piątek, 11 stycznia 2013

"Chopstick bun" Czyli koczki inspirowane orientem

Chopstick bun czyli szybki, wygodny i oryginalny sposób na spięcie włosów 


Posługiwanie się pałeczkami nie należy do najłatwiejszych. 

Ja nie potrafię jeść pałeczkami, ale bardzo lubię używać ich do robienia szybkich koczków. 
 Posiadam 3 które kupiłam sama 2 drewniane i jeden metalowy (nie kupowałam ich do pary, raczej nie mam dążenia do symetrii).


Oraz parę takich, które dostałam z okazji tzw. Mikołajków 


3, które kupiłam sama są zdecydowanie i jedynie przeznaczona do włosów, te które dostałam pewności nie mam, a to ze względu na końce.
Te do włosów mają lekko zaostrzone końce co ułatwia trzymanie i manewrowanie nimi we włosach (mi kojarzą się z drutami do robienia swetrów)

Mój prezent zaś ma końcówki tępe, nawet widać na nich strzępki moich włosów. Przez to, że są tępe trudno się je "wbija" we włosy.

Typowo włosowe pałeczki mają wiszące ozdoby: 

Mimo, że nie ma dyndającej ozdoby rozbraja mnie pałeczka z Mickey Mouse mini

Moje prezentowe pałeczki są różowe w różyczki, bardzo dziewczęce


Dla mnie ten sposób wiązania włosów jest bardzo szybki i praktyczny. Dziś w pośpiechu zrobiłam kilka z nich.
Dwa pierwsze koczki trzymają się jedynie na pałeczce.





Tu dodałam 2 pałeczkę, ale koczek jest bez gumek i spinek

te koczki są lekko "oszukane" użyłam gumki i wsuwek.







Koczki są niedbałe i takie też moim zdaniem powinny być, wszak to sposób na szybki koczek. 
tak spięte włosy nosze raczej latem i późną wiosną kiedy jest już na tyle ciepło, że pałeczki nie zaczepiają mi się np. o szalik lub kurtkę. 
Jeśli ktoś nie ma ozdobnych patyczków te do jedzenia też się nadadzą (ale lepiej przeznaczyć je do jednego celu jedzenie lub włosy, nie łączyć) jeśli ktoś wcale nie ma patyczków zawsze można użyć ołówka. 

czwartek, 10 stycznia 2013

"Pokaż kotku co masz w środku"

Czyli o tym jak wygląda opakowanie Skin79 BB Hot pink w środku

Skin79 Hot Pink BB krem jest uważany za jeden z najpopularniejszych i często polecany kobietą w naszej szerokości geograficznej na początek, aby zobaczyć "z czym to się je". 

Kiedy go kupowałam doradziła mi go (a jakże) przemiła Pani sprzedawczyni.Nie wiele wiedziałam o kremach BB w tamtym czasie oprócz tego, że są a bardzo chciałam wypróbować. 
Tak więc kupiłam w sklepie sygnowanym przez Skin79 w Malace w Malezji ;)


 W czasie użytkowania napis BB się ściera. To normalny objaw. 
A teraz wnętrze co kryje się w tym przeuroczym różowym słoiczku? 

 A no kryje się biały plastikowy słoiczek/tuba
Zaś krem mieszka sobie dokładnie tak we wnętrzu tej białej tuby:


środa, 9 stycznia 2013

"Szedł raz sobie ślimak drogą, Nie zważając na nikogo, Bardzo, bardzo, aż się zmęczył"

O mojej miłości do ślimakowego BB i Mizona

"Ślimak , ślimak pokaż rogi dam Ci sera na pierogi..."

Która z nas nie mówiła tak na widok ślimaka będąc dzieckiem? 
Dzisiaj chciałam przybliżyć swoją miłość do ślimakowych specyfików czyli do Snail Recovery Gel cream firmy Mizon oraz do Snail Nutricion BB cream firmy Skin79.


Oba te produkty zawierają ekstrat ze śluzu ślimaka. Pragnę jednak zaznaczyć, że od  tego ekstraktu do oryginalnego śluzu wiedzie długa droga więc nie ma się czego obawiać, ale jeśli ktoś naprawdę będzie się brzydził no nic nie poradzę ale naprawdę nie wie co traci. 
Pragnę zauważyć, że ślimak ma raczej dość wrażliwe ciałko więc nie dziwota, że jego śluz ma dobroczynne działanie. 
Jakie działanie dobroczynne dla skóry może mieć śluz ślimaka? 
Dużo :) między innymi :  Głębokie nawilżenie i ujędrnienie skóry, spowolnienie procesu starzenia się skóry, regeneracja skóry, wygładzanie zmarszczek oraz zapobieganie powstawaniu nowych, pomoc przy leczeniu trądziku wszelkie krostki i wypryski mają goić się szybciej,  pomoc w leczeniu alergicznej skóry ma leczyć wszelkie podrażnienia i zaczerwienienia, pomoc w leczeniu blizn w tym oparzeń słonecznych, ma też działanie przeciwzmarszczkowe. Prawie, że lek na całe zło jakie może spotkać naszą skórę. 
Tak więc kremy z filtratem ze śluzu ślimaka polecane są do cery problemowej .
 Żel Mizon:





