sobota, 12 listopada 2016

Ekonomiczna paletka cieni - Wet'n'Wild comfort zone

Przez ostatnie dwa posty ganiłam czy to paletki I<3 Makeup czy podkład Double Wear może tym razem coś bym pochwaliła? Czy pochwalę? Zobaczymy

Kosmetyki amerykańskiej marki Wet'n'Wild od pewnego czasu są dostępne w wybranych Naturach. Już dawno temu w filmach na YT kiedy poszukiwałam kopii (duplikatów/ dupes) cieni marki MAC natykałam się na te paletki, ale mimo przyjaznej ceny w USA u Nas były nie dostępne. Od pewnego czasu już są, ale obeszły się bez echa. A szkoda. Dziś jeden z bestsellerów tej marki czyli sławna paletka Comfort Zone, w której znajdziemy kilka ekonomicznych odpowiedników wysoko półkowych marek a nawet jeden przepiękny duochrom.
Zapraszam 

Tą paletkę przetestowała wcześniej  wake up- make up! pokazała ją w TYM poście.  Miała bardzo pozytywną opinię o niej a jakie będzie moje zdanie. O tym za chwilę. 

Jeśli chodzi o samą paletkę mamy tu typowe platsikowe opakowanie, szału nie ma. Wewnątrz jest  8 kolorów cieni, podpisanych wg sugerowanego użycia. Cień na całą powiekę, w załamanie, pod brew. Producent sugeruje Nam jak je umieścić by otrzymać kilka makijaży. Oczywiście możemy je mieszać wg. własnych upodobań ale dla kogoś kto zaczyna przygodę z makijażem te rady mogą być pomocne. 
Skład

A teraz cienie, rząd od lewej: 
 Nie znajdziemy tu ani jednego matowego odcienia.
 Ostatni cień zaś posiada mikro fioletowe drobinki. Cudo

Jeśli chodzi o internety znajdziemy tu informacje, że cień
nr 1 to odpowiednik  MAC: Dazzlelight, 
nr 2 MAC: Woodwinked,
nr 3 MAC: Go,
nr 4 MAC: SMUT, albo NARS Mekong. 
Myślę, że jeśli przeszukacie internety znajdziecie dużo więcej odpowiedników w firmie Wet'n'Wild. Sama zamierzam skusić się na parę ich szminek., które mają bardzo przyjazne kolory, trwałość no i cenę.

Teraz czas na drugi rząd w nim również nie ma ani jednego matowego cienia. 


Jeśli chodzi o kopie to tutaj znajdziemy 
nr 1 MAC: Vex,
Nr 2 MAC: Juxt,
nr 3 MAC gilt by associatio,
nr 4 MAC: Club czyli najbardziej rozsławiony duochrom. 

Cienie w tej paletce prezentują się pięknie

Moja opinia

Jeśli chodzi o moją opinię ta paletka zasługuje na większą uwagę niż którakolwiek czekoladka z I <3 makeup Kosmetyki I heart makeup w Rossmannie. 

Cienie mają dobrą pigmentację, dobór kolorów pozwala stworzyć kilkanaście makijaży, dziennych, wieczorowych i bardziej szalonych. 
Nakładają i rozcierają się bezproblemowo.
Nie uczulają, nie podrażniają.
Trwałość bez zarzutu.
Przełożenie cena jakość jak najbardziej na plus. 
Pewnie gdyby nie mój zapas paletek do cieni skusiłabym się na nie. Szkoda, że kiedy ja zaczynałam przygodę z makijażem nie było takich paletek i marek.
Jedynym minusem jest to, że nie ma ich we wszystkich Naturach. Ja tą paletkę przywiozłam z Puław a w zasadzie jestem "z pod Warszawy".

Wszystkich szukających fajnych palet  w dobrej cenie zachęcam po sięgnięcie po tą paletkę oraz po markę. Sama zamierzam zaopatrzyć się w więcej produktów tej marki. 

