poniedziałek, 5 października 2015

Liebster Blog Award


 Zostałam nominowana przez wake up- make up! za co dziękuje, jest mi bardzo miło.

Na początek zasady: "Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."


 Moje odpowiedzi


1. Co Cię skłoniło do założenia bloga?
Szczerze to bezrobocie. siedziałam na nim dwa lata i żeby nie zwariować postanowiłam za rada rodziny robić zdjęcia paznokciom, które w nadmiarze wolnego czasu malowałam w rożne bardziej lub mniej udane wzorki. 

2. Czym jest dla Ciebie prowadzenie bloga?
To moje hobby i jednocześnie pasja. Pomaga mi odstresować sie i zrelaksować, zając się czymś co lubię.

3. Czy prowadzenie bloga odmieniło/odmienia Twoje życie?
Tak prowadzenie bloga odmienia moje życie codziennie chociaż zabrzmi to może trochę górnolotnie. Daje mi możliwość szlifowania naszej mowy ojczystej oraz możliwość spotkania za pomocą internetu ciekawych osób.

5. Jaka jest najważniejsza Twoim zdaniem porada urodowa ?
Przede wszystkim oczyszczanie. Można wydać kupę kasy na krem ale jeśli skóra jest źle oczyszczona to nie wiele to da.

6. Jaki jest Twój ulubiony kolor?
Niebieski :)

7 .Jakie są Twoje ulubione perfumy?
Pierwsze jakie przychodzą mi do głowy to Angel od Thierrego Mugler.


8. Jaki jest Twój ulubiony kosmetyk kolorowy?
moje ulubione to korektor i rozświetlacz. Korektor, bo ukrywa moje cienie pod oczami a rozświetlacz bo nadaje cerze balsku.

9. Jaki jest Twój ulubiony kosmetyk pielęgnacyjny?
Hydrolat, którego używam jako toniku. w tej chwili używam jałowcowy, ale przewinęło się ich wiele.
10. Kosmetyków jakiej polskiej marki najczęściej używasz?
Ziaja bardzo często ląduje w mojej kosmetyczce.

11.Kosmetyków jakiej zagranicznej marki najczęściej używasz?
Pewnie będzie to L'oreal mam ich podkład, puder oraz kremy.


Moje nominacje
W kolejności dowolnej :) a udział w tej zabawie jest oczywiście dobrowolny. 
Przepraszam, że nominuje tylko 4 osoby mam nadzieje, że zabawa Wam się spodoba.
Moje pytania: 
1. Dlaczego blog o takiej a nie innej tematyce?
2. Jaki jest Twój ulubiony podkład?
3. Jaki kolor szminki najczęściej wybierasz?
4. Najważniejsza rada jaką usłyszałaś o prowadzeniu bloga?
5. Jaki jest Twój ulubiony serial?
6. Makijaże, której aktorki/piosenkarki/celebrytki z chęcią nosiłabyś najczęściej?
7. Jaki jest Twój ulubiony kwiat?
8. Obowiązkowy krok w pielęgnacji to.. ?
9. Bez jakiego kosmetyku nie mogłabyś się obejść?
10. Twój ulubiony cień do powiek.
11. Gdybyś miała wybrać jeden jedyny kolor lakieru do paznokci, to byłby to... ?

niedziela, 4 października 2015

Czy kosmetyki kultowe są kultowe? Bourjois, Healthy Mix


Podkład o którym chyba każdy słyszał. polecany przez blogerki, "jutuberki", Panie w sklepach itd, będący KWC na wizażu aż 107 razy. Produkt legenda zupełnie jak poprzedni produkt pojawiający się na moim blogu z tej serii czyli wypiekane róże tej samej firmy KLIK.


"Podkład Healthy Mix idzie jeszcze dalej : 
- 70% więcej blasku*, 
- rozświetlona i ujednolicona cera do 16 godzin**. 
Dzięki formule wzbogaconej w ekstraktu z owoców:
- morela - zapewnia blask,
- melon - zapewnia nawilżanie,
- jabłko - przedłuża młodość skóry.
Wzbogacony w krystaliczne pigmenty, ujednolica cerę, rozświetlając ją od wewnątrz. Cera jest pięknie rozświetlona i nawilżona przez 8 godzin***.
Delikatna i świeża tekstura niesłychanie łatwo wtapia się w skórę, nie pozostawia śladów na skórze. Efekt zdrowa i naturalnie piękna cera.
Skuteczność zaakceptowana przez konsumentki****:
- cera jest perfekcyjnie ujednolicona 89% kobiet,
- cera jest rozświetlona : 79% respondentek,
- nie podrażnia, testowany dermatologicznie,
- nie zatyka porów.
* Test naukowy przeprowadzono na 21 kobietach.
**Test skuteczności na 30-stu kobietach. Najlepszy rezultat uzyskany na 10-ciu ochotniczkach.
*** Test instrumentalny na 10-ciu osobach
**** Test użytkowy podczas 3 tygodni na 19-stu kobietach
Dostępne 6 odcieni." źródło wizaż.pl

Mimo moich negatywnych doznań z podkładami tej firmy Bourjois Bio Detox Organic Foundation (była to katastrofa), Flower Perfection i 1 2 3 Perfect Fundation. Skusiłam się na ten podkład w czasie zeszłorocznej promocji w Rossmannie. 

Opinie na wizażu były obiecujące: "cudo, cudeńko, idealny, szukałam go przez lata", kto wie? Może i ja szukałam go przez lata tylko o tym nie wiem. Opinie dziewczyn, które jeśli nie wiedzą co chcą nałożyć na twarz sięgają właśnie po niego. Przyznaje się złapałam się z n o w u na "marketing szeptany".

Jaka jest o nim moja opinia: 

Podkład ma lekko żółty przyjemny kolor. Dla bardzo bladych jak większość podkładów francuskich za ciemny mi na lato i po lecie wydawał się idealny. Zapach piękny owocowy, konsystencja leista, dość lekka. 
Krycie dość przyjemne, może jakiś większych niedoskonałości nie zakryje, ale całkiem porządnie radzi sobie z mniejszymi. Skóra zaraz po nałożeniu wygląda ładnie, na wypoczętą i posiada zdrowy blask. Czemu narzekam zapytacie? Poczekajcie do końca tej historii. 
Po paru chwilach i nie jest to przesada dosłownie po paru chwilach ciemnieje. Zaczyna wpadać w pomarańcz. Dobra może to wina kremu? Nie, jednak nie. Sprawdziłam go z różnymi kremami, z bazą bez bazy i efekt ten sam. Ciemnieje. 
Dałam temu podkładowi 5 szans, powiecie może że mało spróbujcie chodzić z pomarańczową twarzą. 
Gdyby ciemnienie nie było wystarczające. Ten podkład warzy się na twarzy, schodzi plamami. 
Ten podkład jest ogólną katastrofą. Niby lekka formuła a waży się jak ciężka i kryjąca "szpachla", 
Pewnie moje zdanie jest w mniejszości, ale uważam że kosmetyki tej firmy są przereklamowane i nie warte takich pieniędzy. A już na pewno podkłady na które się nie skuszę już nigdy i to na serrio. 

A Wy znacie ten podkład, lubicie? 


sobota, 3 października 2015

Najlepsze jesienne cienie i paletki.


Jesień to dość kapryśna pora roku jednocześnie ciepła i słoneczna jak dziś, ale również deszczowa, zimna i ponura. Swoje jesienne drogeryjne szminki pokazywałam TUTAJ dziś żeby makijaż ust mógł iść w parze z makijażem oka cienie i paletki jesienne.

Na początek cienie pojedyncze.


1. Inglot 154 czyli piękny złoto miedziany odcień z kolekcji Noble. Jest w stałej sprzedaży a ja pokazywałam go w poście Kolorówka za +/ - 10 zł  oraz w TYM makijażu.


2. MAC Trax czyli jesienny fiolet ze złotem. Typowo jesienne połączenie. Na powiece jednak ten cień traci, złoto się osypuje a filet nie jest jakoś bardzo intensywny.


3. Kobo 116 Dark Chocolate czyli głęboki odcień gorzkiej czekolady. 
4. Kobo 115 Orient Brown czyli brąz z domieszką filetu.


