czwartek, 16 lipca 2015

Od przybytku głowa nie boli #1 Kolekcja cieni do powiek


 Nie chodzi mi o to by się pochwalić kolekcją cieni. Wiem, że wiele dziewczyn ma ich więcej jednak robiłam sobie remanent w toaletce i stwierdziłam, że idąc tropem innych dziewczyn które prezentują swoje kolekcje kosmetyków ja tym razem pokaże cienie do powiek. 
I tak na zdjęciu u góry mamy :
Lewy rząd
Urban Decay Naked <KLIK> , <KLIK>
Urban DecayNaked 3 <KLIK>
Too Faced Chocolate Bar <KLIK> ,
Sleek Vintage Romance <KLIK>, <KLIK>
Sleek Au Naturel <KLIK>
Sleek Arabian Night
Sleek Oh so special <KLIK>
Avon Mocha Latte
Avon cocoa dream
L'oreal Smokey Nude
L'oreal P3 Baie d'Emeraudes

Zaś prawy rząd z bliższej odległości na zdjęciu powyżej i jets to
W kasetce Glambox cienie: Inglot 426,153, 154,444, 467,399, 407, 420, 488
Kobo: 116, 115, 111, 205, 101
MAC: Trax
Mystic warsaw: blue night, captivating-night <KLIK>
Maybelline color tatoo: 45 infinite white, 35 On and on bronze, 40 Permanent toupe
P2 Forever intense eyeshadow cream 040 just me
Inglot pigmenty:85, 35, 57, 56, 63 <KLIK>
My secret Stardust 5, 2, 6
essence pigments 06, 03
Oriflame sypki różowy cień, który nie ma numerka
Kobo 301
Yves roche 74, 79
Inglot 358, 436
Catrice: 330, 410 <KLIK>
Rimmel 021
Pierre Rene 113 Last Call <KLIK>

Cienie o których zapomniałam do tego zdjęcia :P :

cienie Bourjois, którym numerki już się starły wiem może powinnam je wyrzucić ale nie mam sumienia, 09 Brun nylon, 07 In mouve again <KLIK>
PUPA Velvett Matte <KLIK>
L'oreal Color Infallible 004, 407
Sephora N87, N32
Astor 110
IsaDora 04
Avon Natural haze
Biguine Mirage
Mystic warsaw Passion Night
Pierre Rene 147
Make up revolution rose gold <KLIK>

oraz:
 cienie ArtDeco które pokazywałam wraz ze swachami TUTAJ oraz TUTAJ
cienie z kolorówka.com <KLIK> , <KLIK>

Coś was zainteresowało? Coś byście chciały zobaczyć z bliska, albo może jakiś makijaż?

poniedziałek, 13 lipca 2015

Przychodzi baba do dietetyka czyli z czym to sie je?

Wiem, że wiele osób wstydzi się przyznać, że myślało o dietetyku wiele wstydzi się zapytać i ma jakieś mgliste pojęcie o tym zawodzie. Ja przyznam się, że do wizyty skłoniły mnie względy zdrowotne, jestem gruba nie ma co owijać w bawełnę nie miałam nigdy z tym związanych jakiś szczególnych kompleksów lecz jednak z powodu Haschimoto przytyłam dużo za dużo i zaczęło mi to przeszkadzać i denerwować. Rady typu "mniej żryj", "więcej się ruszaj" od razu polecam sobie gdzieś tam schować. Ponieważ zwykle do wszystkiego podchodzę z umiarem i z głową nie sięgnęłam nigdy po internetowe diety które "pomogły X, Y i Z a nawet W na nich schudła i tylko mi się nie udaje" więc wszystkie internetowe paleo popularne kiedyś diety Duckany i inne nie wchodzą w rachubę gdyż nierozważna dieta może wyrządzić więcej szkód niż pożytku. 
Ile ważę i ile mam wzrostu niech zostanie moją tajemnicą jakieś ograniczenia ekshibicjonizmu muszą być ;)

Dietetyk z czym to się je?
Pierwsza kwestia jak wybrać dietetyka? Ja powiem szczerze walnęłam w ciemno byleby przyjmował w sobotę i nie trafiłam źle, od razu kobitka wzięła się za mnie a ja razem z nią i tak oto ciągniemy Naszą współpracę którą niestety ostatnio przez własna głupotę odstawiłam.
A przez moje problemy z metabolizmem przytyć mi nie jest jakoś szczególnie trudno i nadwaga gotowa. 
Wracając do tematu dietetyk, jeśli ktoś nie chce tak jak ja udawać się na "randkę w ciemno" radziłabym poszukać opinii w internecie, na różnego rodzaju forach, na wizażu jestem pewna że można znaleźć różnego rodzaju wskazówki. Czy wizyta wygląda tak samo u wszystkich dietetyków nie wiem. Mogę tylko opowiedzieć jak wyglądała u mnie pierwsza wizyta i kolejne.
 Pierwsza wizyta:
Na pierwszej wizycie Pani dietetyk zapytała mnie o badania krwi, które miałam wykonane ale nie te co trzeba ;) więc dostałam długa i szczegółowa listę co sprawdzić a było tego trochę i ciut ciut. Przeprowadziła również ze mną wywiad czyli standard co lubię jeść, czego nie lubię czy mam alergię jak wygląda mój dzień oraz typowy jadłospis.
Po wykonaniu badań czyli za 2 tygodnie miałam udać się jeszcze raz z wynikami a przez pierwsze dwa tygodnie miałam dietę bardzo ograniczoną wręcz monotonnie obrzydliwą. Na czczo ciepła woda z cytryną, śniadanie płatki owsiane, drugie śniadanie jogurt z różnymi "rzeczami" których już nie pamiętam i na obiado-kolacje zupa krem. Na owych dwóch tygodniach mój metabolizm się ruszył i zaczął działać szybciej niż to ma w zwyczaju, był to czas kiedy najszybciej schudłam. Miałam przy tym pic dużo wody co ze względu na płatki, nasiona i orzechy wydaje się sensowne i oczywiste a ja z reszta pije bardzo dużo wody. 
Kolejna wizyta:
Przy kolejnej wizycie miałam już wyniki badania krwi dlatego dieta mogła zostać zmodyfikowana do moich potrzeb wynikających nie tylko z haschimoto ale również z wszelkich problemów z nim związanych. Szczegółów jej nie opiszę gdyż każdy powinien mieć dietę dobraną do siebie. Nie powiem, żeby bycie na diecie było łatwe i przyjemne, że nie chciałam tego cisnąc w cholerę i żyć normalnie jak wszyscy chciałam ale tu chodziło o moje zdrowie pal sześć figurę. 
Każda kolejna wizyta oddalona była od siebie o miesiąc lub dwa zależy od okoliczności, sama Pani dietetyk stwierdziła, że wchodzimy na nowe "levele" i nie wszyscy są na to gotowi. Ja przez pierwszy rok byłam zdyscyplinowana, nie złamałam się na ciastko, MC, pizzę czy inne "smakołyki". Przez pierwsze miesiące cierpiałam przyzwyczajając się do niektórych rzeczy. wszystkie dania z diety próbowałam przynajmniej nawet jeśli brzmiały obrzydliwie niektóre okazywały się pyszne inne niestety smakowały tak jak brzmiały z opisu czyli obrzydliwie.

Obecnie jestem na kolejnym etapie diety bez mleka i jego produktów, bez glutenu po tej paro miesięcznej przerwie od nowa jestem gotowa wytrzymać bez złamania się na niej.

A Wy korzystacie z dietetyka? Byłyście kiedyś na diecie?

niedziela, 12 lipca 2015

Władca Rozświetlenia cz. 1 Drużyna rozświetlenia


Rozświetlenie odkryłam dawno, dawno temu i od tego czasu używałam wielu rozświetlaczy niej lub bardziej zmielonych, drobinkowych i bezdrobinkowych oraz udanych i tych mniej udanych. Nie trzymając się jednak chronologii zdarzeń dziś opowiemy o Drużynie rozświetlenia czyli rozświetlaczach drogeryjnych i tanich padających bardzo często jako zamiennik dla sławnej już Mary-Lou Manizer.
Jako takowe najczęściej padają:

Lovely Silver Highlighter
Lovely Gold Highliter
Wibo Diamond Illuminator 


zdjęcie z fleshem
Jak widać nazwy rozświetlaczy Lovely są całkiem dobrze dobrane, ten Silver jest chłodny zaś Gold ciepły co do Wibo wydaje mi się, jest tylko jeden kolor. Kiedy gruchnęła wiadomość iż to zamienniki sławnej Marysi wymiotło je z Rossmanowskich półek. Sama bardzo długo zwlekałam z zakupem theBalm wszak szkoda kasy. Kiedy jednak podliczę ile rozświetlaczy kupiłam a których i tak nie używam odkąd mam Mary-Lou nie wiem czy jest sens jeśli ktoś pragnie theBalm kupować inne?
Na pierwszy rzut oka widać, że opakowanie u Mary-Lou jest piękne z pin up girl ma również całkiem porządne lusterko i cenę ok 69,90 zł w drogerii internetowej w Douglasie widziałam za 89 zł. 


Jak widać żaden z rozświetlaczy z Lovely nie przypomina  Marysi w opakowaniu. 


 Lovely Gold specjalnie starałam się go uchwycić z kawałkiem Mary-Lou aby można było porównać

Mary-Lou ma piękny szampański kolor i mokrą konsystencję można nią nadać subtelny blask lub jeśli nałożymy jej dużo efekt disco ;)


Lovely Silver jest zdecydowanie jeszcze dalej pierwowzoru niż ten Gold.


Zaś Wibo Diamond Illuminator w opakowaniu wygląda na bardziej pomarańczowy niż Mary.



Jeśli chodzi o efekt kto zgadnie która to Mary-Lou? 


Żeby nie trzymać czytelników w niepewności powiem, że theBalm kryje się pod nr 2 ;)
A teraz kolejność występowania:
1. Lovely Gold
2. theBalm Mary-Lou
3. Lovely Silver
4. Wibo Diamon Illuminator


Tak naprawdę Gold i Illuminator wyglądają na ręce podobnie do Mary-Lou są pewne subtelne różnicę w połysku czy shimmerze ale nikt nie będzie się wpatrywał w policzek aby dostrzec coś takiego. Jeśli chodzi o konsystencję to Lovely jest dalej do oryginału niż Wibo, theBalm jest też najlepiej zmielonym produktem z tej 3.

Zdjęcia w ostrym słońcu:

Zdjęcie w cieniu uwidacznia różnice w drobności shimmera użytego w produkcie. W obydwu rozświetalczach Lovely jest dość duży zaś w Mary-Lou i Wibo drobniejszy.


Zdjęcie światło dzienne, ale nie ostre nasłonecznienie i dopiero tu Mary-Lou czyli nr 2 wygląda inaczej niż 1 lovely Gold czy 4 Wibo Diamond Illuminator (od 3 Lovely Silver różni się i w ostrym słońcu). Mary-Lou jest bardziej szampańska.


Jeśli ktoś szuka dobrego rozświetlacza nie o zimnym odcieniu to spokojnie może pozostać przy lovely Gold i Wibo Diamond Illuminator jeśli ktoś lubi zimne rozświetlacze wtedy Lovely Silver również powinno się spodobać. Jeśli jednak ktoś szuka zamiennika Mary-Lou zwłaszcza kiedy zna oryginał może się zawieść. 
Inne opinie o tych rozśietlaczachmożna przeczytać u wake up- make up!  TUTAJ oraz TUTAJ

Jeśli chodzi o moją opinię jak wspomniałam wyżej odkąd mam Mary-Lou inne tego typu produkty dla mnie nie istnieją. Wydajność, stopień zmielenia, konsystencja wszystko mnie zachwyca i pewnie nie wykończę theBalm przez kilka najbliższych lat. 

A Wy używacie rozświetlaczy? Lubcie nie lubcie? Jakie polecacie 

czwartek, 9 lipca 2015

Hashimoto: Jak ograniczyłam wypadanie włosów


Jak mówiłam kilka razy jestem chora na zapalenie tarczycy Hahimoto. Jest to choroba autoimmunologiczna oraz najczęstszy rodzaj zapalenia tarczycy i najczęstsza przyczyna pierwotnej niedoczynności gruczołu tarczowego. Moje objawy były typowe dla tej choroby a jednocześnie tak mogące być wszystkim, że nie zwracałam na nie uwagi czyli: obfite miesiączki, sucha skóra, ciągłe zmęczenie. Teraz się leczę a ekspertem w dziedzinie medycyny nie jestem więc tym razem o innej mej bolączce połączonej z tym problem czyli o włosach.
Kiedy po wizycie u Pani Endokrynolog (o swoich "przygodach" z lekarzami pisałam TUTAJ) włosy zaczęły wychodzić mi garściami a ja zaobserwowałam u siebie łyse placki popadłam w panikę. Zaczęłam googlować i szperać po blogach włosomaniaczek tak odkryłam kilka specyfików na wypadanie włosów i postanowiłam część z nich wypróbować. Sama nie jestem włosomaniaczką daleko mi do ich wiedzy, jestem jedynie kobietą którą okoliczności zmusiły do poszerzenia wiedzy oraz kosmetyczki o paręnaście produktów ;)
Dziś zaś kilka wcierek, które się u mnie sprawdziły oraz ograniczyły wypadanie.
Nikogo kto boryka się z wypadaniem włosów nie zdziwi chyba fakt, że pierwszą "wcierką" będzie Loxon 5% jest to lek na receptę, była to pierwsza wcierka którą stosowałam przez kilka miesięcy codziennie bardzo skrupulatnie. Zahamowała mi wypadanie włosów ale nie zauważyłam porostu nowych włosków. W czasie jej używania miałam też wiele leków na uzupełnienie niedoborów, które przy Hashi są częste, jednym słowem za pierwszym razem zostawiłam 600 zł w aptece za drugim było lepiej, bo "tylko" 200 zł++ (już nie pamiętam dokładnej kwoty). Kiedy kuracja Loxonem dobiegła końca postanowiłam przejść na specyfiki dostępne w sklepach pierwszą z nich był:

Receptury babuszki Agafii Naturalny ziołowy lotion przeciwko wypadaniu pokazywałam go w tym poście <KLIK>
"Naturalny ziołowy lotion do włosów – przeciw wypadaniu, dzięki unikalnej kombinacji naturalnych składników, intensywnie wzmacnia i odżywia włosy oraz cebulki włosowe, skutecznie zapobiegając ich   wypadaniu.
Składniki – działanie:
Kminek (Carum Carvi) – dzięki dużej zawartości witamin (A, B1, B2, C, PP) i minerałów intensywnie odżywia zniszczone włosy i zapobiega ich wypadaniu.
Kora dębowa (Quersus Robur Cortex) – nadaje włosom połysk i piękny, głęboki koloryt, odświeża i pielęgnuje.
Rdest ostrogorzki (Persicaria Hydropiper) – odżywia i regeneruje, działa przeciwłojotokowo, uelastycznia skórę, wzmacnia cebulki włosów, nadaje włosom połysk.
Tatarak zwyczajny (Acorus Calamus) – odżywia i przeciwdziała wypadaniu włosów." Faktycznie przyhamował wypadanie moich włosów, a po jego użyciu były odbite od nasady, zauważyłam również baby hair. Użyłam 3 buteleczki nie mam go już na stanie ale niestety nie widziałam go dawno w sklepie.

Receptury babuszki Agafii Naturalny ziołowy lotion wzmacniający tego specyfiku miałam dwie buteleczki
"Naturalny ziołowy lotion do włosów – wzmacniający, dzięki unikalnej kombinacji naturalnych składników, intensywnie wzmacnia i odżywia włosy, cebulki włosowe oraz skórę głowy.Składniki – działanie:
Chmiel zwyczajny ( Humulus Lupulus) – wspomaga porost i zapobiega wypadaniu włosów, ma działanie wzmacniające i odżywcze.
Pokrzywa zwyczajna  (Urtica Dioica) – rekordzista w zawartości witamin korzystnych dla włosów i skóry.
Łopian większy  (Arctium Lappa) – odżywia i wzmacnia cebulki włosowe, przeciwdziała wypadaniu włosów, obniża ryzyko pojawienia się łupieżu.
Gipsówka błyszcząca  (Gypsophila Siberica) – tonizuje i odżywia włosy."Tak jak poprzednio byłam bardzo zadowolona z działania tej wcierki. Włosy nie wypadały i moje baby hair rosły radując moje serce.

Receptury babuszki Agafii Naturalny ziołowy lotion regeneracyjny niestety nie zrobiłam zdjęcia temu specyfikowi dlatego musiałam użyć zdjęcia ze strony gdzie zwykle kupuje kosmetyki rosyjskie. 
"Naturalny ziołowy lotion do włosów regeneracyjny, dzięki unikalnej kombinacji naturalnych składników intensywnie regeneruje i odżywia osłabione włosy.
Składniki – działanie:
Oman wielki (Inula Helenium) – działa antyseptycznie i przeciwbakteryjnie,
Ostropest plamisty (Silybum Marianum) – łagodzi stany zapalne, tonizuje i uelastycznia skórę głowy, nawilża i odżywia zapobiegając łamliwości włosów,
Miodunka plamista (Pulmonaria Officinalis) – wzmacnia cebulki włosowe,
Olsza czarna (Alnus Glutinosa) - normalizuj e pracę gruczołów łojowych, powstrzymuje wypadanie włosów, przeciwdziała pojawieniu się łupieżu"wszystkie wcierki od babuszki Agafii przypadły mi do gustu ta tak jak dwie powyższe wzmacniała mi włosy, które były odbite od nasady, dłużej świeże a przedewszystkim rosły zakrywając łyse placki. 

<źródło>

Kolejna wcierka to nasz rodzimy produkt od Farmony czyli znany wszystkim Jantar.
"Zawiera biologicznie czynne substancje stymulujące porost włosów, aktywny wyciąg z bursztynu, d`panthenol oraz witaminy A, E, F, H. Systematycznie stosowana poprawia metabolizm i dotlenienie cebulek włosów, regeneruje i łagodzi podrażnienia. Włosy stają się wyraźnie grubsze, lśniące i odporne na uszkodzenia. Odżywka zapobiega rozdwajaniu włosów i chroni przed szkodliwym wpływem środowiska i słońca." Zużyłam już parę buteleczek tej wcierki i często do niej wracam i pewnie wracać będę. Włosy nie wypadały, skóra głowy reagowała na niego spokojnie a nawet była wdzięczna za tą wcierkę żadnych podrażnień, łupieżu czy innych historii.

Eclab Serum do Włosów Suchych i Uszkodzonych Stymulujące Wzrost zapomniałam zrobić zdjęcie tej wcierki ale myślę, że nadrobię to innym razem. Kupiłam ją tylko dlatego, że ta od babuszki Agafii przeciw wypadaniu była niedostępna.
Serum zawiera 95% składników pochodzenia naturalnego
Składniki aktywne:
Ekstrakt z drożdży - stymuluje wzrost włosów, nawilża, odżywia skórę głowy i cebulki włosowe
Olejek rozmarynowy - poprawia krążenie krwi w skórze głowy
Olejek lawendowy - zapobiega wypadaniu i łupieżowi
Olejek cedrowy - dostarcza substancji ożywczych
Olejek ylang ylang - dodaje włosom siły i naturalnego blasku
Kompleks PROCAPIL:
Biotinoyl Tripeptide - kompleks aminokwasów i biotyny (witamina B7)  -odżywia i wzmacnia cebulki włosowe, spowalnia starzenie się włosów
Kwas oleanowy z liści oliwnych - chroni włosy i zapobiega ich wypadaniu. Hamuje tworzenie się DHT (dihydrotestosteron), który jest źródłe utraty włosów (łysienie androgenowe)
Flawonoid apigenina z drzewa grejpfrutowego - pobudza krążenie krwi i wzrost włosów
Produkt nie zawiera SLS, SLES, silikonów i parabenów oraz syntetycznych barwników i konserwantów". Pomimo iż kupiłam tą wcierkę jedynie dlatego, że innej nie było zakup okazał się trafiony. Włosy nie wypadały, rosły, skóra głowy była spokojna a oprócz tego bardzo pod pasowała mi buteleczka z atomizerem gdyż poprzednie wcierki przelewałam do butelek które takowy posiadały. Myślę, że na następny raz również skusze się na tą wcierkę.

<źródło>

Na sam koniec zostawiłam swój najświeższy nabytek, który obecnie stosuje czyli  Kaminomoto Hair Growth Accelerator(G) jego większa i obszerniejsza recenzja pojawi się później na razie jestem pod koniec pierwszej buteleczki i zauważyłam wzrost włosów oraz jakieś ich pogrubienie ale może to efekt placebo :P


Wszystkie wymienione wcierki działały na mnie hamująco co potwierdził fakt iż po ich odstawieniu na czas urlopu włosy zaczęły lecieć jak dzikie znowu. Widzę więc, że przez długi okres będę zmuszona do używania wcierek po każdym myciu.

środa, 8 lipca 2015

Wakacyjny makijaż z Rajskiej Wyspy paletką My Secret hot colors Paradise Island


Dziś na tapetę bierzemy paletkę, która swojego czasu bardzo szumnie przeszła przez blogi urodowe niczym modelka po wybiegu.
Paletkę posiadam dzięki "wypożyczce" od wake up- make up!, której w tym miejscu dziękuje. 

Paletka zawiera cztery cienie zamknięte w kwadratowym plastikowym opakowaniu, plastik dość gruby ale nie oszukujmy się, że wygląda drogo i ekskluzywnie bo tak nie jest. Cena to ok 13 zł . Kolory są bardzo letnie i papuzie czyli brzoskwinka idealna do podkreślenia opalenizny, oliwkowo-szaro- błękitny, głęboki róż (fuksja) oraz głęboki fiolet. Zestawienie kolorystyczne pięknie prezentuje się w paletce aż miło popatrzeć. Na pierwszy rzut oka widać iż cienie są metaliczne.



Jeśli chodzi o to co mówi nam producent "Paleta perłowych i metalicznych cieni, które pozwolą stworzyć olśniewający i oryginalny makijaż. Jedwabista i delikatna struktura ułatwia aplikację. Cienie znakomicie przylegają do powieki i zachowują trwałość przez długi czas."

Pierwsze posmyranie palcem dało czarujący efekt byłam zachwycona pigmentacją i tu pojawia się słowo klucz BYŁAM. Konsystencja cieni jest dość mokra i przypomina mi metaliczne cienie z Pierre Rene co skłoniło mnie do zerknięcia kto kryje się pod marką My Secret a no Pierre Rene. W tym momencie przestał mnie już dziwić fakt, że ów głęboki róż mam właśnie z tej firmy (pokarzę oba na końcu posta) w pojedynczym opakowaniu. Wracając do paletki palce po posmyraniu wyglądają tak: 



Do makijażu użyłam:

KOBO Modeling Illuminator 
Paletki z My secret
Pudry z L'oreal część moich zakupów z Berlina KLIK oraz KLIK
Tuszu do rzęs Max Factor False Lash Effect Fusion




Inne makijaże można zobaczyć
TUTAJ oraz TUTAJ.

Jeśli chodzi o moją opinię:
Zaletą tej palety jest cena i kolory. 
Niestety cienie osypują się (dokładnie tak samo jak metaliczne z Pierre Rene), podrażniają mi oczy (jak wyżej), nikną w czasie blendowania są grubo zmielone. Do wykonania tego makijazu uzywałam palca i uważam, że poziom roztarcia oraz przejścia kolorów uzyskany palcem wyszedł mi całkiem nie najgorzej.
Nie ogarniam zachwytów ani nad tą paletką ani nad cieniami Pierre Rene, które jedynie podrażniają mi oczy.
Na koniec obiecany cień od Pierre Rene w porównaniu z fuksją z paletki:



Pod nr 1 kryje się fuksja z paletki pod nr 2 zaś Pierre Rene nr 113 Last Call. Generalnie jeśli ktoś lubi cienie z Pierre Rene z tymi również się polubi.
Jeśli ktoś nie ma za dużej gamy kolorów, eksperymentuje z kolorami i nie che wydawać nie wiadomo ile na lepsze cienie to ta paletka mu posłuży. Ja niestety nie skuszę się na cienie tej firmy tak jak żałuję zakupu swoich cieni z Pierre Rene, ale o tym przy okazji innych cieni. 
W swoim koszyczku do testowania mam inne paletki z My secret może one okażą się lepsze od tej kto wie zobaczymy przy okazji kolejnego makijażu ;)

poniedziałek, 6 lipca 2015

Przychodzi baba do endokrynologa czyli mój endokrynologiczny bulwers

Już dużo dużo wcześniej pisałam o swoich problemach z tarczycą, cierpię na hashimoto ostatnio dość często rozpoznawaną chorobę. Nie mówiąc o tym, że przez pewien czas TSH mi rosło ale żaden lekarz nie zwrócił na to uwagi, bo i po co. Ale teraz chciałam się skupić na mojej najświeższej endokrynologicznej historii tak więc przygotuje się na prywatę i morze żółci, które zaraz zostanie wylane za pomocą tego oto urządzenia jakim jest blog. 
Zaczęło się od tego, że po wizycie u wysokiej klasy specjalistki z mojego miasteczka zaczęły wychodzić mi włosy i to nie tak jeden, dwa, 10 do 100 dziennie, o nie włosy zaczęły wychodzić mi garściami dosłownie. Widziałam prześwity, płakać mi się chciało. pani specjalistka stwierdziła że w zasadzie tak ma być i jest to normalne. Poszłam do znajomej Pani dr której powiedziałam, że włosy wychodzą mi garściami dosłownie i że nie przesadzam. Zapytała co Pani endokrynolog dała mi na włosy po mojej odpowiedzi "Nic" 


wydała się bardzo zaskoczona i przepisała mi leki, na które wydałam 600 zł. Najważniejsze, że pomogły. Zaczęłam również bardziej przejmować się pielęgnacją i zastosowałam maski, wcierki itd. 

Jednak ciągle wymagam kontaktu z endokrynologiem, kiedy znalazłam na FB grupę dla osób chorych na Hashi oraz polecanych przez należące tam kobiety lekarzy stwierdziłam wypróbuje. 

Zadzwoniłam umówiłam się do Pana dr. 
Zrobiłam badania czyli TSH, jeszcze raz aTPO (jeden raz miałam tylko zlecone, sama z ciekawości zrobiłam sobie 2 raz) TSH w normie czyli 1,95 zaś przeciwciała przeciwtarczycowe 1300 (spadły z ok 2000), zrobiłam cukier, kwas moczanowy itd. 
Na wstępie Pan szanowny dr poinformował mnie, że jeśli TSH jest poniżej 10 nie ma sensu tego leczyć ale jeśli już biorę te leki niech mi będzie. Zapytał mnie kto mnie prowadzi odpowiedziałam, że chodziłam do Pani dr X, zapytał czemu nie chodzę już do niej, powiedziałam o tych włosach powiedział mi, że "Tak ma być". I żebym wróciła do Pani dr X, bo to wysokiej klasy specjalista. Nie za bardzo przejął się tym, że mam za niski poziom vit. D, za mało żelaza, podwyższony kwas moczanowy w zasadzie wszystko to idzie w parze z hashi powiedział mi żebym się odchudzała. I podał w wątpliwość fakt iż przybyło mnie z powodu choroby, bo to lenistwo zapewne. Nie powiem jestem leniwa ale nawet będąc na diecie zauważyłam, że choćbym katowała się kiedy mój wskaźnik TSH jest wyższy chudnę połowę tego co zdrowa osoba (miałam porównanie osoby odchudzającej się razem ze mną).
To mnie zmroziło do imentu, nie dość że nie leczy się tarczycy dopóki TSH nie osiągnie 10 to jeszcze mam być łysa. O co to to nie!!
Jestem zdegustowana, zniesmaczona i rozczarowana taki podejściem specjalisty do tematu. Najlepiej jak bym poszła do 10 lekarzy każdy od czegoś innego i tych 10 wzięłoby kasę każdy za swoją działkę. 
Oczywiście wspomniana wyżej wizyta nie odbyła się w ramach NFZ tylko z mojej prywatnej "kasy chorych".
Obecnie pozostałam dalej w fazie poszukiwań jakiegoś lekarza dla mnie :(

piątek, 3 lipca 2015

Światło w płynie i pudrze czyli Letni bardzo świetlisty makijaż twarzy.




Lato w końcu przyszło nic tylko się cieszyć. Razem z latem pojawił się strobing czyli mocne rozświetlenie twarzy.
 Ponieważ nie obawiam się efektu kuli disco postanowiłam sobie zafundować rozświetlenie twarzy, całej :) nie jest to strobing ale i tak błysk jest. 

Użyłam:
* Baza pod makijaż L`Oreal, Lumi Magique, Pure Light Primer czyli Rozświetlająca baza. Jest to światło w płynie, szczerze nie spodziewałam się po niej takiego efektu a jednak. W kategorii baza rozświetlająca zyskała moje uznanie. 
 "Świeża, lekka i jedwabista konsystencja sprawia, że bazę można nakładać jako jedyny preparat lub pod podkład, gdyż przygotowuje ona skórę na nałożenie podkładu, równocześnie maksymalizując rozświetlenie. Baza wtapia się w skórę, by następnie rozpraszać wtórnie światło, zapewniając skórze piękny wygląd. Można ją nałożyć punktowo – na kości policzkowe, grzbiet nosa czy podbródek lub na całą twarz, co sprawi, że skóra promienieje naturalnym blaskiem, jakby była rozświetlona od środka."

* Gdyby baza pod makijaż nie była wystarczająca z podkładem zmieszałam w proporcji 1:1 krem BB skin 79 Shiny Pearl Water Drop, którego recenzje możecie przeczytać TUTAJ
 "Jest to BB krem, który dostarczy skórze rozświetlenia i upiększa ją perłowym blaskiem.
Dostarcza również skórze naturalnego połysku przez cały dzień kontrolując wydzielanie sebum.
Używając produktów typu water drop, które zawierają dużo substancji nawilżających możesz poczuć chłód z powodu działania wody.
Krem został stworzony z ekstraktu 8 roślin, ochraniających skórę i dostarczających jej odżywienia, które powodują, że skóra jest zdrowa, pełna blasku i rozświetlona/rozjaśniona."

* Podkład  to również rozświetlający kosmetyk  Paese, Lush Satin -Wygładzający podkład z koktajlem witamin jego recenzję można zobaczyć TUTAJ. 
"Wygładzający podkład rozświetlający zapewniający efekt subtelnego blasku. Idealnie nadaje się do zmęczonej, pozbawionej blasku cery. Zawartość witamin (A, C, E, grupa witamin B) i minerałów oraz pierwiastków wpływa na poprawę kolorytu skóry, ożywiają ją i pielęgnuje. Dodatkowo aktywny kompleks biopierwiastków reguluje wydzielanie sebum, wspomaga syntezę kolagenu i kwasu hialuronowego w skórze oraz spłyca drobne zmarszczki. Podkład zawiera naturalny filtr UV
Składniki aktywne: ekstrakt z mango, lupeol i luteina, ekstrakt z papai, ekstrakt z granatu, witamina PP, polimery napinające, witaminy A C i E.
" Podkład bardzo przypadł mi do gustu za wykończenie, gdyby tego było mało aplikacja tego podkładu to dla mnie czysta przyjemność pachnie gumą balonową i od razu początek dnia jest lepszy ;)

* Twarz przypudrowałam meteorytami  Guerlain Météorites 01 clair z których (do głowy mi nie przyszło i nie przyjdzie to zrobić0 nie "wydłubałam" nadających połysk kuleczek w kolorze szampana ;) ten produkt jest niesamowity a jego aplikacja również pachnie obłędnie.Ich recenzje można przeczytać TUTAJ

Gdyby to wszystko dało mi za mało blasku postanowiłam dołożyć:
* The Balm, Mary - Lou Manizer czyli kultowy rozświetlacz, którego nie wymieniłabym na nic innego i swoje wszelkiego rodzaju poszukiwania na zamienni uważam za bezsensowne.