piątek, 11 listopada 2016

Seria podkładowa. Estee Lauder Double Wear


Mam problemy z cerą, mimo wieku (31) ciągle w najlepsze kwitną na niej wypryski. Jak każdy kiedy wychodzę z domu do pracy, na randkę, kolacje czy spotkanie ze znajomymi chciałabym wyglądać świetnie. Wiele się naczytałam o tym podkładzie udałam się więc do Douglasa po moje pierwsze opakowanie. Wszak to podkład legenda Kosmetyk Wszech Czasów na wizażu KLIK. Popędzić do Douglasa popędziłam, ale z podkładem nie wyszłam. Ponieważ nie mogłam zrobić sobie wtedy zdjęć mogę tylko opisać sytuację (ale to pod koniec posta) na szczęście do zakupów dorzucono mi próbkę podkładu. Dlaczego nie wyszłam z własną buteleczką? O tym w dalszej części posta. 
Na początek spotkajmy się oko w oko z legendą.
 Kolor, który znalazł się w próbce to 2C3Fresco stanowczo za ciemny dla mnie. W sklepie odpowiedni kolor miał Ivory Nude lub Ecru. Jednak nad kolorem nie będę się pastwić, ustalmy że wiemy że jest za ciemny i nie to będzie komentowane.
 Słówko od producenta, które tłumaczy Nam wydanie 178 zł za 30 ml podkładu.

Skład

A teraz ja, a raczej moja cera. 
 Bohater drugiego planu mój kot Maniek.
Kolor Fresco jest stanowczo za ciemny jak już wspomniałam wyżej.

Konsystencja lekko płynna, ale bez przesady. 
Krycie na ręku przyzwoite.
Zapach podobny do Revlon CS lekko alkoholowy.

A teraz efekt. Podkłąd prezentuje się tak (proszę nie skupiajmy się na kolorze wiemy, że jest za ciemny). 
 Niby ok, ale wszystkie nierówności skóry są podkreślone. Zamiast tuszować jedynie przyciąga uwagę do wszystkich krostek, a zaczerwienia nadal prześwitują. Na zdjęciu bez pudru i różu.

 A tak wygląda wykończony makijaż z pudrem i różem.

Podkład strasznie wysusza, mam wrażenie że zapycha jednym słowem porażka. Po 20 minutach noszenia go czułam się tak nie komfortowo, że nie wyobrażam sobie noszenia go 8 h czy jak wspomina producent 15. 

Oczywiście w sklepie bym nie zauważyła,że podkład wysusza a nawet może że podkreśla pryszcze. Ale jego inna cecha uratowała mnie przed zakupem tak znanego produktu. 
Otóż kiedy Pani umalowała mnie kolorem, który muszę przyznać był idealny dla mojej karnacji zaczął on po prostu spływać z mojej skóry i się ważyć- nie chciał zastygnąć. Pani powiedziała, że odcień owszem strzał w 10, ale ona mi go i tak nie sprzeda. Co prawda ja i tak bym go nie chciała, ale miło z jej strony, że nie gadała głupot o tym, że on zastygnie itd. 
To uratowało mnie od kupienia go. Ten odcień z próbki jest co prawda za ciemny ale zastygł i podkreślił mi wszystkie niedoskonałości, przesuszając skórę przy okazji. 
Mój romans z najbardziej znanym podkładem EL się nie udał.  

czwartek, 10 listopada 2016

Kosmetyki I heart makeup w Rossmannie

Jakiś czas temu informatyzowałam Was na moim FB o pojawieniu się w drogerii Rossmann kosmetyków tej firmy córki Makeup Revolution. 
Jednak wtedy nie znalazły się tam żadne testery a po moich przygodach z kosmetykami MUR bez testerów nie ruszę niczego. 

Moje kosmetyki Make up Revolution, co o nich myślę.

Na szczęście w Rossmannie ostatnio znalazły się testery produktów I <3 makeup dzięki czemu mogłam poznać te rozsławione na blogosferę i YT czekoladki.  

Cena to 47,99 zł. Udało mi się być pierwszą osobą, która pomacała testery. Ułożenie kolorów i odcienie w opakowaniu faktycznie prawie identyczne jak w Chocolate Bar od Too Faced jakie było moje zdziwienie kiedy po przełożeniu koloru na dłoń ukazało mi się to: 

Serrio to jest to czym się wszyscy zachwycali jako tańsza alternatywa dla czekoladek? No nie wierze jak w ogóle można to porównać do tego: 

Poza pigmentacją, która faktycznie mnie zadziwiła również zapach to coś co trzeba odnotować. Jest on po prostu chemicznym smrodem. Nie wiem czy producent zmienił formuły, czy wcześniejsze paletki faktycznie mogły urwać pigmentacją i zapachem ale to jest jakaś kpina. Żeby za taką jakość żądać 48 zł. Lepiej iść do Natury i za 23 zł kupić paletki Wet'n'Wild

Paletka wet n wild coloricon Comfort Zone E738, swatche


Kolejna sprawa to Lip Lava, tutaj w kolorze Tremor.
Kłaczek na zdjęciu pochodzi z aplikatora tak samo jak tajemnicza kropka. 

Dziękuje Rossmannowi za poszerzenie oferty, dzięki Nim mogłam naocznie poznać tak zachwalane czekoladki, tańszą alternatywę dla Chocolate Bar od Too Faced. Powiem tak dość samolubnie i snobistycznie może. Bałam się, że okaże się że jak idiotka przepłaciłam za coś co mogę mieć w takiej samej jakości, albo i lepszej za 48 zł, ale jednak nie. Jeśli szukacie alternatywy dla paletek Too Faced to niestety nie te paletki. 
Zdania o kosmetykach MUR nie zmieniam i na nic się nie skuszę. To po prostu przereklamowane kosmetyki nie warte tych pieniędzy. 

środa, 9 listopada 2016

Wiatr, śnieg, ogrzewanie a skóra chce pić. Nawilżająca maska w płachcie od banila co.


Nie wiem jak u Was, ale w chwili kiedy piszę tego posta u mnie pada i to pada cały cały czas bez przerwy. Jesień, zima czy też początek wiosny jest straszny dla skóry. Nagłe skoki temperatury, wiatr, śnieg, deszcz, jednym słowem maskara. Wszystko to wysusza nasze lico, ale na szczęście na pomoc przychodzą Nam ultranawilżające i szybkie w obsłudze maseczki. Dziś o masce w płachcie od koreańskiej firmy banila.co. Ich besstseller już opisałam na blogu i jestem z niego mega zadowolona  

Dokładny demakijaż- Jak to robią w Korei? Banila co. Clean it zero

Jak będzie w przypadku tej maseczki? Zapraszam do posta.

Maski w płachcie są obecne na Polskim rynku od jakiś dobrych 10 lat +, jednak zaczęły cieszyć się popularnością dopiero po "odkrywczej" książce o sekretach urody

"Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji." O książce i reakcjach na nią 

Jest to post bloga wake up- make up! ,ale zgadzam się w zupełności z jej opinią na temat tej książki. 
Maseczkę dostałam podczas zakupów w sklepie banila.co w Seulu jest to próbka marketingowa nie na sprzedaż i nie mogę jej znaleźć na stronie producenta. 

Idziemy na kosmetyczne zakupy w Seulu

Maseczkę wypróbowałam dopiero ostatnio.Jej skład i instrukcja użycia prezentuje się następująco:  


Jeśli chodzi o samo wrażenia to wooow. Produkty banila.co na prawdę zasługują na sławę i tłum ludzi w ich sklepach. Skóra była nawilżona, odprężona, bardziej promienna. Wydaje mi się, że byłaby to idealna maseczka bankietowa przed wielkim wyjściem. Jeśli będę miała jeszcze okazję znaleźć firmę banila.co na pewno kupię coś jeszcze bo ich oba produkty okazały się rewelacyjne.

niedziela, 6 listopada 2016

Melted Chihuahua od Too Faced

 Czasami tak jest, że człowiek napali się na coś jak "szczerbaty na suchara" i żadne racjonalne przesłanki jak choćby pudełko szminek nie wpłynie na jego zachciankę. Tak było i tym razem kiedy "napaliłam" się aby spróbować więcej niż jednego koloru sławnego Melted od Too Faced. Ich czekoladowe paletki posiadam i uwielbiam

Moje paletki #1: Too Faced Choloate Bar vs. Sleek Oh so special


Jak więc będzie z pomadkami? O tym za chwilę. 
Na początku chciałam podziękować koleżance dzięki której ten zestaw trafił w moje ręce. D. dziękuje Ci bardzo za spełnienie marzenia ;) 

Zestaw zawiera 4 najbardziej popularne kolory Melted od firmy Too Faced. 

 Jeśli chodzi o skład:

Dziś weźmiemy na usta pierwszy z nich czyli Chihuahua czyli małego słodkiego popularnego kiedyś pieska. 
 Opakowanie skrywa 5 ml produktu ważnego przez 1 rok od otwarcia. Kolor opakowania sugeruje Nam coś różowego zmieszanego z chłodnym fioletem.

Jednak nic bardziej mylnego jest to beżo-różó-brąz. Bardzo dzienny odcień .


Jak oceniam ten kolor 9/10.
+ Piękny dzienny kolor
+ Wygodna aplikacja
+ Długotrwały
+ Nie podrażnia
+ Nie uczula

- wysusza lekko usta.

Cena regularna za opakowanie to 93 zł, w zestawie mamy aż 4 kolory za 109 zł do wypróbowania. Okres świąteczny to fajna opcja na wszelkiego rodzaju zestawy dzięki którym możemy więcej wypróbować.

niedziela, 30 października 2016

Dokładny demakijaż- Jak to robią w Korei? Banila co. Clean it zero


Jak każda z Nas wie, lub jeszcze nie. Najważniejszym etapem w wieczornej pielęgnacji jest.: dokładne zmycie makijażu. Dzięki niemu Nasza skóra będzie nie tylko oczyszczona co pozwoli Nam uniknąć przykrych następ źle oczyszczonej skóry, ale i gotowa na dobroczynne skłądniki kosmetyków. Mówiąc o oczyszczaniu nie mam na myśli pochlapania się wodą i wyszorowanie się mydłem, albo płynem do mycia twarzy, lub przejechanie płatkiem kosmetycznym nasączonym płynem micelarnym. Przez dokładne rozumiem dokładne. Właśnie w takim oczyszczeniu ma Nam pomóc produkt od Banila co. 

Jak pomyślę o tych wszystkich składnikach z bazy pod makijaż oraz z podkładu który jest "long lasting" ponieważ po 9 h ciągle jest na twarzy, dokładny demakijaż powinien być wiec 1 przykazaniem w walce o piękną cerę. 

Bardzo długo moimi ulubieńcami do demakijażu twarzy były olejki 

Olejowe zmywanie makijażu z Biochemią urody

Czy ten balsam do demakijażu je zdeklasował? Zapraszam do dalszej części posta. 

W czasie pobytu w Seulu zasadzałam się na produkt mało znanej w Polsce marki Banila co. Jest to besstseller jeśli chodzi o demakijaż, mowa o Clean it Zero. Oryginalna wersja tego produktu sprzedaje się podobno co 4,8 sekundy! 
Clean it zero występuje w kilku wariantach ja posiadam Purity.


100 ml produktu zamknięte jest w lekkim i solidnym słoiczku. Ponieważ jest to produkt koreański pomyśleli o wygodzie użytkownika oraz o przeciwdziałaniu przenoszenia bakterii do opakowania i wyposażyli je nie tylko w plastikową zatyczkę, ale również w wygodną w użyciu szpatułkę do nabierania produktu. 

Konsystencja produktu jest stała i przypomina olej kokosowy. 

Pod wpływem ciepła Naszych rąk zmienia się w płynny olej, który bez problemów sunie po skórze rozpuszczając znajdujące się na niej kosmetyki. Radzi sobie z makijażem wodoodpornym, zmywa filtry UV, wszelkiego rodzaju silikony itd. Usuwa nawet najtrwalszy makijaż bez podrażniania skóry i robi to naprawdę skutecznie. Nie narusza warstwy hydrolipidowej skóry. Oprócz tego posiada ekstrakt z papai aby wspomóc naturalną i delikatną eksfoliację. 
Producent zapewnia, że regularne używanie tego produktu pomoże Nam zmniejszyć pory, utrzymać prawidłowy poziom nawilżenia, oraz wspomoże oczyszczanie Naszej skóry.  

Jest przy tym bardzo wydajny. Odrobinka wystarczy aby zmyć całą twarz. Oprócz tego używanie demakijażu w formie olejku daje Nam możliwość wykonania masażu twarzy. Skóra jest miękka i nawilżona po takim demakijażu. 
Jeśli chodzi o moją opinię mogę powiedzieć tylko jedno Podpisuje się obiema rękami pod tym co obiecuje producent. Szybko i bardzo przyjemnie usuwam najtrwalszy makijaż, skóra nie jest podrażniona ani przesuszona. Nic nie szczypie nic nie piecze. Z chęcią kupiłabym kolejne opakowanie. Ten produkt pobił mojego ulubieńca od Etude House. 

środa, 26 października 2016

Halloween troszkę inaczej

Na Haloween królują zombie, wampiry, topielce itd. Ja jednak mam dość ciągle tego samego. Dlatego dziś makijaż w moim odczuciu Haloweenowy mimo, że jedynym mrocznym elementem są usta. Jeśli wybieracie się na Haloween to może Wasza stylizacja będzie trochę glam?


Do makijażu użyłam szarego cienia z palety Smoky od Zoevy. Zaś zamiast rozświetlacza na moim policzku na niebieskawo połyskuje cień z Glam Shopu Cytrynowa mgiełka, pokazywałam go przy okazji zakupów cieni z pierwszej serii KLIK. 
Pozostałe kosmetyki których użyłam: 
Twarz
Podkład Inglot HD 71, Paese Lush Satin 
Wibo Perfect look super paletka korektorów
Origlame widać, że zielony korektor wyjadłam 
Kobo zestaw do konturowania
Puder Bambusowy z Biochemii urody
Róż to Sleek Antique
Oczy:
Eveline korektor
MAC Painterly
Armani Eyes To Kill
Zoeva Smokey Sleep to dream oraz Relieve the moon
Błysk dzięki pyłkom z Inglota 56 i 57
Na ustach czarna szminka  Golden Rose
Wolicie topielce, zombie i wampiry czy raczej coś w wersji odmiennej lub w ogóle stylistyka Haloween do Was nie przemawia.

wtorek, 25 października 2016

Glam Shadows seria II oraz Glam Box

Opinie o Glamshadow seria I słyszałam różne. Od zachwytów po rozczarowanie, sama mam w ich temacie mieszane zdanie dlatego na razie poprzestałam na pierwszej dość pobieżnej recenzji 
CIENIE GLAM SHADOWS z Glam- Shop. Kiedy jednak znowu zobaczyłam na YT nowe cienie nie mogłam się powstrzymać i musiałam je mieć. A, że wypatrzyłam promocję na GlamVox zjawiły się one u mnie razem z nim. 
Posiadam poprzedniego GlamBoxa, jest on metalowy z nadrukiem który wybrałam. Ten jest nie tylko większy co widać na zdjęciu ale i z przeźroczystej plexi dzięki temu widzimy co mamy w środku.


Oczywiście cienie w nim zawarte to mieszanina Inglota, Kobo, Mistic Warsaw , oraz Glam Shadow, które tworzą ten uroczy rządek.

Z serii II posiadam Holo, Chiński Jedwab

Oraz Kokietkę tu na zdjęciu obok Jednorożca.

Cienie prezentują się na bazie z korektora następująco. Od lewej Holo, Chiński Jedwab, Kokietka.


Na bazie z korektora są nieciekawe, na bazie z czarnej kredki (na co wpadłam później) prezentują się lepiej, ale już widzę parę uwag do cieni z Glam Shopu o których postaram się napisać jak najszybciej.
A Wy skusiłyście się na cienie z Glam Shop? 


poniedziałek, 24 października 2016

powrót do krainy młodości- Harry Potter i przeklęte dziecko


Oficjalnie w nocy z 22 na 23 października premierę miała najnowsza książka o przygodach nie młodego już czarodzieja. Księgarnie szykowały się na nalot fanów i zapewne nalot miał miejsce. Ja postanowiłam swoją książkę kupić w spokoju a nie w tłumie, z resztą jedna noc niczego nie zmieni. A teraz kiedy oficjalnie jestem już po lekturze najnowszej części przygód Harrego mogę się wypowiedzieć na jej temat. 

Swoją przygodę ze światem czarodziejów rozpoczęłam kiedy miała wejść czwarta część powieści czyli w 2001 roku, miałam wtedy 16 lat więc na książki patrzę przez pryzmat sentymentu. 

Jeśli chodzi o moją recenzję nie znajdziecie tutaj opisu fabuły ani nic z tych rzeczy, nie musicie bać się, że popsuje wam przyjemność czytania. 

Jeśli chodzi o formę jest to typowa sztuka, mamy tutaj więc tylko dialogi okraszone didaskaliami, lekko rozczarowujące. Zważywszy, że lubiłam wszelkie opisy magicznego świata Rowling. Co do samej fabuły nie można się przyczepić jest ona ciekawa, występują pewne uproszczenia i kilka rzeczy wymagałoby sprecyzowania jednak jest to forma teatralna, a więc nie można za bardzo wdawać się w rozwijanie pobocznych wątków.  forma nie jest moim jedynym zarzutem, kolejnym jest postać Rona, jest tak dalece rozczarowująca że nawet bez komentarza. Przez zastosowanie koncepcji sztuki pozostali bohaterowie również są dość płascy. jednak Ron pobił wszelkie rekordy. 

Podsumowując fabuła dobra, koncepcja rozczarowująca. Pozycja dla fanów.