5. Inglot 153 podobnie jak poprzedni cień z Inglota pochodzi z koleckcji Noble. Pokazywałam go na samym początku bloga w makijażu TUTAJ oraz TUTAJ. 

6. Mystic warsaw captivating-night czyli głęboki fiolet z drobinkami, których nie widać na powiece.

7. Inglot 420 jest to bardzo ciekawy odcień. Szary z domieszką filetu, jak widać na zdjęciu. jednak ten cień nie jest płaski jego kolor nie jest łatwy do zdefiniowania a w internecie widziałam jego porównania do MAC Satin Toupe. 


 8. ArtDeco 642 głęboki, metaliczny brąz. 

Sephora Pop Idol czyli bardzo perłowy fioletowy metaliczny cień.


Znany chyba wszystkim pigment kameleon od Inglota o nr 85. porównywany do MAC Club lub Blue Brown. Genialny jesienno-zimowy odcień.



Nadszedł czas na palety cieni. 

Zoeva Smoky tej palety jak i całej marki nie trzeba nikomu przedstawiać. Cienie są świetnie napigmentowane. Kolory takie jesienne jak to w typowym smoky.


Sleek Vintage Romance, bardzo popularna paleta cieni parę lat temu. Nie ma czemu się dziwić fiolety i złoto to bardzo jesienno-zimowa kompozycja.


Sleek Arabian Night ta paletka również cieszyła się sławą w zeszłym roku. Mamy tu zielenie, złoto, odcienie niebieskiego. Mieszanina "burych" kolorów idealnych na jesień.


Jak widać w moim wyborze jesiennych cieni przeważają fiolety, złoto i brąz. Czyli ponadczasowe kolory, które pasują większości typom urody. 
Jakie są Wasze ulubione cienie jesienną porą? 

poniedziałek, 28 września 2015

Najlepszy tusz na świecie.

 Chyba każda z nas zaczynała przygodę z makijażem od wytuszowania rzęs. Na początku tej drogi prawie każdy tusz jest dobry ;) potem nadchodzi moment kiedy od tuszu oczekujemy czegoś więcej niż tego by był. najlepiej by było, żeby był ogólnodostępny, czarny, bardzo dobry i tani. Niestety nie da się czasami pogodzić tych wszystkich elementów o czym pisałam w poście o tanich tuszach TUTAJ. 
Jeśli chodzi o moje tuszowe preferencje bardzo długo używałam tuszy z Maxfactor i były one dla mnie najlepsze z tych dostępnych w drogerii. Potem odkryłam mojego tuszowego Graala (tak mi się wydawało), o którym pisałam TUTAJ zużyłam 3 opakowania tego tuszu i zapragnęłam zmiany. W Douglasie w oko wpadła mi maskara marki Lancome.


A była to Grandiose, której twarzą jest Penelope Cruz. Co na temat tuszu mówi Nam producent:
"Lancôme prezentuje innowacyjną maskarę z nową techniką aplikacji, która umożliwia w prosty sposób podniesienie, pogrubienie oraz wyrównanie linii rzęs. Przełomowa szczoteczka Swan-NeckTM została zaprojektowana tak, aby dopasować się do kształtu każdego oka. Dzięki jej unikalnemu kształtowi aplikacja tuszu nawet na najkrótsze rzęsy staje się łatwiejsza. W celu ich idealnego pokrycia oraz odżywienia formuła tuszu została wzbogacona o ultra-czarne pigmenty oraz komórki macierzyste kwiatu róży."(źródło Sephora).

Sama maskara zamknięta jest w kartonowym srebrnym opakowaniu z wytłoczoną różą, wygląda elegancko ale na pierwszy rzut oka bez przesady. 

 

Co innego kiedy otworzymy kartonik i tusz wyjmiemy. A tu już wygląda ekstrawagancko. Tusz wygląda jak flakon z różą.  Powiem, że prezentuje się dość ekstrawagancko na tle zwykłych opakowań tuszy do rzęs. Opakowanie stoi samo przez co można zadać szyku na toaletce i jednocześnie budzi silniejsze skojarzenia z wazonem ;) 

Czarna róża znajduje się w uchwycie tuszu, wygląda niesamowicie.


