze powiedzieć, że spodobał mi się efekt uzyskany dzięki nim.
Na pierwszy mój rzut oka wydawało mi się, że są tu dwa podobne odcienie jest to Conker z Au naturel i Celebrate z oh so special



 Jednak przy drugim rzucie oka widać, że cienie nie są pododbne jeden jest bardziej brązowy drugi fioletowy.
Gdybym miała wybrać jedną paletkę wybrałabym oh so special ze względu na różowe cienie i przepiękny kolor Gateau i Organza.
Dzięki Au naturel odkryłam, że cienie mogę mieszać na pędzlu jak farby (miałam kiedyś nauczycielkę od plastyki, która zawsze mówiła, że maluje się kolorami nie farbami wtedy nie rozumiałam tej mądrości). Odkrycie to poczyniłam przez to, że większość odcieni jest dla mnie po prostu za pomarańczowa z tej paletki honeybomb jest wręcz żółty na mojej powiece co nie przydaje ,mojemu oku jakoś świeżości :P

Podsumowanie:
+cienie dobrze napigmentowane (są wyjątki cienie Ribbon i Pamper giną, prześwituje przez nie powieka)
+utrzymują się cały dzień na bazie (bez bazy nie używałam)
+dobre przełożenie jakość do ceny

-kilka cieni w czasie blendowania ginie
-cienie się osypują tak bardzo, że do kilku używam pacynki aby cokolwiek na powiece zostało.

Gdybym miała zdecydować jeszcze raz o zakupie hmm..pewnie bym kupiła. gdybym miała wybrać jedną z nich było by to oh so special a gdybym miała wybrać jedną ze wszystkich jakie posiadam (nie jest to dużo bo 3 wymienione w poście Au naturel, Oh so special i Vintage Romance) wybrałabym Vintage romance.

Jak na razie poczekam jeśli jeszcze jakaś paletka sleeka oczaruje mnie kolorami jak VR pewnie ją kupię ale stała oferta już mnie nie pociąga to co chciałam kupiłam.

niedziela, 29 września 2013

Wszyscy mają...Sleek vintage romance mam i ja


Dokładnie tak.
O marce Sleek słyszałam już wcześniej jednak z powodu nadmiaru cieni do powiek jaki mam nie byłam nigdy zainteresowana paletkami z reszta jak to ktoś wybiera mi zestaw kolorystyczny, przecież sama chce decydować o sobie...a jednak dałam się skusić.
Ta paletka i kolory są idealne na jesień.
Jest to moja pierwsza paleta Sleeka czy ostatnia? 
Zapraszam:

Oto mój "nieudolny" makijaż tą paletką użyłam:
Meet in Madrit
Court in Cannes
Honeymoon in Hollywood
Forever in Florence
Moje pierwsze wrażenie:
cienie są dobrze napigmentowane lecz osypują się jak szalone.

poniedziałek, 2 września 2013

Inlot 428 w dwóch odsłonach

Niby w dwóch, ale podobnych :P
Ale najpierw cień 
Jest to w zasadzie granat. Cień jest piękny o perłowym wykończeniu idealny na wieczór. 
Cienie Inglota są dobrej jakości, trzymają się świetnie, są dobrze napigmentowane nic dziwnego, że podbijają świat. Są tańsze od MACa a nie uważam, że gorszę.
Moim jedynym bólem jest to, że mimo, że Inlot założony jako firma Polska mam do niego ograniczony dostęp nabliższy sklep jest 60km ode mnie sick!!
A teraz makijaż:
Pierwszy to Inlot 428 z cieniem tej samej marki o nr 154 z kolekcji Nouble (pokochałam ją! cień 153 z tej samej kolekcji wystąpił już TUTAJ).

Drugie podejście to z MAC 3D silver glitter (kocham go również) 


czwartek, 22 sierpnia 2013

Niebieski makijaż w bollywoodzkim stylu

Nie od dziś wiadomo, że jestem fanką klimatu bollywood czyli mocnego i wyraźnego koloru w ubiorze i makijażu również w nadmiarze :) 
A oto co mi wyszło.. 
Jest to mocny makijaż zdecydowanie nie na co dzień a nawet dla większości Polek nie od święta. Jednak ja bardzo lubię robić tego typu makijaże, jest to dla mnie odstresowujące zajęcie i jakaś odskocznia od brązów, róży, fioletów, które zwykle goszczą na moich powiekach i to jeszcze w wersji bardzo delikatnej :) 
Tak więc czas na coś w nadmiarze tym razem Wielki Błękit: