środa, 16 grudnia 2015

W poszukiwaniu odpowiednika MACa - Pigmenty z kolorówka.com


Ostatnio pisałam na blogu o pigmencie MAC Naked TUTAJ. Mogę przytoczyć swoje zdanie o tym o, że można znaleźć pigmenty o podobnej jak nie lepszej jakości w dużo tańszej cenie. dzisiejszy post poięcony jest właśnie pigmentom z kolorówka.com. Z pośród swojego zbioru wybrałam te najbardziej "dzienne", które kojarzyć się mogą z pigmentem z MACa. 

Dzienne Pigmenty z kolorówki.com

Wszystkie pigmenty nałożyłam na sucho jak i na mokro. Widać znaczącą różnicę w pigmentacji dzięki czemu uwydatniają się różne pod tony w pigmencie.  

MAC Naked 
nałożony na sucho 1.  nałożony na mokro 2. pisałam o nim TUTAJ
 
 Ivory Lace nałożony na sucho 3. nałożony na mokro 4. 
Jest to najmniej kryjący pigment z tego zestawienia. nawet nakładany na mokro jest pół transparentny, jednak wtedy wydobywają się jego różowe tony. Zawiera skrzace sie drobinki.

 Oriental Beige nałożony na sucho 5.  nałożony na mokro 6.
Ciepły beż, dobrze kryjący zarówno nałożony na sucho jak i na mokro, bezdrobinkowy, ale o satynowym wykończeniu.  Nada się nie tylko do makijażu oczu, ale również jako bronzer do ocieplenia twarzy. 

 Golden Peach nałożony na sucho 7. nałożony na okro 8.
Piękny odcień,  brzoskwiniowego beżu z odcieniem złota. Mieniący się, posiadający drobinki. nie jest tak kryjąca jak Oriental Beige, ale lepiej kryje niż Ivory lace. Na słońcu (którego teraz zbyt często nie mamy :( ) mieni się jak marzenie.









Podsumowując
Na zdjęciach widać, że odpowiednika dokładnego koloru z MAC nie udało mi się znaleźć jednak uważam, że pigmenty z kolorówki są na tyle ciekawe i wydajne że śmiało można  uznać je za alternatywę dla pigmentu Naked. Jeśli chodzi o samo używanie:

+ są to kosmetyki wielofunkcyjne można dodać je do błyszczyka, lakieru do paznokci, stosować jako rozświetlacz, róż czy bronzer lub jak ja-cień do powiek,
+ trwałość, utrzymuja sie na bazie cały dzień,
+ można stosować je na mokro jak i na sucho w zależności jaki efekt i gdzie (róż, cień, bronzer) chcemy zastosować, 
+ cena za 5 ml zapłacimy 5.99 co w cenie MACa daje nam 7 pigmentów, przy cenie tej mniejszej pojemności lub za pełnowymiarowe opakowanie pigmentu MAC kupimy 16 pigmentów z kolorówki, które w moim odczucuiu nie ustepują jakością temu z MAca

- opakowanie czyli woreczek strunowy, ale śmiało można je przesypać w inne opakowanie.

Jak dla mnie super jakość, duży wybór kolorów za nie wielkie pieniądze. 


niedziela, 13 grudnia 2015

MAC Naked hit czy kit?


Marka MAC rozsławiona jest w Polskiej i zagranicznej blogosferze oraz na YT. Ponieważ jest tak silnie forsowana i ja postanowiłam się z nią zapoznać o czym wspominałam na blogu TUTAJ.
Jakiś czas temu spotkałam rozsławione pigmenty MAC w mniejszej pojemności a co za tym idzie cenie. Pełnowymiarowe opakowanie tego pigmentu to 4,5 g za 96 zł, zaś ten oto mały słoiczek to 2,5 g za 42 zł.
"Ten pigment to mocno skoncentrowana dawka koloru w formie pudrowej. Zawiera składniki, które powodują, że produkt przylega do skóry. Możesz stworzyć delikatny makijaż, muśnięty kolorem lub mocny, intensywny efekt. Pigment łatwo się rozciera i długo pozostaje na skórze. Pigmenty są sprzedawane na wagę, a nie objętość, co może spowodować, że pojemniczek nie będzie wypełniony produktem aż po same brzegi.". Sprawdzając na wizażu pigmenty te są hitem 31 razy na 153 opinii.
Co myślę o nich ja?
Przede wszystkim jak wygląda ten pigment na skórze?


1. Pigment nałożony na sucho
2. Pigment nałożony na mokro.



Cień jest podobny do jednego z cieni z palety Urban Decay Naked 2 tylko ciemniejszy. Nałożony na sucho daje lekką błyszczącą mgiełkę, nałożony na mokro zyskuje na intensywności. Jest cielistym beżem z ciepłym tonem przynajmniej w moim odczuciu.

Co do jego użytkowania:
Trzeba stosować go na jakąś lepką bazę bo słabo przyczepia się do powieki np. przypudrowanej. Nosi się bez uszczerbku cały dzień, wspaniale się rozciera i łączy z innymi kolorami. Jednak za taką cenę oczekiwałabym czegoś więcej niż słabej przyczepności do powieki. Znam podobne kolory, podobną konsystencję. Pigment uważam za przereklamowany i raczej nie skusze się na kolejne. Podobną jakość mogę mieć w mniejszej cenie, ale nie będzie tak "trendy' ;)

Jeśli chodzi o pigmenty podobnej jakości jak nie lepsze o dużym wyborze odcieni mogę polecić te z kolorówka.com pisałam o nich TUTAJ oraz TUTAJ. Jednak mój zbiór się powiększył ;)


Jesteście może ciekawe tych pigmentów z kolorówki czy może już je znacie? Postaram się poszukać w zbiorach podobny odcień do tego z MACa.


środa, 9 grudnia 2015

Lotion do twarzy Hada Labo


Dziś na blogu produkt pielęgnacyjny rozsławiony miedzy innymi przez autorkę bloga Azjatycki cukier. Szukając o nim informacji znalazłam taka oto interesująca informacje na wizażu o samej firmie: 


Nie wiem czy widać, ale w opisie informacja o tym że jest to japońska firma a w adresie Kuala Lumpur. Stamtąd z resztą pochodzi mój kosmetyk. Wersja którą posiadam jest wybielająca oraz jest wersja "rich". 
Kosmetyk zamknięty jest w solidnej plastikowej buteleczce o pojemności 170 ml. Butelka zamykana  niebieską nakrętką, nakrętka posiada otwór przez który wydobywamy Nasz kosmetyk. Musze wspomnieć, że po przechyleniu butelki nie leje Nam się nie wiadomo jaka ilość produktu ale mniej więcej taka jaka jest potrzebna do nałożenia na twarz.


Kosmetyk w konsystencji przypomina kwas hialuronowy, czyli średnio gęsta przeźroczysta ciecz. Jeśli chodzi o sposób jego użycia producent sugeruje: 



Rozprowadzić na twarzy bezpośrednio bez użycia wacików lekko przy tym  wklepując. Tak przygotowana skóra jest gotowa na przyjęcie kremu, którego działanie ma być lepsze ;)
Sam kosmetyk ma posiadać aktywne 3 rodzaje kwasu hialuronowego, które  nawilżają skórę. Mają uczynić ją znacznie miększą, gładszą i elastyczniejszą. Oraz tak jak wspomniałam wcześniej przygotować skórę do zwiększenia absorpcji składników pielęgnacyjnych. Trzy rodzaje kwasu hiluronowego pomagają zachować optymalne nawilżenie skóry.  Jak większość azjatyckich kosmetyków wybielających z którymi miałam styczność zawiera arbutynę która ma zwalczyć ciemne plamy i ujednolicić koloryt skóry. Kosmetyk nie zawiera substancji zapachowych, oleju mineralnego, alkoholu i barwników. 