Ma postać bezbarwnego, bezwonnego żelu (74% kremu to filtrat ze śluzu ślimaka), wchłania się bardzo szybko i przyjemnie nawilża skórę (śluz ślimaka wpływa na właściwy poziom kwasu hialuronowego oraz wpływa na syntezę kolagenu). 
Mam wrażliwą skłonną do wszelkiego rodzaju niedoskonałości cerę, często zaczerwienioną wręcz zaognioną. Krem nie uczulił mnie a wszelkie krostki goiły się znacznie szybciej, nie używałam go w okolicach oczu chociaż czytałam, że nadaję się do pielęgnacji skóry również w tych okolicach jednak nie wyobrażam sobie tego. 
Jak widać na zdjęciach nawet moja zaczerwieniona ręka w miejscu roztarcia żelu nabrała lepszego koloru.
Żel wchłaniał się absolutnie, nie świecił się na twarzy ani nie zauważyłam aby przyspieszył świecenie się mojej skóry, pod makijaż nadaje się idealnie nic się nie waży ani nie spływa ani nie trzyma się dłużej niż zwykle w tej materii Mizon jest obojętny. Jak dla mnie odpowiedni mocno nawilżający krem na lato, na zimę się nie nadaje w naszych warunkach klimatycznych odmroziłabym sobie twarz. W okresie letnim lubiłam urzywać go pod kremy BB.
Co do opakowania to higieniczna tubka z otworkiem umożliwiającym wyciśnięcie odpowiedniej ilości żelu, który jest bardzo wydajny wystarczy niewielka ilość by pokryć twarz. Minus może być taki,że nie wiemy ile nam zostało kremu jedynie po wadze a plus taki, że jak rozetniemy opakowanie zużyjemy żel do ostatniej porcji.

Drugi ślimaczkowy ulubieniec to krem BB mojej ulubionej firmy produkującej bebiki Skin79.

Tu 45% to ektrakt ze śluzu ślimaka. 
Jak to w przypadku kremów BB producent obiecuje nam kompleksowe zajęcie się naszą skórą. Krem zawiera filtr SPF 45/PA ++ więc chroni nas przed działaniem promieni słonecznych i jak każdy BB ma działanie przeciwzmarszczkowe i wybielające (te działanie na 100% u mnie jest skuteczne dzięki arbutynie). Dzięki ektraktowi ze ślimaka krem ma za zadanie nawilżyć naszą skórę.


Krem jest średnio gęsty, kolor wpada w róż, jednak po rozsmarowaniu stapia się z cerą. Nie mogę powiedzieć, że jest bezzapachowy, bo nie jest. Ma dość mocny zapach raczej przyjemny chodź mi się nie podoba na szczęście przyzwyczaiłam się do niego.
 Przyznam się, że nie była to miłość od pierwszego użycia, za pierwszym razem użyłam go jak pozostałe bebiki na krem nawilżający i wklepałam co skutkowało nieziemsko świecącą się twarzą, na której zważył się puder kiedy próbowałam jakoś ją zmatowić poza tym towarzyszyło mi uczucie, że twarz mi się lepi.
Dałam mu drugą szanse dzięki czemu odkryłam swój ulubiony BB. Nałożyłam go bez kremu pod spód i rozsmarowałam jak zwykły krem/ podkład zwykłam rozsmarowywać. Wtedy odkryłam jego moc <3
Krem ma świetne krycie, krostki, zaczerwienienia, sińce pod oczami wszystko niknie, zostaje jedynie promienna wypoczęta skóra lekko rozświetlona.
Krem nawilża po zmyciu go skóra jest miękka.
Co do opakowania jest charakterystyczne dla firmy Skin79 wyglądające ekskluzywnie i bardzo ładnie na półce jednak nie można sprawdzić ile zostało nam kremu. 
Jak każdy (a przynajmniej znacząca większość podkładów) podkład/BB krem ten też ściera się w czasie dnia (co by nie było dotykamy twarzy, odbieramy telefon itp.) jednak jest to starcie równomierne jednak dla niektórych może on wymagać poprawek w ciągu dnia (ja tego nie robię). 
Mówiąc lekko rozświetlona miałam na myśli taki efekt: 


Więc nie należy się obawiać, że będzie to blask cery tłustej skłonnej do takich wybryków. 
Jako, ze jest zima, wiatr, śnieg i mróz moje bebiki grzecznie czekają na wiosnę i lato kiedy to pójdą w ruch ;)

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Patrząc przez okno,widziała wirujący w powietrzu płatek śniegu,który osiadł na szybie zamkowego okna"

" Chciałabym,aby moja córeczka miała cerę tak
białą jak ten płatek śniegu."

Porównanie dwóch rozświetlających podkładów L'oreal Lumi Magique C2 Rose Porcelain, Rimmel Wake me up 100 Ivory.


Rozświetlenie twarzy i to jeszcze całej jakoś w polskim społeczeństwie się źle kojarzy. 
Polki raczej wolą się matować i to z reguły dążą do płaskiego matu absolutnego.
Przeciwnie niż np. azjatyki (japonki, chinki, koreanki), tam twarz raczej jest rozświetlona i promienna.
Czemu akurat w środku zimy porównanie podkładów rozświetlających? Zimą nasza skóra jest zmęczona i szarawa to moment kiedy powinnyśmy dodać jej blasku 

Rozświetlenie twarzy, czyli sprawienie, że więcej światła się od niej odbija powoduje, że cera wygląda na wypoczętą i młodszą. 
Co nam obiecuje Rimmel: 
"Pierwszy podkład, który pobudza cerę i sprawia że promienieje blaskiem. Nadaje skórze nieksazitelny wygląd. działa natychmiast przeciw oznakom zmęczenia. Zawiera peptydy i nawilżający kompleks witaminowy. "Podkład ma zawierać specjalne mikroperełki rozświetlające (zawiera taki miałki drobniusi brokacik który widać na zdjęciu).

Teraz L'oreal Lumi Magique:
"Pierwszy rozświetlający podkład, który natychmiastowo rozświetla cerę oraz jednolicie pokrywa skórę wydobywając jej naturalne światło! Technologia płynnego światła zastosowana w pokładzie Lumi Magique sprawia, że skóra zyskuje nawet 30% więcej blasku, a błyszczenie jest w pełni zredukowane. Lumi Magique to również nawilżanie, idealne krycie oraz 12 godzin magicznej trwałości."
Jak "mikroperełki" jestem w stanie ogarnąć tak "technologia płynnego światła" jest dla mnie tajemnicą. 
Zdjęcie z fleszem

Zdjęcie bez flesza n górze Rimmel, niżej L'oreal

Zdjęcie bez flesza

Zdjęcie z fleszem


  Oba podkłady rozświetlają, u Rimmela niektórych może denerwować ten brokacik czytałam opinie, że w słoneczny dzień wygląda się jak z popularnej sagi o wampirach co mają brokatowy połysk. Ale nie zaobserwowałam tego. 
Rimmel jest bardzo lekki, przyjemny w konsystencji i aplikacji ma wyraźny zapach (co może być minusem) na szczęście zapach wietrzeje. 
L'oreal rozświetla bez drobinek, jest również miły w aplikacji ma fajną konsystencję, nie ma jakiegoś silnego zapachu. 
Oba podkłady zamknięte są w szklanych buteleczkach dzięki czemu wiemy ile nam zostało, z pompką umożliwiającą dozowanie odpowiednie. W przypadku Rimmela pompka jest plastikowa, L'oreala metalowa. 
Co do krycia jest średnie, ale dzięki rozświetleniu radzi sobie z niedoskonałościami (no jakiś dużych tragedii nie ukryje) i zaczerwieniami. 
Oba stapiają się ze skórą, nie ciemnieją, nie ścierają się plamami a przyprószone transparentnym pudrem trzymają naprawdę długo.
Jestem zadowolona z nich tak samo więc ciężko stwierdzić , który lepszy. 
Mi drobinki Rimmela nie przeszkadzają, ale jeśli ktoś naprawdę się ich boi lepszy będzie L'oreal niż spędzenie całego dnia myśląc"Czy ktoś widzi te drobinki??..O ta dziewczyna widzi patrzy w moją stronę.."


sobota, 5 stycznia 2013

Twoje czarne oczy kąsają jak kobra- Czyli porównanie czarnych cieni

Kajra re 

Porównanie cieni Kobo, Inglot, Vollare, L'oreal, Pupa Kokeshi 

"Twe czarne oczy podkreślone kholem (kajalem), 
Moje oczy skryj się w nich na zawsze 
(..)"

Ponieważ czarny khol nieodzownie kojarzy się z orientem dziś przegląd czarnych cieni. 


Był czas kiedy podkreślałam oczy jedynie na czarno, nie w stylu Emo lecz właśnie takim kocim arabsko-orientalno-bollywoodzkim.