* Róż który zagościł na moich policzkach to Bourjois nr 3 Golden Lilac mój związek z różami tej firmy to raczej skomplikowana relacja, lubię je i nienawidzę nie umiem się zdecydować co do nich czuję.

Jeśli chodzi o oczy zostawiłam je bez makijażu. Na zdjęciu również nie mam żadnego błyszczyka ani szminki, przy tym makijażu miałam tylko ochronna pomadkę o której do zdjęcia zapomniałam.

Całość na mojej twarzy przedstawia się tak:



Całość nie wygląda jak kula disco, jednak w ostrym słońcu do zauważenia są drobinki z kremu BB mi to jednak nie przeszkadza pod warunkiem, że nie idę do pracy.

środa, 1 lipca 2015

Planeta Organica Czarna Marokańska Maska do włosów


Włosy, ozdoba kobiety jeśli są zadbane i zdrowe i błyszczące oraz zmora tych wszystkich, których włosy nie chcą takie być czyli np mnie. Moje włosy już nie są w najgorszym stanie, postarałam sobie wyrobić system ich pielęgnacji gdzie raz na tydzień wykonuje peeling skóry głowy oraz stosuje maskę na włosy. ostatnimi czasy czyli od ponad miesiąca jest to właśnie marokańska maska od PO.
O swoich problemach z włosami pisałam już nie raz, również nie jest to moje pierwsze spotkanie z maskami od Planeta Organica pisałam o nich:


Czemu kupiłam tą maskę? Skusiły mnie opinie włosomaniaczek, które szanuje mimo, że sama nią nie jestem, zazdroszczę wiedzy i świadomego podejścia do tematu.

Co obiecuje nam producent tego cuda:
"Włosy mogą być wspaniałą ozdobą, ale tylko pod warunkiem, że we właściwy sposób się o nie dba. Warto stosować kosmetyki z dodatkiem naturalnych składników o silnym działaniu. Taka też jest Planeta Organica - maska do włosów - Marokańska - przeciw wypadaniu, zawierająca jeden z najdroższych olejów na świecie – olej arganowy.
Znajduje on zastosowanie w różnych preparatach kosmetycznych, a jego działanie na włosy jest szczególnie dobroczynne. Dogłębnie je nawilża i odżywia, sprawiając, że stają się mocne, zdrowe i błyszczące. Takie właściwości to zasługa wysokiej zawartości witamin E i F, o silnych możliwościach regeneracyjnych i odbudowujących. Z kolei olej neroli, poza cudownym aromatem, ma też doskonałe właściwości zmiękczające i uelastyczniające. Niezwykle wartościowym komponentem tej maski jest również olej laurowy, wzmacniający korzenie włosów, dzięki czemu nie są one podatne na wypadanie.
Cenne olejki pobudzają krążenie w skórze głowy i dostarczają jej aminokwasów i witamin, co sprawia, że mniej włosów wypada, a nowe pobudzane są do szybszego wzrostu. Silne działanie nawilżające i wygładzające wykazuje oliwa z czarnych oliwek, bogata w minerały i mikroelementy." (opis pochodzi ze strony http://lawendowaszafa24.pl/ na której sama kupuje swoje produkty a z którą nie mam nic wspólnego).

Opakowanie jest plastikowe i typowe dla masek z tej serii, w środku znajdziemy średnio gęstą maskę do włosów o kolorze zielonym i w moim odczuciu pięknym zapachu. Dzięki konsystencji maska jest bardzo wydajna i bardzo łatwo aplikuje się na skórę głowy oraz włosy, nie spływa z nich. 



Maskę trzymam ok 30 minut raz w tygodniu i bezpośrednio po jej użyciu widzę różnicę w swoich włosach. W czasie pierwszego użycia byłam lekko przerażona gdyż woda po płukaniu włosów była zielona, ale na zdrowy rozum jaka miała być :P Włosy po zastosowaniu tej maski są miękkie, błyszczące i wspaniale nawilżone. Wyglądają na ciut ciemniejsze ale wynika to właśnie ze wspaniałego nawilżenia. Przesuszone włosy zawsze wydają się jaśniejsze.  Oprócz tego włosy lepiej się układają a zapach, który dla mnie jest zaletą utrzymuje się przez cały dzień. Co do ograniczenia wypadania włosów i stymulacji ich wzrostu ciężko mi się wypowiedzieć gdyż stosuje wiele innych specyfików i powiem szczerze, że działają. Kiedy odstawiłam wszystko w czasie wyjazdu wakacyjnego zauważyłam zwiększone wypadnie włosów :(

W kolekcji mam kolejną maskę z tej serii, jednak już wiem że kiedyś do niej powrócę właśnie ze względu na jej działanie.

wtorek, 30 czerwca 2015

Rimmel Lasting Finish 24h puder prasowany

Korzystając z promocji w Rossmanie (tej sławnej promocji, której "dzieci" krążyły będą po internetach jeszcze jakiś czas).  kupiłam podkład i puder i powiem szczerze, że zarówno w zestawie oraz z osobna produkty te podbiły moje serce. 