Jeśli chodzi o samo używanie tego lotionu to wchłania się bardzo szybko, na początku jest dość kleisty ale po chwili ta jego kleistość zanika. Zauważyłam, że w czasie jego używania skóra jest faktycznie bardzo dobrze nawilżona i jakby bardziej jędrna. Co do jego wybielającego zadania chodziło mi o zniwelowanie jakiś potrądzikowych przebarwień i ewentualnych przebarwień od słońca a ponieważ nie mam tego zbyt wiele, a już znikły te co miałam mogę powiedzieć że wybielające właściwości ma. 
Powiem, że sam kosmetyk jest bardzo interesujący i podoba mi się jego działanie w postaci nawilżenia, szkoda jednak że jest nie dostępny stacjonarnie w Polsce. 

PODSUMOWANIE 
+ Nawilżenie.
+ Poprawa jędrności skóry.
+ Szybko się wchłania.
+ Nie ma zapachu.
+ Nie uczulił oraz nie podrażnił. 
+ Wygodna w użyciu butelka, która dozuje potrzebną ilość kosmetyku.
+ W moim odczuciu jest dość wydajny, może szału nie będzie ale używam go miesiąc i nie doszłam do połowy butelki. 

- Dostępność. 
Znacie kosmetyki tej marki? Może inne azjatyckie kosmetyki które mogłybyście polecić.

niedziela, 6 grudnia 2015

Makijaż o zapachu czekolady czyli Smokey w odcieniu starego złota

Jak można domyślać się po tytule w makijażu użyłam pachnącej czekoladą palety od Too Faced Chocolate Bar, ciągle zalegają mi makijaże wykonane jej siostrą Semi Sweet, ale dziś postanowiłam pokazać Wam makijaż w odcieniu starego złota. Wykonany właśnie tą paletką o której pisałam TUTAJ. Zapraszam na makijaż



Do makijażu oka użyłam bazy pod cienie w tej roli ostatnio króluje u mnie Paint Pot z MACa w kolorze Painterly oraz cieni z czekoladowej palety:
*White Chocolate
*Milk Chocolate
*Gilded Ganache
*Triple Fudge
*Creme Brulee
*Tusz to mój ukochany Lancome Grandiose <KLIK>
*Korektor pod oczami to MAC pro longwear concealer NW20 <KLIK>
*Podkład to Lancome Teint Idole Ultra 24 H

Z góry przepraszam za słabe światło, (rozważam zakupienie lampy) przy obecnej porze roku ciężko zrobić zdjęcia makijażu a w słabym świetle aparat "zjada" kolory. Jednak wychodzę do pracy jest ciemno, wracam jest ciemno czy tak jak w tym wypadku wyskakuje ze znajomymi do baru jest ciemno :/ Mam nadzieję, że pomimo zjedzonych kolorów jest "coś" widać oraz, że przejścia kolorów są dobrze rozblendowane.








Mimo, że w palecie nie ma koloru starego złota cień Gilded Ganache w połączeniu z Creme Brulee właśnie taki efekt na oku pozostawił. Nie skromnie powiem, że makijaż zebrał parę komplementów od dziewczyn obecnych na spotkaniu dlatego pewnie go powtórzę, wydaje mi się idealny na święta. Może wtedy światło będzie łaskawsze. 

sobota, 5 grudnia 2015

Kosmetyczny Kalendarz Adwentowy- Rozpieszczona z Lancome


O istnieniu kalendarzy adwentowych wiem od dzieciństwa czyli "prawie" od wczoraj ;) o istnieniu takich kalendarzy w wersji kosmetycznej dowiedziałam się w tym tygodniu. Jednocześnie z tą wiedzą zostałam posiadaczką kosmetycznego kalendarza adwentowego od firmy Lancome. 
Jak wynika z mojej wiedzy kalendarz nie jest niestety do kupienia, sama dostałam go od przedstawicielki tej firmy.
Jak prezentuje się taki adwentowy kalendarz kosmetyczny?


Trzeba przyznać, że kalendarz prezentuje się fenomenalnie, wygląda bardzo ekskluzywnie co z resztą nie powinno dziwić ze względu na markę, która jest ekskluzywna.