Oczy pokreślone czarną kreską nabierają dramaturgii. Dodają spojrzeniu charakteru i tajemniczości. Przykuwają uwagę do tej właśnie części twarzy.




Należy pamiętać, że efekt jaki chcemy osiągnąć powinien być co najwyżej taki:

Nie zaś taki: 

<źródło>

Posiadam cienie czarne solo jak również w 2 paletkach  znalazł się cień czarny.
Mamy tu od góry od prawej:
Inglot 84*, Kobo 301 Black Sparkle, Vollare bez nazwy, tester potrójnych cieni o nazwie Silver storm niestety nie pamiętam nazwy marki :( , L'oreal P3 Baie d'Emeraudes, oraz Pupa Kokeshi 


Cienie solo:
Inglot 84*, Kobo 301*, Vollare czarny cień bez nazwy.
Zdjęcie bez flesza

Zdjęcie z fleszem
Inglot posiada migoczące drobinki, są one bardziej miałkie niż w Kobo oraz cień Kobo ma ich zdecydowanie więcej. Cień Vollare zaś bez bazy jest prawie niewidoczny posiada drobinki..eee tam drobinki na jego powierzchni znajduje się różnokolorowy brokat (niebieski, złoty, zielony) jest to też cień o najgorszej jakości. Gdybym chciała podkreślić nim oczy musiałabym, nałożyć naprawdę dużo warstw.

Cienie czarne z paletek:
Zdjęcie bez flesza

Zdjęcie z fleszem
W wypadku cieni znajdujących się w paletkach również wszystkie posiadają drobinki, na zdjęciu z fleszem w cieniu z paletki P3 L'oreala migoczą różnokolorowo chociaż jak dla mnie na żywo są złote.

Tytułem posta nawiązałam do swojego czasu mojej ulubionej piosenki bolly. 
W Polsce też było kilka piosenek o "czarnych oczach" jednak ja zdecydowanie wole tą bollywoodzką: 


piątek, 4 stycznia 2013

Podsumowanie roku 2012

Tym razem kosmetycznie


W blogu do tej pory pisałam jedynie o paznokciach prezentując je. Jednak jak każda kobieta używam też innych kosmetyków, które lubię.
Chce przybliżyć Wam mój kosmetyczny rok 2012. 
Kiedy moja siostra zapytała mnie jaki kosmetyk uważam za odkrycie 2012 roku zapytałam z "jakiej kategorii?" nie ma jednego kosmetyku, który uważałabym za takie odkrycie roku, ze zdeklasowałby pozostałe kosmetyki.
Zaczynajmy:
Zacznę od wyróżnienia: dla Kremu BB Lioele Dollish veil vita green (jestem zdolna i zużyłam zanim zrobiłam zdjęcia) ale recenzje można między innymi znaleźć TUTAJ

Co mnie zachwyciło w 2012?


  1.  Victoria's Secret Lucious Kisses mgiełka do ciała, pachnie przepięknie a zapach naprawdę długo się utrzymuje 
  2. Beyonce Pulse 
  3. Thierry Mugler Womanity na ten zapach przymierzałam się odkąd wyszedł i w końcu w 2012  roku go dostałam.
  4. L'biotica Biowax Intensywnie regenerująca maseczka keratyna+jedwab
  5. Tusz do rzęs Maxfactor Eye Brightening for blue eyes
  6. Biochemia Urody Puder babusowy zmieszałam go z pudrem diamentowym 
  7. Skin79 Snail Nutrition BB cream
  8. Mizon Snail recovery gel
  9. Vistora's Secret balsam do ciała o tym samym zapachu co mgiełka (obłędnym :D )
  10. Beyonce Heat rush mgiełka bardzo też lubię te perfumy, ale mgiełki odkryłam jakoś w lato no i mają mieniące się drobinki do czego mnie nie trzeba długo przekonywać (z tyłu na zdjęciu obok mgiełki Vistoria's Secrets stoi druga mgiełka Beyone Pulse).
  11. L'biotica regenerujący krem do rzęs
Teraz paznokcie: 

 Nail Tek Fundation III pisałam o nim TUTAJ oraz Eveline 8w1 Total Action skoncentrowana odżywka do paznokci swoje odżywkowe przygody opisałam  TUTAJ

Lakierów mam dużo jednak tytuł mojego faworyta 2012 uzyskał:
Astor Quick'n go! kolor 325 Caribbean sea między innymi za to, że w zależności od oświetlenia jest albo bardziej niebieski, albo zielony cudo!




W najbliższym czasie zamierzam opisać swoje ulubione kosmetyki 2012 oraz od dziś w tym nowym 2013 zamierzam wprowadzić do swego bloga również recenzje kosmetyków.