Sama szczoteczka po wyjęciu z opakowania również jest w stanie ustać sama i bardzo przypomina mi łodyżkę kwiatka. No powiedźcie czy nie wygląda jak łodyga?


Nie wiem ile pracowali nad wymyśleniem kształtu tej szczoteczki, ale jej wygląd jest niespotykany. Nigdy wcześniej nie widziałam tak wygiętej szczoteczki. Co do samej "głowy" drobne silikonowe włoski są rozmieszczone promieniście aby ułatwić aplikacje tuszu. Przyznam się, że kiedy ją zobaczyłam po raz pierwszy bałam się, że skończę jako panda.




Może zanim przejdziemy do efektu powiem czego oczekuję po tuszu do rzęs. 
* Pogrubienia, moje rzęsy może i są długawe, ale mam wrażenie, że mam ich mało.
*Oczywiście chciałabym żeby były wydłużone. 
*Intensywnie czarnego koloru.
*Trwałości nie chce żeby tusz się kruszył w ciągu dnia, ani żeby jakaś łezka zrobiła mi Armagedon na oczach. 
* Nie używam zalotki dlatego chciałabym, żeby tusz unosił i podkręcał rzęsy.

Przejdźmy teraz do efektów. Na początek moje oko bez tuszu:



Teraz zaś z tuszem i delikatnym makijażem oka.


Po prostu REWELACJA.
 ZALETY
+ Pogrubia rzęsy, w pracy usłyszałam pytanie czy przykleiłam sobie sztuczne rzęsy.
+ Wydłuża dzięki czemu możemy cieszyć się firanką czarnych rzęs.
+ Jest kruczoczarna.
+ Trwała, dzięki zastosowaniu polimerów maskara nie rozmazuje się, nie kruszy i nie odbija. Żadna łezka nam jej nie rozmaże.
+ Rzęsy są podkręcone i uniesione, trzymają kształt cały dzień.
+ Bardzo łatwo umalować wszystkie rzęsy co ułatwia kształt szczoteczki. Malowanie rzęs na prawym i lewym oku nigdy nie było takie proste.
+ Bardzo łatwo umalować tą szczoteczką rzęsy w wewnętrznym kąciku oka oraz dolne rzęsy.
+ Łatwo się zmywa płynem micelarnym.

WADY
- Cena 149 zł to dość sporo. Jednak jak na taki efekt jestem w stanie kupić ją ponownie. 
Ten tusz jest w moim odczuciu genialny nie tylko nadaje rzęsom teatralną objętość i długość ale również jest bardzo trwały i łatwy w zmyciu. Jak na razie ideał.

niedziela, 27 września 2015

TAG: Kocham Jesień

Bardzo lubię TAGi co dało się już zauważyć, dają one możliwość bliższego poznania mnie i tego co lubię lub nie. Ten konkretny TAG podpatrzyłam u wake up- make up! i postanowiłam zrobić go u siebie ;) Zapraszam.

1. Ulubiony produkt do ust
Jesień to szminkowy raj. Moje ulubione drogeryjne szminki na jesień pokazywałam TUTAJ. 



2. Ulubiony lakier do paznokci
W mojej kolekcji lakierów znajdzie się kilka odpowiednich na jesień. Wybór jednego lakieru byłby przestępstwem to tak jak przez okres jesienny miałabym nosić tylko jeden odcień, nie możliwe! Wybrałam dlatego 12 jesienny lakierów.
Color Alike: figa z makiem, O w bombkę, Black Saint.
A England Sleeping Palace
Golden Rose: 45, 66, 76, 82.
Essie: bordeaux, russian rulette, aperitif.
Pupa 031


3. Ulubiony jesienny napój


Moim ostatnim odkryciem jest herbata Basilur Autumn czarna herbata z szafranem i z wyczuwalną nutą syropu klonowego. Zamierzam kupić kolejne opakowanie. Pachnie niesamowicie i ma wspaniały rudawy kolor.


Oprócz niej mocna czarna herbata z domowym sokiem malinowym mojej mamy.