Co obiecuje Nam producent: 
"Podkład 2w1 w pudrowym kompakcie. Aplikuje się łatwo jak puder, kryje jak podkład natychmiast maskując niedoskonałości. Lekki i jedwabisty, idealnie stapia się ze skórą i wyrównuje jej koloryt, dając naturalny efekt bez uczucia obciążenia, który trwa do 25 godzin. W zależności od liczby nałożonych warstw zapewnia krycie od średniego do pełnego.
Użyj go na sucho jako wykończenie makijażu lub na mokro - jako ultralekkiego podkładu. Wyjątkowo długotrwała formuła jest odporna na ścieranie i pot."

Byłam sceptyczna jeśli chodzi o tą odporność na ścieranie i pot jednak powiem, że nie miałam racji.
Puder mam w kolorze 001 Light Porcelain i jest to całkiem przyjemny jasny beżowy odcień bez różowych tonów.

Puder, który również może służyć za podkład zamknięty jest w plastikowym opakowaniu, niestety umiejscowienie lusterka sprawia że opakowanie jest średnio praktyczne dla mnie a zawarty "puszek" jest okropny ja używam pędzla lub "puszka" z Inglota.


Pudru nigdy nie stosowałam na mokro, ale przyznam się, że w tzw "leniwe dni" nakładam tylko ten puder i efekt jest bardzo dobry. Puder ma dobre krycie w  mojej kategorii mieści się pod "krycie znaczne" a nie średnie.
Lubię go za trwałość, efekt i za krycie właśnie. Są dni kiedy potrzebuję dużego krycia a nawet wtedy wystarcza korektor MAC pro longwear i ten puder właśnie. Jego dobre krycie może zadowolić osoby które maja problemy z cera i potrzebują nie tylko kryjącego podkładu ale również kryjącym pudrem nie pogardzą jak również osoby którym wystarczy kryjący puder.

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Zakupowy Berlin czyli Pielęgnacja włosów. Balea



Na FB pokazywałam swoje zakupy, część z nich przeznaczona była dla mnie, część w postaci prezentów rozeszła się po świecie. Pierwszą część zakupów z Niemiec czyli kolorówkę pokazałam w TYM poście. Oprócz tego co przywiozłam z mojej podróży można zobaczyć u wake up- make up! TUTAJ.

Dziś to co zostało u mnie a przeznaczone jest do pielęgnacji włosów czyli: 

koszyczek rzeczy do testowania

W czasie pobytu w Berlinie "wygooglowałam" co kupić w Niemczech i chyba nikogo nie zaskoczę jeśli powiem, że prawie wszyscy polecali zakupy w drogerii DM i markę Balea. 
Mimo pochwał dezodorantów, balsamów i żeli pod prysznic nie zdecydowałam się na nie. Czemu? Wleczenie z Berlina żelu pod prysznic ponieważ wspaniale pachnie i jest tani zakrawa mi na groteskę. A jeśli chodzi o te piękne zapachy to też raczej bym znowu się tak nie rozczulała nad nimi. Pięknie pachnie Bath and Body Works a kosmetyki które wąchałam w drogerii DM pachniały ładnie ale, że tak powiem "nic mi nie urwały". 
Ponieważ od jakiegoś czasu staram się bardzo dbać o włosy postanowiłam zakupić coś z ich włosowej oferty. Nie znam niemieckiego dlatego okazało się to wyzwaniem nie lada. Berlin stolica kraju zachodnio-europejskiego znajomość języka angielskiego gorsza niż na Polskiej prowincji zatrważające, ale wracając do tematu. 

W skład mojego zakupu z Balea wchodzi:

Profesjonalny szampon kofeinowy i odżywkę kofeinową. 
Przy użyciu wspomagania z internetu na obu produktach znalazłam to samo czyli:
Szampon/ odżywka wzmacnia i odżywia nowo wyrastające włosy, zapobiega ich wypadaniu. Aktywna formuła kofeiny wzmacnia osłabione cebulki włosa. Kompleks z biotyny i granatu wzmacnia włókno włosa i nadaje włosom objętość, gęstość i zdrowy blask. Szampon odżywia skórę głowy i chroni ją przed wysychaniem. 

 Odżywka do włosów Oil Repair - z olejkiem arganowym
Odżywia bardzo zniszczone i suche włosy. Sprawia, że włosy stają się zdrowe i mocne aż po same końce. Zmniejsza łamanie włosów (do 80% mniej utraty włosów spowodowanej ich uszkodzeniem). Odżywka zawiera odżywczy olejek arganowy, efektywny kompleks nawilżający z białka pszenicy, pantenolu i gliceryny stymulujące cebulkę włosa i wzmacniające włókno włosa.

Oraz odżywki w saszetkach:
* 1 minutowa odżywka do włosów długich 20 ml
* Odżywka z brzoskwinią i kokosem
* Odżywka po korzystaniu z kąpieli słonecznych


Ma sam koniec produkt, który nie został uwieczniony na zdjęciu powyżej z prostej przyczyny stoi w łazience i już go używam a pozostałe są w kolejce do testowania czyli:

 Balea Professional, Oil Repair Haaröl (Olejek do włosów) Intensywna formuła z bogatym kompleksem olejowym odżywia mocno uszkodzone włosy - nie obciążając ich. Wynikiem są miękkie i elastyczne włosy. Ultra lekka, nietłusta formuła nadaje się do codziennej pielęgnacji włosów bardzo suchych i zniszczonych. Z odżywczym olejem arganowym.

Mam nadzieje, że kosmetyki okażą się wartę zachodu taszczenia ich w walizce pociągiem :P