Jeśli chodzi o sam kalendarz:

Jego kształt kojarzy mi się z tryptykiem np. Wita Stwosza.


 Czyli dwa otwierane skrzydła oraz środek. Nie musimy się martwić, że skrzydła otworzą Nam się same ponieważ wewnątrz znajdują się magnesiki, które trzymają nasz kalendarz w zwartej formie ;) Za co zresztą punkt dla producenta. Wykonany jest z grubego kartonu w odcieniach złota, czerwieni i bieli. Tłoczony we wzór bramy z różą wygląda bardzo ekskluzywnie i czarująco.



Jeśli chodzi o zasadę działania to typowy kalendarz adwentowy z 24 okienkami w których jak można zgadnąć znajdują się kosmetyki marki Lancome. I tu kolejny plus dla producenta, nie są to próbki w saszetkach a miniatury kosmetyków. Zminiaturyzowane oryginalne opakowania wyglądają uroczo. Wewnątrz znajduje się również pełnowymiarowy produkt: tusz do rzęs.


 Jakie to miniatury? Otóż wewnątrz znajdziemy:

Uwaga 
Aby łatwiej było uzmysłowić sobie cenę takiego produktu w nawiasie napisałam cenę rynkową za tą właśnie pojemność jaką musielibyśmy zapłacić.
  1. Advanced Genifique Zaawansowany koncentrat aktywujący młodość 7 ml (67,43 zł za 7 ml. Cena  opakowania 30 ml to 289 zł)
  2. Visionnaire LR 2412 4%-cx 7 ml (74,43 zł)
  3. Visionnaire Kompleksowy krem korygujący cerę 15 ml (99,5 zł)
  4. Teint Miracle Rozświetlający podkład 5 ml (29, 16 zł)
  5. Mini Pędzel do Podkładu (nie mogę znaleźć ceny pędzla)
  6. Effacernes Longue Tenue SPF 30 korektor o właściwościach pielęgnacyjnych 5 ml (49,66 zł)
  7. Lip Lover Rose Attrape Błyszczyk do ust w kolorze 316, 3 ml (66 zł)
  8. Tresor EDP 7,5 ml (59,75 zł) 
  9. Advanced Genefique Yeaux Light Perl aktywator młodości rozświetlający okolicę oczu 5 ml (67,50 zł)
  10. Hypnose tusz do rzęs 6,5 ml (jest to pełnowymiarowe opakowanie 149 zł)
  11. Renergie Yeux Multi Lift ujędrniający, przeciwzmarszczkowy krem pod oczy 5 ml (89,66 zł)
  12. Bi-Facil płyn do demakijażu oczu wrażliwych 30 ml (38,16 zł)
  13. Galateis Douceur mleczko do demakijażu 15 ml (7,08 zł)
  14. Tonique douceur tonik oczyszczający 15 ml (7,08 zł) 
  15. O de Lancome EDP żel pod prysznic 50 ml (nie mogłam znaleźć tego produktu)
  16. Hydra zen masque maska- serum na noc 15 ml (55 zł)
  17. La vie est belle perfumowany balsam do ciała 50 ml (38,33 zł)
  18. Absolute precious cells krem regenerujący na dzień 15 ml (209, 70 zł tak trochę się zdziwiłam ale 50 ml tego kremu kosztuje 699 zł) 
  19. Mini kredka do oczu kolor czarny 0,7 g (nie mogę znaleźć ceny tej kredki)
  20. Hypnose Drama tusz do rzęs 2 ml (45,85 zł)
  21. Róż do policzków 2,5 g (82,50 zł)
  22. Pędzel do nakładania różu (niestety tego pędzla również nie mogę znaleźć)
  23. Pomadka do ust w kolorze Capriese 132, 4,2 ml (124,99 zł)
  24. La viest est belle 4 ml (31,86 zł)
Jak wyglądają takie miniaturki? Słodko i tak:
La viest est belle miniatura 4 ml przy pojemności 30 ml wygląda dla mnie jak matka z córką. 


 Albo obie miniaturki perfum z kalendarza. Po prostu zminiaturyzowana słodycz.


Miniatura 5 ml Advanced Genefique Yeaux Light Perl tak prezentuje się przy opakowaniu o pojemności 20 ml.

I również w tym małym opakowaniu kryje się "perła", którą wykonamy masaż i drenaż okoli oka.



Jeśli chodzi o cenę to za całość musielibyśmy zapłacić 1392,64 zł szczerze to nie mogę w to uwierzyć.

Jestem również bardzo ciekawa tych kosmetyków i powiem, że jeśli chodzi o Lancome to Mikołaj miał gest.

Wybrane produkty z kalendarza adwentowego w tym miniatura tuszu Hypnose drama i pełnowymiarowy tusz Hypnose.


Wyrazy uznania dla marki nie tylko za to co znajdziemy wewnątrz kalendarza ale również za to, że zminiaturyzowane opakowania wyglądają tak słodko, że poczułam się jak mała dziewczynka kiedy je oglądałam. Również wygląd kalendarza to klasa sama w sobie , siedzenie i otwieranie okienek sprawiło, że poczułam dziecięcą radość ;) A całość kojarzy mi się z domkiem dla lalek.

I podobnie jak przy adwentowym kalendarzu ze słodkościami nie mogłabym otwierać codziennie jednego okienka ciekawość by mnie po prostu zjadła.


poniedziałek, 23 listopada 2015

Moda na perłowe usta- Makeup Revolution Encore

Kiedy byłam mała szczytem modem była ciemna konturówka w okół ust oraz jaśniejsze wypełnienie, maiło to powiększyć usta. Pamiętacie? 

 Pewnie nie jedna z was uśmiechnęła się na to wspomnienie. Osobiście uważam, że o krok jesteśmy już od powrotu tego trendu gdyż do łask wróciły brązowe pomadki ;)  Swoją drogą uważam, że usta a'la Kendall Jenner też za jakiś czas wywołają Nasz uśmiech.
Moda ma to do siebie, że wraca po prostu chyba nie da się już nic wymyślić odkrywczego. Swetry over size, spodnie z dziurami, koszule w kratę wszystko już było i do pełni szczęścia wystąpiło w latach 90' lub późnych 80'. Dzięki czemu przypadło na moje beztroskie dzieciństwo.

Panowała też wtedy moda na perłowe szminki. Przez długi czas wydawały mi się one kiczem i czymś nie do noszenia jednak z wiekiem człowiek nabiera dystansu ;)
 I w obecnej chwili jestem w stanie nosić perłową szminkę co zapoczątkowały szminki z MaxFactor, które pokazywałam TUTAJ.
Dzięki Nim skusiłam się na kolejną perłową pomadkę tym razem przy okazji zakupów internetowych. Do koszyka wpadła szminka z Make up Revolution czyli marki na którą był boom i jakoś lekko przycichł  na fali owego owczego pedu posiadam również inne kosmetyki tej marki w tym "kultowe" cienie foliowe oraz "kultowy" wypiekany rozświetlacz . Zapraszam do postów <KLIK>, <KLIK>.
Przejdźmy jednak to szminki.



Dzięki końcówce z odrobiną szminki wiemy jaki kolor znajduje się we wewnątrz, coś stylizowane na NYX (jeśli się nie mylę, jak coś to poprawcie) jednak opornie schodzi i na pewno nie będziemy używać tej odrobinki szminki, ale szukanie w kosmetyczce nam ułatwi.


Szminka jest dobrze wyprofilowana, ma zaostrzony "dziubek" dzięki czemu łatwo umalować usta (przynajmniej dopóki jest nowa).
tu można zobaczyć shimmer


Szminka jest w kolorze dla mnie dość uniwersalnym coś jak lekko ciemniejszy naturalny kolor ust. Jednak ma zimny połysk ja odbieram go jako fioletowo- różowy.


Na ustach prezentuje się następująco:



Co do samej szminki nie mam zastrzeżeń. Jest nie droga, dobrze się nakłada, komfortowo nosi, ma całkiem ładny kolor i dość trwałe opakowanie. Nie wysusza, nie podrażnia i nie uczula. Nie jest jakoś specjalnie trwała ale nie winię ją za to, po prostu matowe pomadki bardziej "wżerają" się w usta. Jeśli ktoś nie lubi perłowego wykończenia to szminka zdecydowanie nie dla niego, jeśli jednak tak jak ja jest w stanie nosić perłę na ustach to jest to dość ładny kolorek, który mogę polecić.

niedziela, 22 listopada 2015

Ulubione kremy ochronne na jesień - L'oreal



Na początku chciałam przeprosić za długą nieobecność na blogu, niestety nie jestem w stanie obiecać, że ulegnie to szybkiej zmianie. Po prostu cały mój wolny czas angażują inne nie związane z urodą czy makijażem sprawy. A że moje życie zawodowe w nawet najmniejszym stopniu nie wiąże się z wizażem to już w ogóle mam ostatnio problem z systematycznym blogowaniem czy nawet makijażem. Nawet tym do pracy :(

Po ty przy długim wstępie chciałam przedstawić Wam moich ulubieńców w jesiennej pielęgnacji. Na razie, na szczęście jesień Nas stosunkowo rozpieszcza, temperatury ciągle są dodatnie, jednak wiatr, deszcz i ogrzewanie robią swoje jeśli chodzi o kondycję skóry. Od początku listopada sięgam po krem 
L'oreal Nutri-Gold Olejkowy Rytuał Odżywczy krem-olejek

"Jedwabisty krem - olejek natychmiast nawilża i odżywia nie pozostawiając tłustej i klejącej warstwy na skórze. Skóra odzyskuje poczucie komfortu. Dzień po dniu poprawia się wygląd skóry, a oznaki zmęczenia stają się mniej widoczne. Twarz wygląda na wypoczętą. Skóra odzyskuje witalność." <źródło>

Bałam się, że krem będzie tłusty ale nic z tych rzeczy. Krem faktycznie jest gęsty, jednak łatwo go rozsmarować i stosunkowo szybko się wchłania. Nadaje się pod makijaż. Po jego nałożeniu mam wrażenie, że mam na twarzy drobny shimmer jednak dziś kiedy nakłądam go na rękę nic z takich rzeczy nie wychwyciłam więc sama nie wiem. Na pogodę taką w początkach jesieni nadaje się idealnie, nie mam piekącej czerwonej twarzy po smaganej wiatrem. Krem nie zapycha, fajnie nawilża, nie uczula, jest wydajny. Na zimę jednak może być za lekki. Co mnie w nim zaczyna denerwować to zapach w moim odczuciu mniej przyjemny niż klasyczny Nutri Gold. Nie wiem czy kosmetyki do pielęgnacji twarzy powinny być aż tak mocno perfumowane. 


Na stronie L'oreal polecają wykonywanie 60 sekundowego masażu z użyciem tego kremu.
Ten krem zastąpił mi mojego dotychczasowego ulubieńca czyli L'oreal Nutri Gold 

"Nawilżająca terapia odżywcza Nutri - Gold o bogatej i zmysłowej konsystencji niczym odżywcze masło wtapia się w skórę nie pozostawiając tłustej warstwy.
Intensywnie odżywia i nadaje jej zmysłową gładkość bez uczucia szorstkości.
Produkt odpowiedni dla kobiet w każdym wieku. Daje natychmiastowe nawilżenie i intensywne odżywienie. Dzień po dniu, bariera ochronna skóry zostaje odbudowana.

Po 4 tygodniach, skóra całkowicie odmieniona, - 90% uczucia suchości skóry." <źródło>
Bardzo lubiłam ten krem, zużyłam w zeszłym roku dwa opakowania i niestety zaczął przeszkadzać mi jego zapach dlatego zamieniłam go na Olejkowy rytuał. Krem jest mniej gęsty od Olejkowego Rytuału, szybko się wchłania, nawilża i chroni skórę przed czynnikami atmosferycznymi. Nadaje się pod makijaż.
O swoim pierwszym kremie z tej serii L'oreal Nutri-Gold Light&Silky pisałam już na blogu TUTAJ.