4. Ulubiony zapach perfumy lub świeca
Pewnie jestem w mniejszości ale nie lubię świec zapachowych, ani wosków ani innych perfum do pomieszczeń. Z dwóch powodów po 1 nudzą mis się strasznie szybko, a po 2 mdli mnie i to pop pewnym czasie od każdego zapachu. nie lubię również jak ktoś pali je w mojej obecności nic w tym eleganckiego. Co do perfum to już inna bajka.


Thierry Mugler Angel KLIK
Thierry Mugler Womanity KLIK
Chopard Cashmere

5. Ulubiony szal
Bardzo lubię szale i mam ich wiele. Zwykle jednak wybieram sobie jeden, który noszę aż przychodzi strasznie przykry moment  kiedy szal już się "zeszmaci" a ja z Nim taka związana :( 


Nie mogłam ograniczyć się do jednego dlatego wybrałam dwa szale, które mają cechę wspólną są dwustronne ;)
Bawełniany, gruby, dwustronny szal złoty bądź brązowy, bardzo w stylu indyjskim. Jest bardzo ciepły i czasami jak zima jest lżejsza noszę go również zimą.


Oraz subtelniejszy i lżejszy szal jedwabny. Serce mi pęka gdyż już jest "zeszmacony". Jest cudowny ma jedwabny połysk, jest brązowy lub fioletowy, lekki, ciepły i zajmuje mało miejsca. Niestety był strasznie drogi :(

6. Ulubiona zmiana
W tym roku to na pewno koniec upałów :P a tak na serio lubię kolorystykę jesieni. Mocne kolory, czerwienie, burgundy, śliwki, granaty. Gdzieś tam w środku mnie ciągle jest jakieś takie mroczne grungowe dziecko z domieszką gotyku. 

7. Ulubiony horror, film o duchach, film na Halloween
Na ten temat zamierzam napisać na blogu więc nie zdradzę tajemnicy. Niech zapowiedzią będzie dla Was informacja, że oglądam horrory odkąd skończyłam około 7 lat, a wcześniej starsza siostra straszyła mnie opowieściami o duchach ;) 

8. Ulubiony jesienny owoc/potrawa  
Mi jesień kojarzy się z szarlotką mojej mamy, zapach jabłek i cynamonu. Ciepła szarlotka i zimne lody waniliowe to "pierdyliard" kalorii, ale nieodmiennie kojarzy mi się z jesienią. Jesień nie mogła by istnieć również bez zupy dyniowej oraz zapiekanki z dyni. 

9. Gdybyś poszła na imprezę halloweenową za co byś się przebrała?
Idąc tropem Wednesday Addams przebrałabym się za psychopatycznego mordercę, oni wyglądają jak wszyscy inni.

10.  Jaki trend na jesień podoba Ci się najbardziej?
O trendach na Jesień 2015 pisałam na blogu TUTAJ i TUTAJ. Co podoba mi się najbardziej w modzie jesiennej? Ciepłe tkaniny, kratka i kolory. Co w makijażu? Przydymione oko, mocne usta i ciemne paznokcie <3 taki lekki gotyk.




11.    Co lubisz, a czego nie lubisz w jesieni?
W Jesieni podoba mi się gra kolorów, które zupełnie nie przygotowują mnie na nadejście zimy której nie cierpię. Co lubię w jesieni? Jej ładne, słoneczne oblicze. Drzewa mieniące się kolorami oraz promienie słoneczne. Czego nie lubię? Jesiennej deprechy.

sobota, 26 września 2015

Ulubieńcy od lat

Zastanawiałyście się może jakie produkty są z Wami od lat? Jakie okazały się niezastąpione? Mam kilka produktów z wyższych półek oraz tych drogeryjnych. Które z nich okazały się być ze mną nie przerwanie od lat? Zapraszam.


Jak wspomniałam we wstępie głównym kryterium wyboru tych kosmetyków był czas i ilość. Czyli jak długo są ze mną oraz które to opakowanie. Musiały to być przede wszystkim produkty które kupiłam ponownie więcej niż 2 razy. Zajrzałam do toaletki, mój wzrok padł na kilku produktach ale musiałam być szczera i to szczera przede wszystkim wobec siebie. Czy na pewno kupiłam ten produkt więcej niż 2 razy? Czy gdy się skończy to opakowanie zakupię następne? Jakie było moje zdziwienie, że tak na prawdę produkty, które zawsze są ze mną są dość nie pozorne ;)
A będzie mówić o:

Korektor Oriflame, Pure Nature, Organic Tea Tree & Rosemary Purifying Corrective Stick (Oczyszczający korektor z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynu)


Swoją opinię o markach Avon, Oriflame i Mary Kay prezentowałam już na blogu w poście o TUTAJ. I jak wspomniałam w poście wolę Oriflame a to chociażby za sprawą najlepszego antybakteryjnego korektora jaki miałam w swoich rękach. Faktycznie przyspiesza gojenie wszelkich niespodzianek. Jest to moje któreś już opakowanie, straciłam rachubę gdyż jest ze mną od liceum, a to było jakiś czas temu ale ciiiiii ;)


Ten egzemplarz jest nowy dlatego jeszcze trzyma zaostrzony kształt kredki.

Tego gagatka chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Revlon Colorstay używam go w dni kiedy moja cera wygląda gorzej niż zwykle. Ma dobre krycie i trwałość i "zaszpachluje" wszystko. Jesienią i zimą używam go często zaś w lato jakąś lżejszą "tapetę".


Kiedy już nałożyłam "grunt" trzeba by go utrwalić a nic tak wspaniale nie utrwala jak Puder Bambusowy z Biochemii Urody.


Przyznaje się, że zdarzały mi się skoki w bok, ale zawsze do niego wracam. Wspaniale utrwala, matowi i przede wszystkim jest trwały. Pisałam już o nim na początku mojej blogowej drogi w TYM poście. Puder kosztuje 14,80 zł a jest cudownym zamiennikiem (jak dla mnie jest lepszy) Make Up For Ever, High Definition Powder za 170 zł. Zdradziłam go z czystą krzemionką Krzemionka Spherica P-1500 i pewnie ta zdrada czasem będzie się zdarzać jeszcze ;)

Kto to kiedyś mówił, że nakładanie podkłady gąbeczką jest przereklamowane a wydawanie 70 zł na gąbkę to lekka przesada. Zaraz zaraz czy to nie ja? Powinnam teraz wejść pod ławę niczym Gniewosz z Dalewic i odszczekać to. Otóż nie wyobrażam sobie jak mogłam nie używać Beauty Blender.


Każdy kto miał oryginalną gąbeczkę wie o czym mówię, Nie zamierzam zdradzić jej ani z RT ani z żadną inną. Zszokował mnie również fakt, że gąbeczki w zależności od koloru lekko się różnią. Proszę powiedźcie, że to prawda a nie, że mi odbija :P Miałam już białą, czarną i różową i każda była lekko inna.

Na koniec stosunkowo nowy produkt czyli Inglot puder do konturowania HD w odcieniu 505. 


Nie wyobrażam sobie nie posiadać go w swojej kosmetyczce. To jak na razie moje 2 opakowanie, ale kiedy się skończy zapewne kupię i 3. Ekstra jakość w dobrej cenie i przede wszystkim kolor.

piątek, 25 września 2015

Nieskazitelna cera? codzienny peeling? Kosmetyki firmy Biore


O tym jak ważne jest oczyszczanie skóry chyba wie każda z Nas. Sama na własnej twarzy sprawdziłam, że z oczyszczaniem nie ma co się spieszyć i lepiej zrobić to dokładnie. Stosuje mocne mechaniczne peelingi 2 razy w tygodniu zaś ostatnio namiętnie zużywałam produkty przywiezione z Malezji <KLIK> które mimo, że do codziennego mycia zwierają peelingujące drobinki. Wizja codziennego złuszczania twarzy peelingiem wydaje się większości polek nie możliwa do wykonania, bo zniszczy skórę, stanie się ona delikatniejsza i bardziej narażona na negatywne działanie czynników zewnętrznych. ja jednak zużyłam już te dwa produkty w zupełności i jestem w czasie używania trzeciego, którego recenzja również znajdzie się na blogu. Przejdźmy do bohaterów dzisiejszego posta czyli kosmetyków Biore. 