Podsumowując moje dotychczasowe doznania z linią L'orealNutri-Gold 

+ Kremy idealne na jesień i wczesną wiosnę. Chronią przed niekorzystnymi czynnikami atmosferycznymi, wiatrem, deszczem, ogrzewaniem. 
+ Szybko się wchłaniają.
+ Nawilżają skórę.
+ Nadają się pod makijaż. 
+ Nie zapychają. 
+ Nie uczuliły mnie. 
+ Są ogólnodostępne w drogeriach stacjonarnych i internetowych. 

- Zapach, który się męczy już po pewnym czasie. Gdyby tylko zmienili ten punkt byłyby to dla mnie kremy przełomu jesień/ zima i zima/ wiosna idealne. 

czwartek, 5 listopada 2015

Shiseido- Ma cherie Moisture szampon i odżywka


Ostatnio strasznie długo nie było mnie na blogu, ba nawet nie miałam czasu zaglądać za często na inne blogi  by być na bieżąco :( wpadałam na chwilę wieczorem i sprawdzałam czy są jakieś komentarze i ew. podpowiadałam na nie. Niestety nie jestem w stanie powiedzieć czy w najbliższej przyszłości to się zmieni. Za co najmocniej przepraszam.
Co do samych makijaży to dopadła mnie jesienna deprecha i nie chce mi się i to bardzo. Nie maluje się nawet do pracy... zgroza :( Dlatego przychodzę dziś do Was z recenzją kosmetyków do pielęgnacji czyli szamponu i odzywki marki Ma Cherie czyli Shiseido.

Ten zestaw kupiłam w czasie mojej podróży do Malezji o której pisałam TUTAJ.


Opakowania są urocze i bardzo praktyczne dla kogoś będącego w podróżny, małe i wygodne dzięki czemu można je spokojnie upchnąć nie tylko do walizki ale i do bagażu podręcznego. Samo logo jest w moim odczuciu piękne i eleganckie. A fakt, że te przeurocze cudeńka są zamknięte w takim oto "neseserku" zastrzelił mnie już na amen.


Jeśli chodzi o ich skład to już podaję:


Na składach się nie znam wiec niestety nie przeanalizuję moje jedynie powiedzieć o swoich odczuciach.

Specjalnie kupiłam tak małe opakowania aby sprawdzić czy produkty mi się spodobają, z czasem mój skalp jakoś strasznie się rozpieścił i strzela rożne dziwne fochy, których nie umiem jakoś sensownie połączyć z konkretnym produktem lub czynnością. Co do samych opakowań wiem, że to tylko wersje podróżne, ale ich dozowanie przez stosunkowo duży otwór nie jest ani wygodne ani ekonomiczne za co dałabym minus, oprócz tego butelka jest wykonana z twardego plastiku przez co nie możemy jej zgnieść.
Kosmetyki pachną bardzo ładnie, zapach pozostanie na włosach i jest subtelny, kobiecy.
Co do właściwości włosy są po zastosowaniu tego zestawu są błyszczące, ładnie się układają i się nie puszą. Niestety jeśli użyje tego duo kilka razy pod rząd to podrażnia mi skalp. Jeśli ktoś lubi efekt zdrowych i błyszczących włosów osiągnięty za sprawą sylikonu, lub potrzebuje natychmiastowego liftingu zniszczonych włosów by jakoś wyglądać produkt na pewno mu się spodoba. W moim przypadku nie trafi do grona ulubieńców i zapewne nie kupie go ponownie. Powiem, że te azjatyckie kosmetyki do włosów które miałam okazje testować jakoś "nie urwały", że tak się wypowiem dużo bardziej urzekły mnie kosmetyki rosyjskie.  A Wy znacie jakieś azjatyckie kosmetyki do włosów które możecie polecić?