Eksperci  pielęgnacji skóry Biore wiedzą, że aby uzyskać piękną i zdrową skórę trzeba dotrzeć do korzeni jej problemów. Dlatego stworzono kompleksową pielęgnacje skóry począwszy od usuwania makijażu, oczyszczania skóry, filtrów UV, plastrów oczyszczających pory oraz żeli pod prysznic, które spełnią codzienne potrzeby w pielęgnacji skóry wraz z odrobiną zabawy. Z Biore posiadanie wspaniałej cery będzie proste. 
Po takiej reklamie powiem jedno biorę ;) A mój wybór pał na:

Biore Facial Foam Anti-Blemish Smooth
"Usuwa przebarwienia i zaskórniki. Zawiera zgniatalne mico peelingujące ziarenka, które skutecznie usuwają przebarwienia i zaskórniki pozostawiając skórę gładką i rozświetloną. Jego antybakteryjna formuła pomaga wyeliminować bakterie powodujące trądzik. Wzbogacona minerałami z Morza Martwego odżywiającymi skórę."

Skład:


Oraz informacja o mikro kapsułkach:


Jak widać produkt produkowany jest w Wietnamie o.O mimo, że firma jest japońska (Kao). Jeśli chodzi o działanie:
Kapsułki w tym produkcie nie są ostre więc nie podrażniają skóry. Stosowałam ten produkt dwa razy dziennie, rano i wieczorem i nie zauważyłam jakiś negatywnych skutków owych kapsułek. Produkt faktycznie dobrze oczyszczał nie podrażniając. Dobrze się pieni przez co jest wydajny i na prawdę minimalna ilość jest potrzebna aby umyć twarz. Usuwał makijaż, podkłady, pudry, kremy BB. Jeśli chodzi o jego wady to ma dwie po 1 dostępność po 2 ten drugi produkt o którym dzis napiszę jest lepszy ;)

Biore Facial Foam Deep  detoxify


"Pianka Biore do mycia twarzy Głęboko detoksykująca zawiera węgiel drzewny z bambusa, który pochłania nadmiar sebum oraz witaminę C rozjaśniającą skórę. Dwa rodzaje peelingujących kuleczek usuwają zanieczyszczenia i martwy naskórek, oczyszczają pory. pianka działa również na zaskórniki i wypryski pozostawiając skórę zdrowszą, i jawniejszą"
Informacja o dwóch rodzajach drobinek:

Skład:
Podobnie jak poprzedni produkt ten tez jest produkowany w Wietnamie.
Działanie:
Pianka podobnie jak poprzednia pieni się niesamowicie dzięki czemu jest bardzo wydajna. Pianka jest czarna co ma Nas przekonać do tego węgla bambusowego. Peelingujące drobinki nie są ostre i nie podrażniają skóry w żaden sposób. Dlaczego ta pianka jest lepsza od poprzedniej?
Dokładnie oczyszcza! Skóra po niej aż piszczy. Naprawdę jest bardzo dobrze oczyszczona, rozjaśniona, gładka. Wszelkie wypryski goją się szybciej. po prostu cudo.

Podsumowanie 

Oba te produkty wspaniale oczyszczają i przekonały mnie o zaletach codziennego delikatnego  peelingu. Mam problemy z moją cerą, mimo wieku 18+ VAT ciągle na twarzy wyskakują mi jakieś niespodzianki i to nie koniecznie w okolicach okresu. Bolesne podskórne gule, ropne gule czy wreszcie pozapychane pory. Masakra. teraz kiedy martwy naskórek nie zalega mi na twarzy widzę, że w "tym szaleństwie" jest metoda. kosmetyk taki jak tonik czy krem ma okazje bardziej bezpośrednio działać na moją twarz dzięki czemu wyżej wymienienie nieprzyjaciele goją się szybciej.  Skóra po obydwu peelingach  jest gładsza, rozjaśniona nie mylić z wybieleniem. jednak mocniej oczyszczał produkt z węglem z drewna bambusa i pewnie kupie go jeszcze raz.